Żyć w pokoju

Jest to chyba najbardziej uniwersalne pragnienie człowieka. Oznacza ono życie bez wrogów, bez lęku, ucisku. Czy nie jest to jednak jakaś utopia? Nawet, kiedy mówimy o kimś, że nie miał wrogów, to traktujemy to wyłącznie jak wielką przenośnię. Czy można nie mieć wrogów? A z drugiej strony, kto jest moim wrogiem? Właśnie, moim. Nie ma przecież klasy ludzi dobrych i klasy ludzi złych. Nie ma tych, których można obiektywnie zdefiniować jako przyjaciół i tych, których można by zawsze postrzegać jako wrogów. Nikt więc z natury nie jest ani przyjacielem, ani wrogiem. Jest przyjacielem lub wrogiem dla mnie. A kiedy staje się moim wrogiem? Kiedy nie akceptuje moich planów, mojego myślenia, mojego widzenia świata. Wrogów się więc ma, bo albo ktoś ze mnie czyni wroga, sam takim się stając albo ja kogoś definiuję jako wroga dla mnie czy moich spraw.

Wrogiem jest ten, kto nie myśli jak ja. A jak ja myślę? Zapewne dobrze o sobie, o swojej wierze, postawie. Nietzsche napisał kiedyś, że uwierzyłby w naszego odkupiciela, gdybyśmy wyglądali na bardziej odkupionych. Odkupienie ma bardzo dziwny źródłosłów. „Demptio”, coś co mnie uwiera, przygniata i „re-demptio”, coś co mnie z tego przygniecenia wyprowadza. Co jest więc moim uciskiem, z czego wyglądam na wyzwolonego?

Może jednak w przeżywaniu pokoju nie zawsze chodzi o wyzwolenie. Może bardziej o swoisty święty spokój. Pozostać w bezruchu, marzenie przepracowanych. Bezruch zaś kojarzy się z fundamentem, a fundament z fundamentalizmem. Czasem do tego stopnia, że można pomylić fundamentalizm z fundamentem wiary. Gdyby jednak fundamentalizm był fundamentem wiary, wtedy ludzki fundament byłby podstawą dla Boga, trochę tak, jakby twierdzić, że najpewniejszym fundamentem dla życia jest wykopany grób – pewny, stabilny i głęboki. Dół pokoju.

Jest jeszcze kilka innych elementów pokoju związanych z wiarą. Jednym z nich jest ewangelizacja, niestety rozumiana jednokierunkowo. Ja mam prawdę, ja głoszę… innym. Kolejnym to świątynia. Apokalipsa ukazuje Miasto Święte bez świątyni, bo wypełnia je Bóg. Jakże to wymowne, kiedy pomyśli się o świątyni w centrum miasta, mającej pomysł na niewierzących, dzwony, które mają budzić niewierzących, nie ma zaś nikogo, kto by w niewierzących budził wiarę, by usłyszeli dzwon. Miasta pokoju.

Zapowiadany Duch Święty ma nas pouczyć. Nas, czyli wszystkich, wierzących i niewierzących. Ma przypomnieć, co jest źródłem prawdziwego pokoju, ma odkupić od wroga, fundamentalizmów, pozornej prawdy. Zbyt dużo w nas niepokoju o pokój, a jednocześnie nasze „znaki pokoju” przestają cokolwiek znaczyć.

Może zatem żyć w pokoju, to nie tyle walczyć o pokój, co pokój przyjąć, czyli dać się odkupić z tego co mnie przygniata, często z mojej winy.

Może więc czas zaniepokoić się o prawdziwy pokój.

Autor

Jarosław Andrzej Sobkowiak

Dyrektor Centrum Komunikacji Społecznej i Cyfrowej UKSW, nauczyciel akademicki, Instytut Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW, Katedra Teorii, Etyki i Prawa Mediów. Aktualny zakres badań: kognitywistyka komunikacji, etyka i metaetyka dziennikarska, komunikacja religijna. Wcześniejsze badania: hermeneutyka filozoficzna, podmiot w procesie komunikacji, nowy porządek moralny a nowy porządek światowy