Bóg powierza nam siebie

Możemy sobie wyobrazić scenerię pierwszego czytania na III Niedzielę Wielkiego Postu. Pustynia, a opodal naród wyzyskiwany przez Faraona. Wyzyskiwany i niszczony. Chciałoby się zapytać: Co jest? Nic nie ma, nie ma nadziei, nie ma radości, nie ma Boga. I nagle na tej pustyni zaczyna płonąć suchy krzew, płonie i się nie spala. Ziemia przeklęta staje się ziemią świętą, bo na niej pojawia się Bóg. Jakie jest Twoje imię? – pyta Mojżesz. Jestem, który Jestem, to znaczy jestem zawsze i jestem również tu, pośród tego udręczonego ludu. Wielcy myśliciele powiedzą potem, że to imię pokazuje, że Boga nie można wyczerpać, że On się nie wypali, nie przejdzie Mu miłość do człowieka, nie zniechęci się w czekaniu na człowieka.

Bóg jawi się w trzech wymiarach. Jestem, to znaczy byłem, będę, ale dla Ciebie przede wszystkim jestem. Niech Cię nie interesuje zbytnio historia innych z Bogiem, nie zaprzątaj sobie głowy myśleniem o tym, co będzie z Bogiem jutro. Pomyśl co dzisiaj – On jest, ty jesteś i co z tego wynika? Bóg wieczny jest Bogiem naszej teraźniejszości. Jest Bogiem, który przychodzi w konkretnym miejscu i czasie. W krzyżu, w codzienności. Ale jednocześnie objawia się jako osoba. To nie jest boska energia w świecie. To nie jest czerpanie łaski z promieni słońca. To jest znajdowanie miejsc, poprzez które Bóg przychodzi. Bóg jest wszędzie, ale nie jest wszystkim, tylko Bogiem. I wreszcie nie przychodzi do człowieka samego. Przychodzi do wspólnoty, bo sam jest wspólnotą.

Wiara. Z jednej strony to jakiś depozyt. Coś w co wierzę, coś co otrzymałem. Wszyscy byli pod obłokiem, wszyscy przeszli przez morze. My powiemy, wszyscy zostali ochrzczeni, przyjęli podobne sakramenty. Ale nie wszyscy wierzą. Nie wszyscy odpowiadają Bogu, który powierza się ludziom.

Bóg powierza nam świat. Jak łatwo patrząc na różne nieszczęścia i kataklizmy, interpretować je jako karę za grzech. Popełniamy podwójny błąd. Po pierwsze, przypisujemy to Bogu. To Bóg jest źródłem kataklizmów i nieszczęść. I po drugie, dlaczego kara za grzech? Bo ludzie są źli, a właściwie, bo inni są źli. Nieszczęście nie jest karą za grzech, ale jest skutkiem grzechu, nie zawsze dotykającym tego, kto grzeszy w pierwszym rzędzie, ale jest skutkiem grzechu. Nie pytajmy więc, z powodu czyich grzechów coś się dzieje, ale ile zła dzieje się z powodu moich grzechów.

Gdyby szukać różnicy pomiędzy moralnością świecką a chrześcijańską, można powiedzieć, że w świeckiej każdy człowiek jest dobry, trzeba go tylko do tego wychować. W moralności chrześcijańskiej uznaje się, że wszyscy zgrzeszyli i potrzebują nawrócenia, to znaczy, zakorzenienia na nowo w Bogu. Pamiętając tylko, że czas, nasz czas, czas człowieka jest krótki.

Nowy Rok, nowy czas

Św. Augustyn napisał kiedyś takie zdanie: „To my, ludzie, jesteśmy czasem”. Czas przypomina trochę ocean pogrążający człowieka. Pozornie wydaje się, że czas jest panem wszystkiego, co dzieje się w naszym życiu, Chronosem pożerającym własne dzieci. Niekiedy tylko uświadamiamy sobie, że specyfika człowieka w relacji do czasu polega na tym, że jego głowa wystaje z wód czasu. Oznacza to, że człowiek żyjący w czasie ma możliwość wzniesienia się ponad i uchwycenia sensu przemijania.

Papież Franciszek skierował do ludzi dobrej woli kolejne Orędzie na Światowy Dzień Pokoju. Dla mnie te orędzia są ważne, gdyż dają nowe kryteria na kolejny czas. Na rok 2022 papież daje trzy kryteria. Pierwszym jest dialog międzypokoleniowy. Z jednej strony wszyscy żyjemy w tym samym czasie, ale kiedy porówna się dwa pokolenia (młodych i starszych) odnosi się wrażenie, że żyją w dwóch różnych czasach. Jest więc czas, ale i każdy ma swój czas. Zapewne też nie wystarczy stwierdzenie, że czasy pokoleń są inne, to jeszcze nie zbliża, ale już otwiera. Tym, co zbliża jest dialog. Drugie kryterium to edukacja, której nie można rozważać wyłącznie w kategoriach kosztów, ale inwestycji. Niestety, ciągle jest to obszar, w którym najłatwiej ciąć koszty. Jakby chciało się powiedzieć, że jedyne dobra wytwarzane to tylko dobra materialne. Biedny to kraj i biedna perspektywa, w której chciałoby się edukację zepchnąć wyłącznie do poziomu kosztów. Trzecie kryterium to praca. Praca, której człowiek nadaje sens. Tymczasem zauważa się jakiś dziwny sposób zarządzania pracą przez wzbudzanie strachu. Tak oto rodzi się nowa kategoria zdemotywowanych pracowników. Ktoś za to ponosi odpowiedzialność i nie jest to zapewne sposób budowania pokoju.

Powróćmy jeszcze do czasu. Pozornie wydaje się, że popłynięcie z prądem czasu usprawiedliwi wszystko. Dobro się rozproszy, o złu się zapomni wraz z upływem czasu. Ale jest jeszcze bardzo czułe narzędzie mierzenia i oceny czasu – sumienie. Ono nie pozwoli przejść złu w niepamięć, nie pozwoli rozproszyć się dobru.

Życzę wszystkim moim Czytelnikom, aby korzystając z obrazu czasu jako oceanu wód, jak najczęściej wynurzali głowę ponad wody czasu, by zobaczyć sens czasu i swojej historii. „To my, ludzie, jesteśmy czasem”. Obyśmy nie przeszli do historii wyłącznie jako pokolenie pandemii, kryzysu ekologicznego i kilku innych. Oby z perspektywy czasu można było nazwać również „nasze czasy” czasem człowieka.

Sekularyzacja wiary wierzących

Wielu wierzących rozumie wiarę jako przynależność do określonej frakcji. Skoro przynależę do Kościoła, konsekwentnie przynależę do prawicy, mężnie bronię jej słabości, bo wiara musi objawić się (czyt. wygrać) w tym czasie.

Czas. Niesamowita przyjemność dla umysłu. Ile czasu można poświęcić na opisanie braku czasu. Przydałby się chłodny racjonalizm Kanta: czas nie istnieje w oderwaniu od naszego doświadczenia.

Mamy doświadczenie, bo mamy zmysły. One zmuszają nas do pośpiechu – młodość nie trwa wiecznie, tyka zegar biologiczny, wszystko w co wierzę musi stać się teraz, a co się nie staje, przestaje być przedmiotem wiary. A nie staje się między innymi to o co prosimy w Modlitwie Pańskiej: Przyjdź królestwo Twoje!  Kiedy coś nie leży w naszych planach, przestaje być zauważalne, bo nie jest oczekiwane. Nasze plany zmieniają sens tego na co czekamy w wierze. Często z przerażeniem słuchamy o powtórnym przyjściu Chrystusa, o końcu świata, bo przecież to zburzy nasze plany. A więc mamy inne plany?

Sekularyzacja wiary. Sprowadzenie wszystkiego do krótkiej perspektywy życia człowieka. Sekularyzacja wiary wierzących. Oczy wiary. Jak łatwo nie widzieć tego, czego się nie rozumie. Za dużo wrażeń, zbyt dużo widzimy i słyszymy, by się tym przejąć. Człowiek stracił kontakt z rzeczywistością. Potrafi obrazić się na Boga za to, że w czasie urlopu pada deszcz, bo co tam susza, plony. Pomiędzy ziarnem a żniwem dzieje się zbyt wiele, żeby móc czekać. Pomiędzy początkiem wiary a ostatecznym przyjściem Chrystusa dzieje się zbyt wiele, by czekać.

Co więc oznacza wiara? Może nie wyłącznie kwestie obyczajowe, ale postawienie bardziej fundamentalnych pytań: Czy rozumiem więcej niż widzę? Czy potrafię uchwycić sens przewidywania w wierze? Czy mam w sobie dość wewnętrznej siły, by czekać?