Wszystko marność

Bardzo trudno przetłumaczyć oryginalne brzmienie tak dobrze znanego nam tekstu o marności. Brzmi on trochę jak bełkot. Gdyby tłumaczyć literalnie, można by nawet powiedzieć: Próżność, jeszcze raz próżność, a to wszystko bzdury. O co więc chodzi w tym stwierdzeniu o marności? Św. Hieronim przetłumaczył to słowo na łacińskie vanitas – próżność. Próżność to pustka, zwłaszcza wewnętrzna. Ale przecież żyjemy tym i w tym, co przemijalne. Nie chodzi więc o sztuczne porzucenie świata, ale o nadanie sensu życiu, które często przebiega w pustce.

Wszystko może być pustką, bzdurą, marnością. Nawet wielkie cnoty jak wdzięczność. Wdzięczność jest za coś. Wyobraźmy sobie, że rodzice dali dzieciom samochód, kilka tysięcy euro i liczyli na wdzięczność. A wdzięczność jest za coś. Samochód się zniszczył, pieniądze zostały wydane i skończyła się wdzięczność. Za pustkę i wdzięczność jest pusta. Za przemijalne, przemijalna.

Mamy jeszcze dwie sceny z Ewangelii: rozstrzygnięcie sporu o spadek i człowiek budujący spichlerz. Intrygujące jest pytanie Jezusa: kto mnie ustanowił sędzią nad wami? Inaczej, kto chce mnie sprowadzić do osądzania pustki? Ja osądzam sumienia. A w sumieniu jesteście tak samo puści, bo kłócicie się o to samo. Czasem tak kłócimy się o to, czyja wiara lepsza, czyj ruch bardziej ewangeliczny. W sumie zaś kłóci się nasza pycha. Wielkie rzeczy są tylko pretekstem. Ilu biskupów lubi mówić o posłuszeństwie ewangelicznym tylko w kontekście posłuszeństwa dla nich samych.

Druga scena mówi o spichlerzu. Cóż złego w tym, że ktoś chce ocalić plony. Tylko, że nie chodzi o plony, ale o ich zawłaszczenie w spichlerzu. Nie chodzi o sens pracy, ale o zysk. Marność, pustka, bzdura.

Zbieramy opakowania po sensie: kolekcje klasyków filozofii, ojców Kościoła. Ale to są tylko opakowania po sensie. Bez refleksji nad sensem, to wszystko marność.

Dużo mówi się jednak o marności. Wszyscy znają się na religii, Bogu, polityce, miłości i śmierci. Może dzieje się tak zgodnie z powiedzeniem, że najwięcej mogę powiedzieć o książce, której nie czytałem.

Świat bełkotu, marności, pustki. I nawet jeśli statystycznie słowo Bóg się pojawia, w kontekście religijnego bełkotu i tak nie jest w stanie się przebić, by wymusić refleksję nad sensem.

Próżność, jeszcze raz próżność, wszystko to bzdury – mówi Kohelet.

Dynamizm wiary

Relację religii do wiary można wyrazić w następujący sposób: Bogu w religii przypisuje się takie znaczenie, jakie nadaje Mu człowiek; w wierze Bóg się objawia, to znaczy, ukazuje siebie takim, jaki jest. Objawienie z kolei posługuje się różnymi obrazami, jednym z nich jest światło. Symbolizuje ono wewnętrzne pragnienia i pytania człowieka. Oczywiście ważna jest religia, historia, tradycja. Są to ślady Boga, w których zgadza się On na „ludzką miarę” opisu swojego istnienia. Są one potrzebne, by rozpocząć drogę, która naprowadzi na dalsze ślady światła.

W niedzielę Chrztu Pańskiego warto postawić pytanie o chrzest i o chrześcijaństwo. O chrzest, który jest często sprowadzany do kategorii przynależności rozumianej socjologicznie. Ma to swoje konsekwencje. Jedni proszą o chrzest bez aktualnej wiary, bo przecież przynależność wymaga wyłącznie jakiejś formy „zapisania się”. Drudzy, bazując na tej samej kategorii, nie śpieszą się z chrztem dzieci, bo przecież nikt nie zapisuje małego dziecka do stowarzyszeń czy partii. Dorośnie, wybierze. Zapomina się o tym, co w chrzcie najważniejsze – radykalna nowość. Tak radykalna jak nowe życie biologiczne. Można je oczywiście wtłoczyć w ramy czy zwyczaje, ale czy człowiek wtedy się rozwinie?

Tertulian napisał kiedyś: Chrystus nie powiedział „jestem zwyczajem”, ale „jestem Prawdą”. Właśnie dlatego chrześcijaństwo od początku było wiarą „głoszenia dalej”, wychodząc poza granice kultur, tradycji i zwyczajów. To właśnie w tym kontekście kard. Ratzinger powiedział, że Objawienie to nie meteor, który spadł na ziemię i który jeszcze przez jakiś czas można analizować.

Wiara jest czymś żywym. Przy okazji chrztu można postawić pytanie: Kim będzie to dziecko? Pytanie istotne, ponieważ od odpowiedzi na to pytanie zależy, czym będzie chrześcijaństwo. Szlaki wiary podobne są do szlaków handlowych. Nie da się ich wytyczyć pomijając pragnienia i potrzeby człowieka. Szlaki przebiegają tam, gdzie są żywi ludzie. Podobnie szlaki wiary przebiegają nie przez zwyczaje i tradycje, ale przez przecinanie się ludzkich dążeń i pragnień. Bez żywych ludzi szlaki handlowe wymierają. Bez uświadomionych chrześcijan szlaki wiary mogą przybrać zupełnie nowe kierunki.

Dlatego tak ważne jest docenienie każdego ochrzczonego w kluczu wolności. Bo od odpowiedzi na pytanie kim będzie, zależy odpowiedź na pytanie, jakie będzie chrześcijaństwo.

Nowy Rok, nowy czas

Św. Augustyn napisał kiedyś takie zdanie: „To my, ludzie, jesteśmy czasem”. Czas przypomina trochę ocean pogrążający człowieka. Pozornie wydaje się, że czas jest panem wszystkiego, co dzieje się w naszym życiu, Chronosem pożerającym własne dzieci. Niekiedy tylko uświadamiamy sobie, że specyfika człowieka w relacji do czasu polega na tym, że jego głowa wystaje z wód czasu. Oznacza to, że człowiek żyjący w czasie ma możliwość wzniesienia się ponad i uchwycenia sensu przemijania.

Papież Franciszek skierował do ludzi dobrej woli kolejne Orędzie na Światowy Dzień Pokoju. Dla mnie te orędzia są ważne, gdyż dają nowe kryteria na kolejny czas. Na rok 2022 papież daje trzy kryteria. Pierwszym jest dialog międzypokoleniowy. Z jednej strony wszyscy żyjemy w tym samym czasie, ale kiedy porówna się dwa pokolenia (młodych i starszych) odnosi się wrażenie, że żyją w dwóch różnych czasach. Jest więc czas, ale i każdy ma swój czas. Zapewne też nie wystarczy stwierdzenie, że czasy pokoleń są inne, to jeszcze nie zbliża, ale już otwiera. Tym, co zbliża jest dialog. Drugie kryterium to edukacja, której nie można rozważać wyłącznie w kategoriach kosztów, ale inwestycji. Niestety, ciągle jest to obszar, w którym najłatwiej ciąć koszty. Jakby chciało się powiedzieć, że jedyne dobra wytwarzane to tylko dobra materialne. Biedny to kraj i biedna perspektywa, w której chciałoby się edukację zepchnąć wyłącznie do poziomu kosztów. Trzecie kryterium to praca. Praca, której człowiek nadaje sens. Tymczasem zauważa się jakiś dziwny sposób zarządzania pracą przez wzbudzanie strachu. Tak oto rodzi się nowa kategoria zdemotywowanych pracowników. Ktoś za to ponosi odpowiedzialność i nie jest to zapewne sposób budowania pokoju.

Powróćmy jeszcze do czasu. Pozornie wydaje się, że popłynięcie z prądem czasu usprawiedliwi wszystko. Dobro się rozproszy, o złu się zapomni wraz z upływem czasu. Ale jest jeszcze bardzo czułe narzędzie mierzenia i oceny czasu – sumienie. Ono nie pozwoli przejść złu w niepamięć, nie pozwoli rozproszyć się dobru.

Życzę wszystkim moim Czytelnikom, aby korzystając z obrazu czasu jako oceanu wód, jak najczęściej wynurzali głowę ponad wody czasu, by zobaczyć sens czasu i swojej historii. „To my, ludzie, jesteśmy czasem”. Obyśmy nie przeszli do historii wyłącznie jako pokolenie pandemii, kryzysu ekologicznego i kilku innych. Oby z perspektywy czasu można było nazwać również „nasze czasy” czasem człowieka.