Wierzę, więc milczę (2)

Milczenie poprzedza słowo i przychodzi również po nim, gdy już wszystko zostało powiedziane. Jest trudnym sposobem bycia z kimś. Trudnym, bo w milczeniu traci się kontrolę nad drugą stroną. Wtedy już nie wiadomo, czy ja jestem bardziej z kimś, czy też ktoś jest bardziej ze mną.

Milczenie jest trudnym sposobem bycia, zdarza się, że nie ma go w ogóle. Pytamy o to, czy mamy czas z sobą porozmawiać. A czy mamy czas razem pomilczeć?

Milczenie nie ma jednak nic wspólnego z niemyśleniem czy niemówieniem. Jest rozważaniem. W perspektywie religijnej nazywano je modlitwą myślną – rozmyślaniem. Dzisiaj już nikt nie pyta o czas na rozmyślanie. Nawet w zakonach. Pyta się o „modlitwy”, czyli o „bycie” w kaplicy. Rozmyślanie staje się sprawą prywatną i – konsekwentnie –  wspólne staje się puste.

Tymczasem rozważanie jest myśleniem o tym, czego nie umie się jeszcze powiedzieć. Dopiero z niego rodzą się słowa i czyny.

Genetyka wiary

Rodzina, tradycja, kontynuacja… Są to ważne elementy w drodze kształtowania postaw człowieka, również postawy wiary. Nie można jednak zapominać, że grzechy ojców nie przechodzą na synów, i podobnie, nie przechodzą też dobre uczynki. Precyzyjniej, wpływają, ale nie determinują, ani też automatycznie nie zabezpieczają na przyszłość.

Tak rodzi się nowe podejście do „genetyki wiary”. Najprostszym przykładem mogą być początki wiary na naszych ziemiach. Jak to się więc „genetycznie” zaczęło? Wratysław I był człowiekiem szerzącym z całych sił chrześcijaństwo w Czechach. Jego żoną była Drahomira. Miała ona jednak zgoła odmienny stosunek do chrześcijaństwa, do tego stopnia, że doprowadziła do uduszenia św. Ludmiły, genetycznej matki wiary Wratysława.

Wratysław i Drahomira mieli dwóch znanych synów: Bolesława i Wacława. Bolesław zwracający się ku pogaństwu, Wacław całym sercem oddany sprawie wiary (św. Wacław, męczennik). Za namową Drahomiry Bolesław zabija brata. Dla pełni obrazu, to właśnie Bolesław ma córkę, Dobrawę, żonę Mieszka I.

Co z tego wynika? Ano wynika tyle, że genetyka ani nie determinuje, ani nie zwalnia od starań. Ta zagmatwana historia uczy jednego: za osobistą postawę pierwszym odpowiedzialnym jestem ja sam.

Hermeneutyczne koło cierpliwości i wiary

Odniesienie do tych dwóch rzeczywistości nie zależy ani od charakteru, ani od przynależności religijnej. Można więc postawić pytanie: Czy to brak cierpliwości rodzi brak wiary, czy też brak wiary rodzi brak cierpliwości?

Gdyby tego związku nie było, niecierpliwy byłby człowiek, który nie potrafi nad sobą zapanować. Ale przecież znamy osoby, na które reagujemy alergicznie. Jednocześnie potrafimy być bardzo cierpliwi dla innych. Może więc to brak wiary w dialog, w przemianę, w dobre intencje drugiej osoby sprawia, że jesteśmy niecierpliwi?

Jeśli chce się być cierpliwym, warto być wierzącym. Wierzącym w to, że inny może mieć rację, że dialog ma sens, że patrząc na cokolwiek nie widzę jednocześnie drugiej strony rzeczywistości oglądanej. Kiedy zaczniemy wierzyć, zaczniemy być cierpliwi. A kiedy zaczniemy być cierpliwi, wtedy zobaczymy, że jeszcze łatwiej wierzyć drugiemu człowiekowi. Na tym właśnie polega hermeneutyczne koło cierpliwości i wiary.

Po pokorze jako prawdzie najistotniejszej dla mnie, to właśnie cierpliwość zrodzona z wiary jest kolejnym istotnym prawem sensownego życia. Warto tylko dopowiedzieć, że sens temu hermeneutycznemu kołu daje wiara w siebie.