Każdy ma swoją drogę

(refleksja w II Niedzielę Wielkiego Postu)

Droga Przymierza Abrahama wiedzie od Ur Chaldejskiego do Kanaanu. Ale czy całą tę drogę przeszedł Abraham sam? Często pomijamy szczegółowość biblijnego opisu. Kiedy Bóg przychodzi do Abrahama przypieczętować przymierze, wtedy padają znamienne słowa: „Wyjdź z domu twego ojca”. To znaczy skąd? Z Ur Chaldejskiego?

Opisywana scena dzieje się w miejscowości Charan. Do tego miejsca przyszedł ojciec Abrahama Terach, gdy wyruszył z Ur do ziemi obiecanej. W pewnym momencie zatrzymał się na dłużej, właśnie w Charanie. I to z Charanu podejmie dalszą drogę Abraham. Po części więc jest on „niesiony” przez ojca z Ur do Charanu, po części z Charanu, dalej ku ziemi obiecanej, będzie musiał pójść sam.

Co to oznacza? Po pierwsze to, że na drodze wiary nie jesteśmy tymi, którzy wyruszyli pierwsi. Ktoś nas niósł aż do miejsca przymierza (Kościoła, sakramentów, nawrócenia). Tę drogę odbyliśmy z kimś, a właściwie ktoś ją zrobił za nas, „niosąc” nas do ziemi obiecanej. Po drugie, opisane w Ewangelii Przemienienie Pańskie pokazuje pokusę zbudowania namiotów. To „ziemia ojców”, „wiara ojców” będzie naszą ziemią obiecaną. I kiedy tak właśnie myślą, dostają nakaz zejścia z góry w codzienność, by w dalszą drogę pójść na własnych nogach.

Pamiętajmy o niebie, ale krocząc po ziemi. A krocząc po ziemi pamiętajmy, że to nie jest jeszcze niebo. I że nawet w naszej najlepszej tradycji ojców, nowe pokolenie usłyszy od Boga to, co usłyszał Abraham: „Wyjdź z ziemi twego ojca”. Wyjdź i buduj własną wiarę na własnej drodze.

Wiara jako droga i pragnienie

Pojęcie drogi było czymś bardzo aktualnym i wymownym w początkach chrześcijaństwa. Wróciło ono w encyklice papieża Franciszka o wierze. Obraz, do którego odwołuje się papież ukazuje wiarę jako drogę, a Franciszek podkreśla, że najważniejsza dla człowieka jest świadomość, że on na tej drodze jest, niezależnie od etapu. Posługując się tym obrazem można powiedzieć, że również nasza natura bierze udział w tej drodze.

Czy zatem łaska wymusza na naturze wiarę i narzuca jej rytm? Łaska bazuje na naturze, ale w sposób, o jakim pisał już św. Ambroży: „Nie wymaga się doskonałości od początku, ale od początku jest się na drodze do doskonałości”.

Jeśli więc we mnie łaska bierze poprawkę na naturę, to również ja na określonym etapie wiary muszę brać poprawkę na rytm wiary i natury drugiego człowieka, nawet u początku niewierzącego. Skoro bowiem wiara jest darem i łaską, to oznacza, że w punkcie wyjścia łaska bazuje na niewierze. Tak zaczynał każdy swoją drogę wiary – łaska dotknęła niewiary.

Pozostaje jeszcze pytanie /wyrzut: dlaczego niewierzący tak mało korzystają z łaski wiary? Moja wstępna odpowiedź jest dość oczywista. Bo wierzący też tak mało korzystają z łaski wiary. Łaska to nie constans, tylko droga. Jeśli zaś na tej drodze stoję w miejscu, to martwy punkt na drodze wiary można nazwać niewiarą.

Wiarę przedstawia się często jako cel. Skoro jednak cel jest odległy, często nie jest widoczny wprost. Wtedy ważne jest pragnienie wewnętrzne. Z takiego braku pragnienia rozliczali się uczniowie w drodze do Emaus, kiedy nie widzieli celu. „Czy serce nie pałało”? Gdzie było pragnienie, kiedy nie było oczywistości celu? Rodzi się z tego konieczność szacunku dla ludzkich pragnień, nawet jeszcze tych małych, niedoskonałych, odległych od celu. Bo pierwszy krok na drodze wiary robi się nie ze względu na cel, ale na pragnienie.

Dzisiaj obchodzimy niedzielę Słowa Bożego. To taki odpowiednik Bożego Ciała. Bo skoro w liturgii są dwa stoły, a mamy Boże Ciało, to ze względu na stół Eucharystii musi być również święto dla stołu Słowa. Wpisujemy zatem w kalendarz dwie uroczystości: Uroczystość Bożego Ciała i Uroczystość Bożego Słowa (III niedziela zwykła).

Przy tej okazji przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl. Tak dużo wiemy o komentarzach do Biblii Ojców Kościoła, bo ich przepowiadanie było przepełnione Słowem Bożym. Tacy byli też w historii Kościoła wielcy biskupi. Zacząłem więc wyszukiwać w Internecie listy pasterskie współczesnych biskupów. Będę z nich robił współczesne komentarze do Biblii.

Nie wiem tylko dlaczego, kiedy powiedziałem to głośno, wielu jakoś dziwnie na mnie patrzyło?

Wierzę, więc milczę (2)

Milczenie poprzedza słowo i przychodzi również po nim, gdy już wszystko zostało powiedziane. Jest trudnym sposobem bycia z kimś. Trudnym, bo w milczeniu traci się kontrolę nad drugą stroną. Wtedy już nie wiadomo, czy ja jestem bardziej z kimś, czy też ktoś jest bardziej ze mną.

Milczenie jest trudnym sposobem bycia, zdarza się, że nie ma go w ogóle. Pytamy o to, czy mamy czas z sobą porozmawiać. A czy mamy czas razem pomilczeć?

Milczenie nie ma jednak nic wspólnego z niemyśleniem czy niemówieniem. Jest rozważaniem. W perspektywie religijnej nazywano je modlitwą myślną – rozmyślaniem. Dzisiaj już nikt nie pyta o czas na rozmyślanie. Nawet w zakonach. Pyta się o „modlitwy”, czyli o „bycie” w kaplicy. Rozmyślanie staje się sprawą prywatną i – konsekwentnie –  wspólne staje się puste.

Tymczasem rozważanie jest myśleniem o tym, czego nie umie się jeszcze powiedzieć. Dopiero z niego rodzą się słowa i czyny.