Genetyka wiary

Rodzina, tradycja, kontynuacja… Są to ważne elementy w drodze kształtowania postaw człowieka, również postawy wiary. Nie można jednak zapominać, że grzechy ojców nie przechodzą na synów, i podobnie, nie przechodzą też dobre uczynki. Precyzyjniej, wpływają, ale nie determinują, ani też automatycznie nie zabezpieczają na przyszłość.

Tak rodzi się nowe podejście do „genetyki wiary”. Najprostszym przykładem mogą być początki wiary na naszych ziemiach. Jak to się więc „genetycznie” zaczęło? Wratysław I był człowiekiem szerzącym z całych sił chrześcijaństwo w Czechach. Jego żoną była Drahomira. Miała ona jednak zgoła odmienny stosunek do chrześcijaństwa, do tego stopnia, że doprowadziła do uduszenia św. Ludmiły, genetycznej matki wiary Wratysława.

Wratysław i Drahomira mieli dwóch znanych synów: Bolesława i Wacława. Bolesław zwracający się ku pogaństwu, Wacław całym sercem oddany sprawie wiary (św. Wacław, męczennik). Za namową Drahomiry Bolesław zabija brata. Dla pełni obrazu, to właśnie Bolesław ma córkę, Dobrawę, żonę Mieszka I.

Co z tego wynika? Ano wynika tyle, że genetyka ani nie determinuje, ani nie zwalnia od starań. Ta zagmatwana historia uczy jednego: za osobistą postawę pierwszym odpowiedzialnym jestem ja sam.

Hermeneutyczne koło cierpliwości i wiary

Odniesienie do tych dwóch rzeczywistości nie zależy ani od charakteru, ani od przynależności religijnej. Można więc postawić pytanie: Czy to brak cierpliwości rodzi brak wiary, czy też brak wiary rodzi brak cierpliwości?

Gdyby tego związku nie było, niecierpliwy byłby człowiek, który nie potrafi nad sobą zapanować. Ale przecież znamy osoby, na które reagujemy alergicznie. Jednocześnie potrafimy być bardzo cierpliwi dla innych. Może więc to brak wiary w dialog, w przemianę, w dobre intencje drugiej osoby sprawia, że jesteśmy niecierpliwi?

Jeśli chce się być cierpliwym, warto być wierzącym. Wierzącym w to, że inny może mieć rację, że dialog ma sens, że patrząc na cokolwiek nie widzę jednocześnie drugiej strony rzeczywistości oglądanej. Kiedy zaczniemy wierzyć, zaczniemy być cierpliwi. A kiedy zaczniemy być cierpliwi, wtedy zobaczymy, że jeszcze łatwiej wierzyć drugiemu człowiekowi. Na tym właśnie polega hermeneutyczne koło cierpliwości i wiary.

Po pokorze jako prawdzie najistotniejszej dla mnie, to właśnie cierpliwość zrodzona z wiary jest kolejnym istotnym prawem sensownego życia. Warto tylko dopowiedzieć, że sens temu hermeneutycznemu kołu daje wiara w siebie.

Wniebowstąpienie Pańskie czy odlot niewierzących?

W wierze katolickiej Bóg przychodzi i odchodzi. Można by z tego wyprowadzić wniosek, że wiarę można przeżywać na dwa sposoby. Wiarę w odejście Boga i wiarę w Jego przyjście. Jakie są jednak konsekwencje takiego wyboru?

Wiara w odejście pozwala wspominać. Wspominać, co mówił, co czynił. Jej celem jest stracić Boga z oczu. Podobnie rozrzewniamy się, kiedy próbujemy usprawiedliwić czyjeś odejście czy porzucenie kogoś. Podkreślamy, że najważniejsze to zachować dobre wspomnienia, nie pamiętać tego, co złe. Pozostają jednak tylko wspomnienia.

Wiara w przyjście zmienia radykalnie perspektywę. Przyszedł raz porządkować ludzkie sprawy i przyjdzie raz jeszcze uporządkować je w sposób ostateczny. Niebo zmienia ziemię, nie zaś ziemia niebo. Dzięki badaniu kosmosu znamy lepiej życie na ziemi, nie odwrotnie. Ziemia jest za mała, żeby wytłumaczyć sens wszechświata. Podobnie dzięki zgłębianiu tajemnicy nieba, zaczynamy pojmować sens życia na ziemi.

Wiara to nie ekologia. Nie wystarczy oczyścić ziemię na ziemi. Bo czym ją można oczyścić w perspektywie wiary? Publicystyką, ludzkim sądem, doskonałością na miarę człowieka? Przed narodzeniem Chrystusa było wielu dobrych ludzi, często lepszych niż my dzisiaj. Po narodzeniu Chrystusa pojawiają się też ludzie, którzy potrafią być gorsi niż ci przed Jego przyjściem. Po co więc przyszedł? By Słowo stało się Ciałem – nie odwrotnie.

Niegodni Ciała uciekają do słowa, a nawet bardziej do słów. A w słowach można się zagubić. Na tym właśnie bazuje wiara oszukujących samych siebie.

Wiara w odejście – Ciało staje się słowem. Wiara w przyjście – Słowo staje się Ciałem.

Kiedy jestem niegodny Ciała wybieram wiarę w odejście i w pozostanie jedynie słowa jako wspomnienia. Tak oszukujemy siebie i innych słowem, bywa i pobożnym. Mamy coraz więcej tak zwanych „dobrych ludzi”. Tylko jaki z tego wniosek dla wiary?