Ułatwienia dostępu

Z czego rodzi się wiara?

Z czego rodzi się wiara? Pytanie z jednej strony proste, gdyż zapewne w jakiejś katechizmowej formule można znaleźć odpowiedź, z drugiej trudne, ponieważ nie da się jednoznacznie odpowiedzieć z czego rodzi się wiara w odniesieniu do konkretnej ludzkiej historii. Może więc zacząć od czegoś prostszego – z czego rodzi się poznanie? Najprościej ze wzroku, słuchu, dotyku, smaku i węchu. Można nawet w pewnym przybliżeniu wskazać procentowy udział poszczególnych zmysłów w poznaniu. Wiemy jednocześnie, że żaden z tych zmysłów nie działa sam, że mózg tworzy jakiś wspólny obraz naszego poznania. Podobnie w wierze. Zacznijmy od najmniej ważnego procentowo zmysłu dla wiary – od węchu. Wyobraźmy sobie człowieka, który jako niewierzący przychodzi na nabożeństwo z okadzeniem i w ten sposób ma się zrodzić w nim wiara. Prawdopodobnie kadzidło pomoże mu jak w porzekadle – jak umarłemu kadzidło. To może smak? Jednak bez wiary chleb pozostaje w smaku chlebem, wino w smaku winem. To może dotyk? Ale z dotykiem jest podobnie, nie wiemy, które miałoby to być dotknięcie Boga, najczęściej dotyka nas człowiek, cierpienie, los i nie zawsze zbliżają one do Boga. Pozostają więc wzrok i słuch.

Kolejna niedziela przygotowania katechumenów. W tradycji Kościoła trzy z rzędu niedziele Wielkiego Postu przygotowywały katechumenów do chrztu. Poprzednia niedziela przypowieścią o Samarytance przy studni kreśliła obraz wody żywej, obecna niedziela opowiadając o uzdrowieniu ślepego przywołuje światło, przyszła niedziela opisując wskrzeszenie Łazarza powie więcej o życiu, które jest wieczne. Dzisiaj zgłębiamy światło. Bóg jest światłością i tylko dzięki Niemu nie trwamy w ciemności. Ale nie chodzi wyłącznie o wzrok. Chodzi o to, że czasem człowiek traci wzrok na pewnym etapie życia, innym razem mamy do czynienia z niewidomym od urodzenia. Człowiek, który traci wzrok zawsze ma się do czego odwołać w pamięci, do czegoś co widział. Ale są osoby, które nigdy nie widziały i nie mają do czego się odwołać. W płaszczyźnie duchowej takich osób jest coraz więcej. Czy więc wzrok nie jest dla wiary najważniejszy?

Wiara rodzi się ze słuchania. Czy człowiek niewidomy ma obraz świata. Odpowiedź jest pozytywna. Czy człowiek niewierzący może bez widzenia mieć obraz wiary? I znowu odpowiedź jest twierdząca. Słyszeć w Biblii, to przyjąć Słowo, a Słowo jest światłością, która pozwala widzieć – „Kto wierzy we Mnie, nie chodzi w ciemnościach” = powie Jezus. Oznacza to, że ludzki wzrok nie jest najważniejszy w procesie rodzenia się wiary. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Boga nikt nigdy nie widział. Znamy te zdania z Pisma Świętego. Dzisiejsza niedziela jest więc o odzyskaniu innego wzroku, duchowego. Chodzi o to, by zbudować sobie obraz wiary ze słyszenia Słowa, które trzeba przyjąć i mu zaufać, ponieważ tym słowem jest Jezus Chrystus. Słuchaj Izraelu! Czyż nie o to chodzi w tym wezwaniu?

Nie będę wystawiał Boga na próbę, czyli plan B

Nie będę wystawiał Boga na próbę. Mogłoby się wydawać, że takie słowa może wypowiedzieć tylko ktoś z głęboką wiarą. Tymczasem wypowiada je król Achaz i to w kontekście zupełnie nie potwierdzającym jakiegoś szczególnego zawierzenia Bogu. Krótki kontekst. Jerozolima jest oblężona, po ludzku za późno na wszystko, pozostaje wejść w jakąś sensowną koalicję wojskową. I nadarza się okazja – król aramejski Resin i król izraelski Pekach. Niezależnie od tego przedsięwzięcia Bóg wysyła do króla Achaza proroka. Jednak realizm polityczny zwycięża. To właśnie w takim kontekście padają słowa: „Nie będę wystawiał Boga na próbę”. Zbyt duże zagrożenie, by zostawiać wszystko w rękach Boga.

Próba Józefa. W po ludzku podobnej sytuacji staje św. Józef. Ma swoje plany, zamierzenia i nagle przychodzi Bóg ze swoją propozycją. Po ludzku jest ona niedorzeczna, nie dość, że trudno ją zrozumieć, to dodatkowo niszczy wszystkie ludzkie plany. Najprościej byłoby odpowiedzieć: „Nie będę wystawiał Boga na próbę”. Ale Józef milczy. Milczy ponieważ rozważa, próbuje zrozumieć. Milczy jednak zwłaszcza dlatego, że słyszy zapowiedź imienia dziecka, które ma się narodzić: Emmanuel, to znaczy Bóg z nami. I właśnie dlatego, chce dojrzeć do odpowiedzi, że Józef chce być również z Nim.

Być z kimś. Można się zastanawiać co jest łatwiejsze, to, że ja jestem z kimś, czy też to, że ktoś jest ze mną. Kiedy jestem z kimś, jestem dlatego, że chcę i wtedy, kiedy chcę. Kiedy ktoś deklaruje, że jest ze mną nie pozostawia mi wyboru – jego obecność nie zależy od tego, czy ja chcę. W tym kontekście lepiej rozumiemy, co oznacza, że Bóg jest z nami. I zamiast pytać w sytuacjach trudnych, gdzie jest Bóg, lepiej zapytać, gdzie ja wtedy jestem?

Tajemnica milczenia. Milczenie różni się od rozmowy, ponieważ w rozmowie łatwiej kontrolować rozmówcę. W milczeniu żadna ze stron nie panuje. Milczenie to rozważanie tego, co już zostało wcześniej powiedziane. To również próba wiązania w milczeniu słów, które trzeba będzie wypowiedzieć. Milczenie to rozmyślanie. Dzisiaj często jest ono wyparte przez modlitwy, które się wypowiada. Dużo mówi się do człowieka, dużo mówi się do Boga. Jedyna słabość tej komunikacji, że słów się nie rozważa. Coraz więcej nierozważnych wypowiedzi. Z pośpiechem odmawiamy brewiarz, pod presją czasu budujemy słowne przekazy. Czasem nic dobrego z tego nie wynika. Tymczasem z dobrego rozmyślania rodzą się dobre słowa i czyny.

Nasze próby wiary. Przychodzą one w sytuacjach granicznych: choroby, cierpienia, niepewności, biedy. Uczy się człowieka, że na takie chwile trzeba mieć plan B – jak plan Achaza. Z kolei Ewangelia uczy, że można mieć plan B – jak plan Józefa. Plan B, czyli Boży plan. Tego właśnie uczy dzisiejsza niedziela Adwentu.

Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?

Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę? Odpowiedź zależy od tego, jak rozumiemy wiarę. Wiara jest bowiem jednocześnie i walką i modlitwą, czynem i kontemplacją. Konkwista nauczyła nas tego, że zbyt daleko idący podział ról nie przysłużył się wierze. Jedni modlili się o pomyślność wypraw, drudzy walczyli w imię wiary, a jeszcze inni modlili się za ofiary konkwisty. Ważne jest „i”. Walka i modlitwa. Wiara niewątpliwie jest walką, gdyż tylko głosząc można wytrwać w tym, co się głosi. Wiara jest też modlitwą, ale nie nastawioną na efekt, tylko na trwanie. Nie jest modlitwą „pragmatyka”, który albo rezygnuje, gdy natychmiast nie jest wysłuchany, albo ubezpiecza się gdzie indziej, jakby obok wiary. Różnica pomiędzy prawdziwą modlitwą a modlitwą pragmatyka jest taka jak pomiędzy rozmową a komunikacją. W komunikacji liczy się jasno postawiony cel, efekt i skuteczność. W rozmowie chodzi po prostu o bycie razem.

Wiara nie jest genetyczna. Nie można jej przekazać, ponieważ jest darem nadprzyrodzonym. Można tylko do niej wychować. Wychować, by człowiek chciał szukać, gdyż wiara nie jest apofatyczna, Bóg jest i jest poznawalny. Wychować, by człowiek chciał zgłębiać, gdyż zgłębiać to rozumieć, a tylko rozumiane buduje pamięć. Wychować, by człowiek chciał nią żyć, a nie tylko niewolniczo wierzyć.

Światło wiary. Są dwa rodzaje światła. Jedno jest światłem przeszłości i tradycji. Przez analogię próbuje się kreślić drogę na przyszłość. Drugie światło przychodzi z góry, to jest właśnie światło wiary. Różnica pomiędzy nimi jest taka, jak różnica pomiędzy światłem latarki a światłem gwiazd. Jedno uczy niepewnie stąpać po ziemi, drugie zachować odniesienie i wskazać kierunek. Bóg jest „światłem ze światłości”. A skąd płynie moje światło? Co oświeca? Czy potrzebuję go bardziej na oświecenie codzienności, czy wskazanie kierunku na przyszłość? Dopiero teraz można raz jeszcze postawić podstawowe pytanie: Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie? To zależy, jakiego światła szukam.