Zainspirowani Trójcą Świętą

Wiele razy słyszeliśmy opowieść z życia św. Augustyna o przygodzie nad brzegiem oceanu w czasie, gdy pisał traktat o Trójcy Świętej. Spotkał nad brzegiem chłopca, który muszlą przelewał wodę z oceanu do dołka w piasku. Kiedy Augustyn zasugerował mu, że nie da się przelać całego oceanu do tego dołka, wtedy chłopiec również wyraził zdziwienie, że ktoś wierzy w to, że można przelać na papier tajemnicę Trójcy Świętej.

Co to oznacza? Że życie Osób Boskich jest tajemnicą, której nie zgłębi nigdy ograniczony ludzki umysł. Jedyne co może człowiek, to mieć udział w życiu Boga.

Dzisiaj muszla jest wykorzystywana często przy udzielaniu chrztu św., ale czy jest należycie ten znak wyjaśniany? Czy nie jest on często odczytywany błędnie: Kapłan udzieli chrztu (jakby stojąc na brzegu oceanu), polewając głowę dziecka wodą. Brakuje głębi znaku: zanurzenia tego, który chrzci i tego, który ma być ochrzczony. A potem słyszy się nakaz misyjny: Idźcie i nauczajcie, udzielając chrztu. Czy nie za dużo tej zewnętrzności w stosunku do tajemnicy, która się dokonuje? Chrzcić, stojąc obok; głosić, będąc obok prawd głoszonych.

Pogłębione tłumaczenie słów nakazu misyjnego można by oddać w następujący sposób: Idźcie i czyńcie uczniami wszystkie narody, wprowadzając je w życie Ojca i Syna i Ducha Świętego. Jest to ważne, ponieważ wiara jest odpowiedzią, ale odpowiedzią dawaną zarówno Bogu, jak i człowiekowi. Bogu jako odpowiedź na dar; człowiekowi, jako reakcja na pytanie o życie człowieka wierzącego, który pomimo braków i niedostatków potrafi być szczęśliwy. Dlaczego jesteś szczęśliwy? To jest pytanie niewierzących, na które odpowiedź jest początkiem głoszenia orędzia zbawienia.

Można przywołać jeszcze jeden element – uczestnictwo w życiu Trójcy Świętej to współ-miłowanie. Osoby Boskie nie przedstawiają się w samotnej egzystencji. Ojciec jest znany, ponieważ Syn o Nim pouczył, a wierzący może poznać pełnię prawdy objawionej dzięki Duchowi Świętemu. A co oznacza dla wierzącego współ-miłowanie? Czy kocham drugiego człowieka z Ojcem, to znaczy, czy przyczyniam się do rodzenia życia Boga w drugim człowieku? Czy kocham z Synem, niosąc z drugim człowiekiem jego słabości, dając mu nadzieję? Czy kocham z Duchem Świętym pomagając innym poznawać prawdę o Bogu?

Benedykt XVI przywołał dwie przeszkody nie pozwalające żyć w pełni Bogiem. Pierwsza to modernizacja wiary, a więc uwspółcześnianie na sposób rozumienia człowieka, przystosowując wiarę do biegu świata. Druga to lęk przed nowym. Chce się przez to powiedzieć, że po to, by człowiek współczesny mógł przyjąć Boga potrzeba odrestaurowania starego świata. Jedna i druga sytuacja pokazuje, że Boga szuka się „gdzie indziej”, jakby nie wierząc, że On jest również tu, w takim świecie, jaki istnieje obecnie.

Być uczniem zanurzonym w życie Trójcy Świętej, to o wiele więcej niż raczenie ludzi opowiadaniem o tym, jak to kiedyś było. Jest tylko jeden problem: Aby zanurzać w życie Boga innych, trzeba najpierw samemu się zanurzyć, a nie tylko przelewać muszlą wody oceanu do dołka z piaskiem.  

Trzy góry wiary

(refleksja na II Niedzielę Wielkiego Postu)

Z wiarą i rozumem jest tak jak z samolotem, który miałby jeden silnik śmigłowy, a drugi odrzutowy. Tylko pozornie wiara i rozum są niesprzeczne. Poetycko obrazują dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji Prawdy (por. encyklika Fides et ratio). Są to jednak dwa skrzydła nieporównywalne tak bardzo, jak wiara i zdrowy rozsądek. Dzisiejsze pierwsze czytanie mówi o ofierze Abrahama. Można jednak pytać logicznie: Co by było, gdyby Bóg nie zatrzymał Abrahama. Co byśmy wspominali? Ale można też pytać logicznie: Co by było, gdyby Bóg powstrzymał Syna? To jest właśnie wiara i rozum, dwa skrzydła dające pełnię, ale nie proste bezpieczeństwo we wznoszeniu się ku Prawdzie.

Żeby zrozumieć wiarę, trzeba mieć świadomość trzech gór. Pierwsza to wzniesienie świątynne Moria, dzisiejsza Kopuła na Skale. To ona opowiada o nieskutecznej ofierze Abrahama. Nieskutecznej, bo przerwanej przez Boga. Bóg nie potrzebował krwawej ofiary człowieka, ale zawierzenia. Z tego miejsca wzrok idzie dalej, ku Golgocie. Tam nie padło w odpowiednim czasie słowo „wystarczy”. Wypełniło się! I trzecia góra, Tabor, Góra Przemienienia, pokazująca, że ani niedopełniona ofiara człowieka, ani dopełniona ofiara Syna nie są celem. Celem jest przemiana, czyli nowe wyjście.

Liturgia łączy te trzy góry. Pozwala zaplanować ludzką ofiarę. Upamiętnia ofiarę Boga. Ale jest przede wszystkim po to, by przemienić człowieka. By mógł spojrzeć na swoje życie w świetle wiary. Niewola w Egipcie była przede wszystkim ciemnością. Nawet w potocznym rozumieniu mówimy o ciemnościach egipskich. Wyzwolenie to wyjście ku światłu. W tym kontekście trzeba mieć podwójną odwagę: odwagę wyjścia z ciemności i odwagę dostrzeżenia życia w nowym świetle.

To jest kolejne zadanie na Wielki Post.

Porównanie czy doświadczenie?

Można wyobrazić sobie sytuację, gdy ktoś pyta mnie o zdanie na temat konkretnej osoby: Kim ona jest dla mnie? Próbując udzielić odpowiedzi, mam dwie opcje: odpowiedzieć porównując ją z innymi osobami lub odwołując się do własnego doświadczenia. Kiedy jestem w stanie tylko porównać z kimś innym, oznacza to, że tej osoby nie znam zbyt dobrze.

Tak możemy odpowiadać na pytanie o osoby nam bliskie, ale również o naszą przynależność polityczną, społeczną, a nawet o wiarę. Będzie można odpowiedzieć porównaniem albo doświadczeniem. Prościej, odwołaniem się do czegoś poza mną lub odwołaniem się do osobistego doświadczenia i przekonań.

Wniosek: ile osób, sytuacji, obszarów przynależności oceniam przez pryzmat porównania z czymś innym, a ile odwołując się do osobistego doświadczenia? Świadczyć można tylko o tym, czego się doświadczy. Gdy zaś nie ma osobistego doświadczenia, wtedy świadectwo jest niemożliwe albo puste i nieprzekonujące.

Warto postawić sobie to pytanie, bo od odpowiedzi na nie zależy to, czy ja w ogóle mam poglądy, przekonania, preferencje, czy też jestem „człowiekiem bez właściwości”, to znaczy wiem tyle, ile wiedzą inni? Jest to o tyle ważne, że ta odpowiedź wskazuje również, ile mnie jest we mnie.

Może więc warto zmienić podstawowe źródło swoich przekonań: rozum zamiast mediów!