Niedziela Słowa Bożego

Księga Nehemiasza przywołuje scenę, którą – gdyby wyjąć z kontekstu historycznego i dokonać jej uniwersalizacji – można by nazwać opowiadaniem o historii człowieka zaniedbanego religijnie. Niewolą może być bowiem wszystko, co sprawia, że zapomina się o powołaniu do wolności, to znaczy do odkrywania swojej prawdziwej wielkości. Niewola sprawia, że lud nie pamięta słów albo przypomina je sobie jako coś co przez lata było zaprzepaszczone. Może też być drugi powód nierozumienia Pisma. Najlepszym przykładem są faryzeusze, oni nie zapomnieli słów świętych, po prostu nie odnosili ich do siebie. Niekiedy i nam zdarza się podobne podejście: w Słowie Bożym szukamy tekstu o kimś, upomnienia dla kogoś. To jest podstawowy „owoc” stawiania siebie „poza” osądem Pisma Świętego.

Niezrozumienie pism natchnionych przenosi się na rozumienie charyzmatu. Gdy zapomni się o idei powołania w wierze, wtedy zaczyna się jakby na nowo dyskutować swoje role. I nie chodzi o role społeczne, ale o rolę, jaką pełni się w Ciele Mistycznym. Ta rola nie podlega dyskusji. Jej człowiek dla siebie nie wymyśla, można się jej co najwyżej sprzeniewierzyć. Ta rola w Mistycznym Ciele to powołanie, a jego wybór, czy lepiej przyjęcie, to rozeznanie. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ mamy synod o synodalności, który coraz bardziej przybiera niewłaściwy kierunek. Wielu postawiło sobie pytanie o to, co złego dzieje się w Kościele, czytaj – co złego robi drugi i co w drugim trzeba naprawić. Czasem przybiera to również postać świeccy – kler (duchowa odmiana wojny polsko-polskiej). Postawmy sobie jednak uczciwie pytanie: Czy rozwodzisz się dlatego, że ksiądz grzeszy, czy tym tylko usprawiedliwiasz swój grzech? I w drugą stronę. Czy ksiądz porzuca kapłaństwo z powodu grzechu świeckich, czy tylko szuka usprawiedliwienia dla siebie? Jeśli tego nie zrozumiemy, wtedy z synodu nic nie wyjdzie. Polowanie na czarownice nie sprawiło, że ludzie przestali chodzić do wróżki.

Od czego więc zacząć? Od pytań, pytań ważkich: Kim jestem w Kościele, jaką cząstką, a może czymś co zatruwa całe Ciało?

W moralności wkład człowieka w życie społeczne wyraża się w życiu i zdrowiu. To jest podstawowy wkład każdego człowieka w życie społeczne. Gdyby to przenieść na wkład w życie Kościoła, można by zapytać: jakie życie jest moim wkładem w Kościół i jakie zdrowie mojej wiary? A może żyję tylko, by się w Kościele leczyć i na Kościół narzekać, jak na przysłowiową przychodnię, do której jednak wracam.

Pytania nieobojętne.

Cud dla wszystkich

Nie zawsze mamy w pamięci to, że Maryja nie była świadkiem praktycznie żadnego z cudów Jezusa. Uzdrowienia, wyrzucanie złych duchów, rozmnożenie chleba. Tam Jej nie było. Uczestniczyła właściwie tylko w dwóch cudach: cudzie Wcielenia (Bóg staje się człowiekiem) i cudzie w Kanie (człowiek ma szansę trwać w radości Boga). Jednocześnie tym ostatnim (pierwszym) cudem rozpoczyna się tzw. okres zwykły w liturgii Kościoła. Zwykły, bo nie cudowny, tylko wypełniony owocami cudu.

Wesele w Kanie przypomina ludzkie życie. Przychodzi moment, w którym to życie przestaje cieszyć. Brakuje radości z powodu wieku, chorób, innych sytuacji życiowych. Czasem nawet sytuacja człowieka jest gorsza od tej na weselu w Kanie. Im zabrakło wina (radości), ale mieli wodę (to co może przemienić się w radość). Nasze życie przypomina często nie tylko brak wina, ale również brak wody, która nawet jeśli jest, to jest mętna i brudna.

Wtedy właśnie człowiek zaczyna po ludzku szukać radości. Sztuczne jej podtrzymywanie zdarza się w życiu, ale i w wierze. Z tym, że sztuczne eventy wiary są bardziej żałosne. Potrzeba więc tego, na co wskazuje Maryja. Najpierw fakt, że samo życie jest darem. I czasem to, co je przyćmiewa nie jest prawdziwym powodem. Chcemy cudu zdrowia, przysłowiowego obniżenia ciśnienia, a zapominamy o tym, co to ciśnienie podbija. Często są to nieuzdrowione sytuacje z naszego życia. Wtedy prośba o obniżenie ciśnienia jest po prostu śmieszna. To są właśnie nasze niewysłuchane modlitwy. Bo modlimy się o zniesienie skutku, nie przyczyny.

Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Zawierzcie, zamiast prosić o cudowność w życiu. Może wtedy zrozumiemy, że z nadciśnieniem da się żyć, a z czasem i ono się ustabilizuje, kiedy poczujemy się dobrze we własnej skórze, w zdrowych relacjach z naszymi bliskimi, pogodzeni z rolą, jaką mamy w życiu do spełnienia.

Cud w Kanie nie jest cudowny, bo można go nie dostrzec, a jednocześnie może z niego skorzystać każdy. Tylko o jednym trzeba pamiętać – nie wpisuje się on w te cuda, które może wymyślić człowiek.

Dynamizm wiary

Relację religii do wiary można wyrazić w następujący sposób: Bogu w religii przypisuje się takie znaczenie, jakie nadaje Mu człowiek; w wierze Bóg się objawia, to znaczy, ukazuje siebie takim, jaki jest. Objawienie z kolei posługuje się różnymi obrazami, jednym z nich jest światło. Symbolizuje ono wewnętrzne pragnienia i pytania człowieka. Oczywiście ważna jest religia, historia, tradycja. Są to ślady Boga, w których zgadza się On na „ludzką miarę” opisu swojego istnienia. Są one potrzebne, by rozpocząć drogę, która naprowadzi na dalsze ślady światła.

W niedzielę Chrztu Pańskiego warto postawić pytanie o chrzest i o chrześcijaństwo. O chrzest, który jest często sprowadzany do kategorii przynależności rozumianej socjologicznie. Ma to swoje konsekwencje. Jedni proszą o chrzest bez aktualnej wiary, bo przecież przynależność wymaga wyłącznie jakiejś formy „zapisania się”. Drudzy, bazując na tej samej kategorii, nie śpieszą się z chrztem dzieci, bo przecież nikt nie zapisuje małego dziecka do stowarzyszeń czy partii. Dorośnie, wybierze. Zapomina się o tym, co w chrzcie najważniejsze – radykalna nowość. Tak radykalna jak nowe życie biologiczne. Można je oczywiście wtłoczyć w ramy czy zwyczaje, ale czy człowiek wtedy się rozwinie?

Tertulian napisał kiedyś: Chrystus nie powiedział „jestem zwyczajem”, ale „jestem Prawdą”. Właśnie dlatego chrześcijaństwo od początku było wiarą „głoszenia dalej”, wychodząc poza granice kultur, tradycji i zwyczajów. To właśnie w tym kontekście kard. Ratzinger powiedział, że Objawienie to nie meteor, który spadł na ziemię i który jeszcze przez jakiś czas można analizować.

Wiara jest czymś żywym. Przy okazji chrztu można postawić pytanie: Kim będzie to dziecko? Pytanie istotne, ponieważ od odpowiedzi na to pytanie zależy, czym będzie chrześcijaństwo. Szlaki wiary podobne są do szlaków handlowych. Nie da się ich wytyczyć pomijając pragnienia i potrzeby człowieka. Szlaki przebiegają tam, gdzie są żywi ludzie. Podobnie szlaki wiary przebiegają nie przez zwyczaje i tradycje, ale przez przecinanie się ludzkich dążeń i pragnień. Bez żywych ludzi szlaki handlowe wymierają. Bez uświadomionych chrześcijan szlaki wiary mogą przybrać zupełnie nowe kierunki.

Dlatego tak ważne jest docenienie każdego ochrzczonego w kluczu wolności. Bo od odpowiedzi na pytanie kim będzie, zależy odpowiedź na pytanie, jakie będzie chrześcijaństwo.