Ułatwienia dostępu

Chrzest jako znak, znaczenie i przeznaczenie

Znak – znaczenie – przeznaczenie. Kiedy myślimy o chrzcie, najczęściej mamy na myśli jakiś obrzęd, małe dziecko, światopogląd rodziców, przeszkody kanoniczne i wreszcie pytanie, co powie rodzina, gdy chrzest będzie, albo go nie będzie. Nawet wtedy, gdy rodzice zdecydują się na chrzest dziecka, pozostaje jeszcze jeden problem – rodzice chrzestni. Skąd ich wziąć? Najczęściej sprowadzamy to do wspomnianych już przeszkód kanonicznych: bez ślubu, powtórny związek, inne. Ale nie o przeszkody prawne chodzi. Chodzi przede wszystkim o to, że te przeszkody ujawniają o wiele poważniejszy problem – rozumienie życia jako daru, ponieważ świadek ma świadczyć właśnie o tym, że życie jest darem i że ten dar pochodzi od Boga. W tym sensie chrzest można przyjąć lub nie, ale nie można mieć go bez daru i nie można się go zrzec po przyjęciu. Nie jest on bowiem znakiem socjologicznej przynależności do określonej wspólnoty, ale czymś znacznie głębszym.

Znaczenie i przeznaczenie. Chrzest jest znakiem poprzez symbol wody. Dochodzą do tego jeszcze światło, biała szata, namaszczenie. Ale to są widzialne znaki niewidzialnej łaski. Znak prowadzi do znaczenia. A znaczenie jest głębsze niż sam widzialny znak i sposób, w jaki go nazywamy. Łacina daje nam na określenie chrztu słowo „baptismus”, oznaczające zanurzenie. Chrzest już na poziomie słowa oznacza o wiele więcej. Pochodzi od Chrystusa i oznacza namaszczenie przez Ducha Świętego w imię Trójcy Świętej. W tym sakramencie Bóg nadaje imię człowiekowi, w nim wyraża się nowe znaczenie człowieka – staje się dzieckiem Bożym. W ten sposób zyskuje znaczenie, którego nikt inny nie może mu dać. Przez chrzest otrzymuje również znaczenie życie tych ludzi, którzy nie mają znaczenia dla świata.

Przeznaczenie. Każdy próbuje w życiu do czegoś dojść i generalnie każdy etap życia nadaje człowiekowi większe znaczenie. Wypracowane, zasłużone, wyuczone. W tym sakramencie nie chodzi o to, by ochrzcić się, by do czegoś dojść (jak karykaturalnie wygląda to przy sakramencie bierzmowania przed ślubem). Człowiek nie wie, czy jest ono konieczne czy nie, ale że człowiekowi kojarzy się z etapem przez który trzeba przejść, by do czegoś dojść. Tymczasem chrześcijanin już nic więcej nie otrzyma, zrozumie tylko lepiej to, co już ma i co ma w sobie rozwijać. Gdyby szukać więc jakiejś najprostszej definicji chrześcijanina, można by powiedzieć, że jest to ktoś, kto dopełnia życiem dar, Odkrywa w sobie coraz bardziej to co ma od początku. Poznaje coraz bardziej swoją godność, która nie jest uwarunkowana niczym innym, gdyż jest darem.

Początek i koniec – dwa istotne momenty znaczenia. W życiu sami chcemy sobie nadać znaczenie. Chcemy być kimś ważnym w oczach ludzi, coś znaczyć. Zapominamy tylko, że nie możemy nadać znaczenia temu co na początku i na końcu. Te momenty należą do Boga i dlatego Kościół tak bardzo tych momentów broni. Bo początek i koniec mówią więcej o znaczeniu człowieka niż całe jego życie, gdyż to skąd przyszedł i jakie jest jego przeznaczenie mówią więcej niż znaczenie przez kilkadziesiąt lat, które i tak odejdzie z czasem w zapomnienie. Dziękujemy dzisiaj za chrzest, czyli za moment, w którym Bóg uczynił nad naszym życiem znak. Znak, który naznaczył nas na zawsze, nadając tym samym nowe znaczenie wszystkiemu kim jesteśmy i co czynimy. Dziękujemy też za przeznaczenie, świadomość ważną szczególnie w chwilach trudnych, bo dzięki temu przebaczeniu wiemy, że nie jesteśmy kimś bez znaczenia, że nasze życie ma sens, bo Bóg z miłości przeznaczył nas dla siebie.

Objawienie Pańskie objawieniem pragnień

Objawienie Pańskie zakłada naturalne pragnienia. Można powiedzieć więcej – pragnienia naturalne są warunkiem pragnienia Boga. Nie wymyślenia, ale prawdziwego pragnienia. Jeśli nie pragnę w ogóle, nie mogę też pragnąć Boga. Jeszcze inaczej można powiedzieć, że zanim stanę się kimś, kto wierzy, najpierw jestem kimś, kto pragnie. Pragnienie rodzi się z braku i nie pozwala się „domknąć” byle jak i byle czym. Ale te ludzkie pragnienia nie są defektem natury, lecz warunkiem doświadczenia niezaspokojenia. Bez pragnień ludzkich Objawienie Boże byłoby dyktatem. Bóg nie mówi „masz Mnie pragnąć”, ale kiedy doświadczasz pragnienia „dopuść myśl o Mnie”.

Łaska warunkiem przekroczenia naturalnych pragnień. Objawienie Boże nie jest efektem ludzkiego wysiłku – ani rozumu, ani woli. Bóg przychodzi z łaską, która ma chronić człowieka przed wiarą w zaspokojenie. Łaska jest jak gwiazda z dzisiejszej uroczystości – nie jest ani celem, ani nagrodą – jest kierunkiem nadającym sens naszym pragnieniom. W ten sposób rozum i wiara, natura i łaska nie konkurują z sobą. Pierwsze prowadzą do poznania granic, drugie uczą je przekraczać.

Rozpoznanie owocem pragnienia. Objawienie i jego skutki w życiu można poznać po kryzysie. Ono rodzi kryzys, gdyż albo człowiek musi pozwolić się przemienić, albo jeszcze bardziej nauczyć się chronić dotychczasowego. Herod i uczeni w Piśmie są typowymi przykładami anty-łaski. Oni mają wszystko – wiara ma to tylko usprawiedliwić. Natomiast Mędrcy są w stanie wejść na drogę (bez pewności, bez zabezpieczeń, bez obiecanego celu). Ale mają odwagę nie zabijać własnych pragnień.

Mechanizm iluzji religijnej. Najpierw wszyscy mamy naturalne i szczere pragnienia dać Bogu wszystko. Potem przychodzi opamiętanie w wierze i zaczynamy redukować pierwotne „wszystko” do czegoś bardziej pod kontrolą. Owo „wszystko” może być nową wspólnotą, nowym nabożeństwem, nowym wysiłkiem religijnym – wcześniej tego nie robiłem, więc jest lepiej. Potem niezaspokojenie wraca, pojawia się też świadomość, że dotychczasowe wysiłki religijne dały tylko chwilowe zaspokojenie. Pragnienie wzmaga się jeszcze bardziej, jeszcze mocniej intensyfikuje i wtedy dochodzi się do wniosku, że skoro religia nie zaspokoiła, to może coś, co jest jej przeciwieństwem. To jest właśnie nieszczęście wierzących do połowy drogi. Stają się większymi wrogami wiary niż ci, którzy nigdy na tę drogę nie weszli.

Symbolika daru. Mędrcy złożyli trzy dary, a właściwie lepiej powiedzieć, że złożyli ofiarę: złoto, kadzidło i mirrę. Złoto jako rezygnację z ułudy zaspokojenia „po staremu”. Kadzidło jako uświadomienie sobie granicy własnych pragnień, kadzidło wznosi się ku górze, ku czemuś, co nie jest ograniczone. Mirrę jako odpowiednik sensu, ja go nie stworzę, ale mogę przyjąć.

Apologia pragnienia. Nie bójmy się pragnąć, nie bójmy się błędów, nie bójmy się ryzyka. Bez nich nie ma prawdziwej wiary i prawdziwych pragnień, gdyż „nie pragnąć” oznacza skazać się na „nigdy nie spotkać Boga”.

Słowo daje moc

Słowo daje moc. Mamy na to wystarczająco dużo dowodów z codziennego życia. Jak często nawet nie docieramy do rzeczywistości, pozostając na słowie, a właściwie na jego mocy. Powtarzane kłamstwo zyskuje siłę prawdy, dezinformacja potrafi przylgnąć do naszej świadomości jak słowo kogoś bliskiego. Słowo daje moc: raz niszczącą, gotową zranić człowieka, pozbawić go godności, innym razem podnosząc, dając nadzieję, otwierając perspektywę. Idziemy za słowem, ale dopiero doświadczenie życia i przyjęcie słowa pokazują, jakie ono przynosi owoce. Podobnie ze słowem Pisma Świętego, liturgii, modlitwy. Na poziomie wypowiadanych słów trudno odróżnić człowieka wierzącego od niewierzącego. To dokonuje się dopiero na poziomie owoców, jakie przynosi słowo.

Słowo w liturgii. Przed ewangelią czynimy trzykrotny znak krzyża na czole, ustach i sercu. Tymi znakami prosimy, by Bóg otworzył nasz umysł, nasze usta i serce. Ważne, by przyjąć fakt – czynimy to naszym rozumem, który jak filtr zatrzymuje słowo lub pozwala mu wniknąć dalej. Przyjmujemy tę prawdę ustami, kiedy jesteśmy gotowi ją wyznać wobec drugiego człowieka i wreszcie przyjmujemy sercem, by to co rozumiemy i co głosimy, miało miejsce w naszym życiu. W ten sposób Prolog do Ewangelii według św. Jana przypomina, że Boga nikt nigdy nie widział, pouczył Syn, ale my też Go nie widzieliśmy w innej postaci niż w wierze, ci zaś, którzy widzieli Jezusa za swojego życia, nie zawsze rozpoznali w Nim Syna Bożego. Tak więc Boga nikt nigdy nie widział.

Jak więc poznać Boga w Jezusie? Przede wszystkim przez moc, jaką odkrywamy w sobie. Pierwszym miejscem objawienia mocy jest człowieczeństwo. Nie można stać się człowiekiem wiary w Boga-Człowieka przyjmując tylko bóstwo i sprowadzając wiarę do spraw świętych. Poznać Boga w Jezusie, to rozpoznać Go w swoim człowieczeństwie. I jak Ewangelia Jana potrzebuje prologu, tak nasza wiara potrzebuje człowieczeństwa, by mogła się ukonkretnić. Drugim miejscem objawienia mocy Boga jest Eucharystia. Ona składa się ze słów i znaków. Ale najpierw przyjmujemy słowo, ono daje fundament dla zrozumienia znaku. Potwierdzeniem zaś rozumienia znaku jest moc, którą on daje – moc przyjęcia, moc przemiany i moc misji.

Wiara jest procesem, który jednoczy. Dla świętego Tomasza z Akwinu  samo przyjęcie Eucharystii w znaku bez przygotowania i samo przyjęcie znaku bez adoracji nie daje mocy – pozbawia skutków sakramentu. I drugi moment ukazujący proces wiary – Słowa i Eucharystii – to język i miłość. Nie mamy innego języka wielbienia Boga i komunikacji z człowiekiem. Nie mamy innego serca dla miłowania Boga i otwarcia na drugiego człowieka. Moment integracji języka i miłości najlepiej pokazuje, czy przyjęliśmy Jego moc.