Ułatwienia dostępu

Czy tylko nieliczni będą zbawieni?

Czy tylko nieliczni będą zbawieni? W życiu trzeba mieć cel. Może nim być tylko to, co dla człowieka jest najważniejsze. Nie może to więc być coś, co z natury jest tylko środkiem do celu. Celem nie mogą być dobra materialne, nawet zdrowie, one tylko czemuś służą. Cel musi usprawiedliwić się sam. Dla człowieka takim celem jest szczęście, a dla człowieka wierzącego – zbawienie. Dopiero wtedy tytułowe pytanie zaczyna mieć sens: Czy tylko nieliczni będą zbawieni? Czy tylko nieliczni będą szczęśliwi?

Pytanie retoryczne. Retoryczne dlatego, że odpowiedź jest dość oczywista – tak, tylko nieliczni będą zbawieni. Przypomina to trochę pytanie studenta pierwszego roku: Czy tylko nieliczni znajdą pracę w zawodzie? Tak, tylko nieliczni. Problemem nie jest jednak samo pytanie, ale towarzysząca mu obawa. Bo jeśli jest prawdą, że tylko nieliczni, to jaki jest sens stawianie takiego pytania u progu wyboru drogi. Dlaczego ja nie mam być tym szczęśliwym? Czasem próbuje się usprawiedliwić pytanie dopowiadając, że nie chodzi o mnie, że pytam w imieniu innych, grupy. Czasem próbuje się jeszcze bardziej karkołomnej argumentacji – skoro Bóg jest miłosierny, to czy jest możliwe, by połowa ludzkości nie została zbawiona, bo przecież większość żyje właśnie tak, w sprzeczności z wymogami wiary.

Nie znam was. Jeszcze bardziej niepokojąca jest reakcja ukazana w dzisiejszej Ewangelii. Kiedy ludzie zaczną się przyznawać do Boga, On odpowiada: nie znam was! Przypomina to trochę sytuację, gdy ktoś spotyka kolegę z przedszkola, którego nie widział całe życie. Czy go rozpozna? Czy nie usłyszy od kolegi, ale ja cię nie znam. Podobnie, czy rozpoznamy Boga, którego widzieliśmy ostatni raz w dzieciństwie?

Umieć się przygotować. Przygotować się do momentu spotkania z Bogiem to trochę jak umieć się spakować w ważną podróż. Kiedy jedzie się samochodem, można zabrać wiele rzeczy. Trzeba już dużej wprawy, aby spakować się w podróż samolotem. A gdyby miało się podróżować przez bramę śmierci… Może warto zapytać: Czy umiem już spakować się do trumny? To dobry obraz, ponieważ pokazuje, jak niewiele można z sobą zabrać. Zamiast więc poszerzać bramę do nieba, może lepiej zdobyć umiejętność mądrego pakowania bagażu na wieczność.

Zły łotr. Przykład człowieka, który nie potrafił się przygotować na zbawienie. W jednym z hiszpańskich kościołów jest postać na krzyżu, która z daleka przypomina Chrystusa. Jest to jednak zły łotr. Jest na krzyżu – jak Chrystus. Umrze za chwilę – jak Chrystus. Ale jest niepogodzony. Nieodparcie przychodzi mi myśl o tych, którzy wbrew sobie dali się przybić do krzyża, albo pojmują wiarę jako konieczność cierpienia nie wybranego w wolności. Czy wystarczy być na krzyżu by być zbawionym? Przykład złego łotra wiele wyjaśnia. Trzeba umieć się spakować w ostatnią podróż, trzeba się do tego przygotowywać całe życie, ale z dopowiedzeniem… w wolności.

Ty jesteś Mesjasz? Syn Boga żywego?

Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Znamy bardzo dobrze odpowiedź Piotra na pytanie, za kogo tłumy uważają Jezusa. Generalnie dobrze opanowaliśmy biblijne odpowiedzi na trudne pytania, by nie mieć potrzeby porzucania gładkich odpowiedzi. W ten sposób albo nie mamy problemów z wiarą – nie mam problemów z tym, co nie jest dla mnie ważne, albo jeśli zaczynamy je mieć – porzucamy wiarę. Mamy więc łatwe odpowiedzi na pogodę i zupełną bezradność na niepogodę w sprawach wiary. Warto więc pójść dzisiaj inną drogą – nie drogą odpowiedzi, które niewiele znaczą i których nie rozumiem, ale drogą odpowiedzi na pytania o życie – na takie pytania odpowiadać umiem. Zróbmy to w kilku etapach.

Etap I – nawrócenie. Najbardziej zużyty termin teologiczny. Częściej oznacza zatracenie wszelkiej perspektywy i przypomina raczej grę w berka (zależy kto mnie zakręci), niż prawdziwą zmianę perspektywy w życiu. Biała szata na I komunię, biała suknia na ślub, biała alba na święcenia – tylko, że one wszystkiego nie przykryją.

Etap II – zgrać duszę i ciało. Nie musimy siebie przekonywać jak bardzo jesteśmy pogrążeni w sprawach ciała. Nie chodzi o wymiar negatywny cielesności. Przez ciało rozumiem doczesność. Jak mało w nas tego co duchowe. Zdecydowanie za dużo świadectwa, za dużo szkół świadectwa, a za mało doświadczenia wiary. Czasem wręcz to świadectwo przeradza się w fałszywe świadectwo. Jednym z elementów tego świadectwa jest krzyż. Czasem opowiadamy o nim tak, jak byśmy chcieli, by wszystkie krzyże nas dopadły – jednak przez fakt wymyślania krzyża nie przyspiesza się dojrzewania w wierze. Innym razem unikamy krzyża, by w ogóle nie dojrzewać.

Etap III – Za kogo uważam Mesjasza? Odpowiedź nie jest ani prosta, ani łatwa. Zależy od wielu czynników, a od dwóch najczęściej. Odpowiedź zależy od tego, kto pyta i ile odpowiedź może mnie kosztować.

Etap IV – opowiadam, chociaż nie rozumiem, co mówię. Zdanie zapożyczone od św. Piotra, które czasem w życiu staje się nic nie znaczącym sloganem. „Ty jesteś…”. Ty, czyli kto? Jakie mam osobiste doświadczenie Boga? „Ty jesteś Mesjasz”. Doprawdy? Wyczekiwany, zapowiadany? Kto jest moim mesjaszem, o kogo się spieram, w kim pokładam nadzieję? Przypomnijmy sobie nasz „małpi rozum” w czasie ostatnich wyborów. „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga…”. To nie jest idea, ani tym bardziej przenośnia. Syn Boga, czyli Ten, od którego wszystko w moim życiu zależy. To naprawdę moje zdanie? „Syn Boga żywego”. Obecnego, uznanego, liczącego się… Bóg żywy w moim życiu…

Etap V – ukonkretnienie odpowiedzi. Pora więc na powrót z płaszczyzny wielkiej teologii na praktyczną stronę życia. Zaczynamy więc definiować Mesjasza po ludzku. Definicja przez cele – co wspólnego ma Bóg z moimi celami? Definicja przez plany – plany na niedzielę, na wakacje. Zmieniam godzinę wyjazdu, zwiedzania, czy raczej zmieniam godzinę mszy św. A kiedy nie mam czasu na jedno i drugie…? Definicja przez wartości – nazwijmy wartości w naszym życiu, z którymi Mesjasz wygrywa i te, z którymi przegrywa. Definicja przez wydatki – ile wydaję na troskę o ciało i życie doczesne, ile na troskę o życie duchowe? Kiedy ostatnio zamówiłem mszę św., kiedy ostatnio kupiłem dobrą, religijną książkę? Definicja przez inwestycje w przyszłość – inwestycja w mieszkanie dla siebie i dzieci, inwestycja w mieszkanie w Hiszpanii na wypadek wojny, a inwestycja w mieszkanie na wypadek śmierci… A może nie inwestuję w „nieruchomości” w miejscach, w które nie wierzę?

Za kogo uważają Syna Człowieczego? Dobre pytanie, pytanie nieobojętne.

Po co światu chrześcijaństwo?

Właściwie odpowiedź na to pytanie powinniśmy znajdować w każdej homilii. Bo przecież w każdym z nas, chodzących do Kościoła, modlących się, czytających Pismo Święte musi się rodzić takie pytanie: Po co światu chrześcijaństwo? Odpowiedź na to powinniśmy znajdować w homiliach, w dobrych homiliach. Często jednak jest tak, że zamiast w homilii usłyszeć odpowiedź na to pytanie, wychodzimy z kolejnym pytaniem, nie tylko po co chrześcijaństwo, ale po co homilie, które nie dają odpowiedzi? Kilka miesięcy temu mój znajomy opublikował dość krytyczną książkę o Kościele, rozpoczynającą się rozdziałem o krytyce współczesnych homilii. Podstawowy zarzut polegał w niej na tym, że często ograniczamy się do jakiegoś rzewnego zdania z Ewangelii, zupełnie nie biorąc pod uwagę pozostałych czytań. Rodzi to kolejne pytanie: Skoro komentujemy tylko Ewangelię, po co czytamy dwa pozostałe teksty?

Idźmy dzisiaj tym tropem, zatrzymując się na wszystkich proponowanych czytaniach: Ewangelii według św. Marka, Księdze Amosa i Liście do Efezjan. Przywołajmy kilka tropów Ewangelii, które znajdą ukonkretnienie w pozostałych tekstach. Pierwszy trop Ewangelii ukazuje Jezusa, który przywołuje apostołów, po to, by ich posłać. Często powołanie kojarzy się z porzuceniem świata, tymczasem jesteśmy wezwani do tego, by porzucić świat rozumiany po ludzku i wrócić do niego z nowym rozumieniem. Podobnie jest w Księdze Amosa. Wyciągnięty ze swojego świata i swoich zajęć (pasterz z Tekoa), zostaje na nowo posłany do świata: Idź, prorokuj! W tym samym duchu brzmi zdanie z Listu do Efezjan: wybrał nas i przeznaczył, abyśmy szli… Czy ja mam tę świadomość, że chrześcijaństwo nie jest ucieczką od świata, po to, by ją celebrować, by się nią rozkoszować, ale po to, by do świata wrócić z nowym posłaniem?

Drugi trop Ewangelii mówi o tym, że uczeń otrzymuje władzę, a jednocześnie instrukcję obsługi powołania, by niczego zbędnego nie brał ze sobą. Nie bazuj na tym, co silne po ludzku, co daje bezpieczeństwo. Nie zabezpieczaj się odzieniem, środkami, gwarancjami. Idź bez zabezpieczeń, by pokazać, że siła słowa tkwi gdzie indziej. Amos zostaje oderwany od trzody, jedynego zabezpieczenia, bez porządnego wykształcenia i pozycji. Ma po prostu iść. List do Efezjan dopowiada, że jedynym zabezpieczeniem ma być łaska mądrości i zrozumienia, że naszym celem pójścia do świata jest jednać wszystko ze sobą.

Kolejny trop to świadomość, że możemy spotkać się zarówno z przyjęciem, jak i z odrzuceniem. I jeśli nas odrzucą, mamy strząsnąć proch na świadectwo. Strząsnąć proch, czyli zostawić ślad. Zostawić i odejść. Ta świadomość śladu, kiedyś przyniesie owoce, a zacznie się od pytania, po co on przyszedł, po co to mówił, czego się spodziewał? Podobnie Amos, ma głosić potrzebę nawrócenia królestwu w szczycie swojej świetności. Można by postawić pytanie, skoro politycznie i gospodarczo wszystko się kręci, po co psuć interes Panem Bogiem? W tym samym duchu List do Efezjan przypomina, że w Nim (w Bogu) mamy odkupienie, odpuszczenie grzechów. Czy naprawdę na to czeka świat? Czy nie można by pójść do świata z czymś bardziej atrakcyjnym? Czy trzeba psuć dobre samopoczucie wezwaniem do nawrócenia?

Po co więc chrześcijaństwo, po co to nieatrakcyjne wezwanie do nawrócenia. Bo w nawrócenie wpisana jest wolność, dobry duch i leczenie z chorób cywilizacyjnych, choćby takich jak samotność. Amos idzie wypominać grzechy bogatym, by wyzwolić ubogiego. W Liście do Efezjan znajdujemy przypomnienie, że chrześcijaństwo jest potrzebne, bo każdy otrzymał zadatek i pieczęć Ducha Świętego. Zadatek daje się wtedy, kiedy chce się robić z kimś większy interes. Otrzymujemy więc zadatek w chrzcie i w innych sakramentach, bo cel jest o wiele większy, a to rzeczywiście tylko zadatek tego, czego mamy się spodziewać. Otrzymujemy też pieczęć, to znaczy gwarancję, że to nam się nie wydaje, że ktoś zostawia trwały ślad na potwierdzenie obietnicy.

Tak właśnie można rozumieć, te trzy czytania, które w każdą niedzielę wzajemnie się dopełniają. Tak właśnie możemy rozumieć homilię, która w kolejnych odsłonach daje nam odpowiedź na pytania: Po co wiara, po co chodzenie do Kościoła, po co chrześcijaństwo światu?