Genetyka wiary

Rodzina, tradycja, kontynuacja… Są to ważne elementy w drodze kształtowania postaw człowieka, również postawy wiary. Nie można jednak zapominać, że grzechy ojców nie przechodzą na synów, i podobnie, nie przechodzą też dobre uczynki. Precyzyjniej, wpływają, ale nie determinują, ani też automatycznie nie zabezpieczają na przyszłość.

Tak rodzi się nowe podejście do „genetyki wiary”. Najprostszym przykładem mogą być początki wiary na naszych ziemiach. Jak to się więc „genetycznie” zaczęło? Wratysław I był człowiekiem szerzącym z całych sił chrześcijaństwo w Czechach. Jego żoną była Drahomira. Miała ona jednak zgoła odmienny stosunek do chrześcijaństwa, do tego stopnia, że doprowadziła do uduszenia św. Ludmiły, genetycznej matki wiary Wratysława.

Wratysław i Drahomira mieli dwóch znanych synów: Bolesława i Wacława. Bolesław zwracający się ku pogaństwu, Wacław całym sercem oddany sprawie wiary (św. Wacław, męczennik). Za namową Drahomiry Bolesław zabija brata. Dla pełni obrazu, to właśnie Bolesław ma córkę, Dobrawę, żonę Mieszka I.

Co z tego wynika? Ano wynika tyle, że genetyka ani nie determinuje, ani nie zwalnia od starań. Ta zagmatwana historia uczy jednego: za osobistą postawę pierwszym odpowiedzialnym jestem ja sam.

Trwać czy owocować?

Jeszcze kilka lat temu za autonomię i niezależność człowiek oddałby prawie wszystko. Zmienił się jednak świat w ostatnich latach. Autonomia została upokorzona. Przypomina bowiem ogrodnika, który wierzy, że nad jego ogrodem będzie świeciło jego prywatne słońce, a na jego sad spadnie autonomicznie zaplanowany deszcz. Tak się jednak nie dzieje i autonomia tak pojęta kojarzy się dzisiaj bardziej z jakąś formą ograniczenia umysłu, nie zaś z prawdziwą wolnością. Przynależność zyskała nowe imiona i nowe znaczenie. Wolność przestała być darem, a stała się ceną jaką płaci człowiek za to, by nie był sam.

Pozornie powinno nas to cieszyć. Człowiek zrozumiał wreszcie potrzebę zależności i przynależności. Ale radość jest tylko częściowa, ponieważ mamy już pierwsze skutki tak pojętego trwania – brak owoców.

Trwanie. Można je realizować na wiele sposobów. Zasuszone kwiaty też „trwają” w wazonie bez wody, bez życia. Podobnie trwamy w różnych naszych relacjach, zasuszając je przed konfliktami, pozorując życie. Tak dzieje się w rodzinach, w społeczeństwie. Tak może być również w Kościele.

Nie o trwanie więc chodzi, a o owocowanie. By zaś owocować, trzeba czasami zmienić otoczenie, ożywić związek z krzewem. Kościół może być Kościołem trwania w winnym krzewie lub Kościołem trwania odciętej od krzewu latorośli. Te same obrazy odnoszą się do rodziny, przyjaźni, społeczeństwa.

Spróbujmy urealnić nasze trwanie, pytając nie tylko o to, czy nie jesteśmy odcięci od krzewu, ale czy wszczepieni owocujemy. Po owocach nas poznają.

Boże Narodzenie

Naród kroczący w ciemnościach to po części historia życia każdego z nas. W ciemnościach wypatrujący obietnicy wyzwolenia. To pragnienie jest tak silne, że niezaspokojone grozi rezygnacją z wszelkich pragnień, może tylko poza jednym – pragnieniem stabilizacji. Pozornie ma ona niską cenę: rezygnacja z części wolności, własnych myśli, decyzji. W rzeczywistości płaci się za nią najwyższą cenę – człowieczeństwo.

Stabilizacja jest często kluczem do rozprawienia się z Bogiem. Kiedyś, „w owym czasie” Bóg musiał urodzić się poza miastem. W „naszym czasie” rodzi się w kościołach, niby w centrum naszych miast, a jednak na uboczu, poza nurtem wielkich światowych spraw. Może właśnie dlatego pierwsi widzieli Go pasterze, bo został wezwany z pastwiska, jak król Dawid.

Swoi nie rozpoznali. Ale rozpoznają ci, dla których został „dziedziniec pogan”. Tak było kiedyś (Melchizedek, królowa Saby, Hiob, święci grzesznicy z życia Jezusa) i tak jest dzisiaj. Może dlatego, że na „dziedzińcu pogan” nie łączą wspólne poglądy, tradycje. Przeciwnie, na dziedzińcu pogan dzieli praktycznie wszystko, poza jednym – człowieczeństwem.

To połączyło kiedyś Boga z człowiekiem. To może połączyć również dzisiaj: człowieka z Bogiem i z drugim człowiekiem.

Nie warto rezygnować z człowieczeństwa. Bez niego nie odnajdzie się Boga, nawet wyznając wiarę. Bez człowieczeństwa nie byłoby Bożego Narodzenia.

Wszystkim moim Czytelnikom radości z odkrywania Boga-Człowieka. Dobrego świętowania!