Głupota i mądrość

Głupota zaczyna się wtedy, gdy mam ochotę stwierdzić, że już wszystko poznałem, przemyślałem. To nie jest mądrość, lecz wiedza, na którą z wiekiem człowiek jest już coraz mniej otwarty. Prawdziwa mądrość jest czymś więcej niż wiedzą. Jest świadomością listy rzeczy do przemyślenia. Można dodać – listą nigdy nie dokończoną. Świat ludzi głupich, to świat zamknięty w pewnikach. Mądrzy budują świat niekończącego się wysiłku pytania: co dalej?

Głupota lubi zamykać mądrość w stereotypie. W taki sposób człowiek w pewnym wieku zaczyna usprawiedliwiać wolniejszą pracę intelektu. Badania nad mózgiem pokazują jednak, że prawdziwie wydajny może być człowiek 60+. Może wolniej obsługuje swój mózg, ale już wie, czego naprawdę nie wie, czego jeszcze potrzebuje i czym w ogóle warto mózg zajmować. Dopiero wtedy kończy się etap zaśmiecania mózgu zbędnymi danymi. Ta nowa sprawność bierze się ze świadomości niewiedzy, do której trzeba dorosnąć, aby móc się do niej przyznać.

Mądrość to stawianie pytań dalej niż sięgają odpowiedzi. Czy więc jestem mądry? Na to nie odpowiem oceniając swoje decyzje w perspektywie krótkiego czasu. Mądrość potrzebuje do oceny mnie i moich decyzji czasu, który mnie przekracza. Muszę więc wierzyć w coś „po”. To nakazuje mi mądrość.

Inaczej nigdy nie odpowiem sobie na pytanie, czy mądry byłem.

NASTĘPNY TEKST UKAŻE SIĘ 2 WRZEŚNIA 2018

Język za chleb?

Większość z nas zna jakiś język obcy. Nauczenie się tego języka było z reguły wypadkową różnych okoliczności życia. Rzadko stawiamy sobie pytanie, czy nauczyliśmy się tego języka dla chleba czy z pasji. A odpowiedź jest daleko idąca w skutkach. Bo jeśli nowy język nie był powodowany pasją tylko chlebem, to nauczyliśmy się go dla chleba, ale też dla chleba potrafimy o nim zapomnieć i nauczyć się innego.

Podobnie jest z językiem wiary, miłości. Jeśli wierzę dla chleba, to również dla chleba potrafię tę wiarę porzucić. Jeśli kochałem dla innych korzyści niż prawdziwa pasja serca, to dla chleba potrafię o miłości zapomnieć.

Jest tylko jeden problem. Język, który jest mi najbliższy (ojczysty) wyraża mnie. A jeśli wszystkie języki jakie znam są tylko językami chleba?

Spróbujmy dzisiaj określić „nasz” język, który niezależnie od chleba będzie wyrażał nas zawsze. A jeśli tego nie wiem, to czy potrafię wyrazić siebie i to co dla mnie najważniejsze? To jest tylko na pozór pytanie banalne. Od niego zależy w życiu wiele, czasem wszystko.

Głodu naszego codziennego daj nam dzisiaj

Opowiedziano mi niedawno następującą historię. Starsza osoba leczyła się na niedokrwienie mózgu. Przy kolejnym pobycie w szpitalu, odstawiono jej leki właśnie na tę chorobę. W pewnym momencie osoba ta patrząc na jedzenie, ze łzami w oczach postawiła pytanie: Ale co ja mam z tym zrobić? Nie potrafiła nawet przełknąć pokarmu, który miała w ustach.

Świadomość głodu, świadomość potrzeby pokarmu. Jak bardzo brakuje nam dzisiaj tej świadomości. Dwa proste przykłady z życia. Kiedyś człowiek cieszył się na uroczystość, bo liczył również na coś wyjątkowego do jedzenia. Dzisiaj patrząc na zastawiony stół, kwituje to słowami – przecież w domu mam to samo, a nawet lepsze. Prezenty, a właściwie koszmar prezentów. Czego jeszcze człowiekowi brakuje? Etymologia ukazuje całą głębię obdarowania. Prezent (od franc. présent) oznacza aktualne, uważne, czujne. Chodzi więc o wyczulenie na człowieka i jego potrzeby. Polskie „podarek”, „podarunek”, pokazuje ścisły związek z darem. A dzisiaj często prezent sprowadza się do wejściówki na imprezę.

Brakuje nam świadomości głodu, a mając wszystko – podobnie jak osoba z niedokrwieniem mózgu – nie wiemy co z tym zrobić. Może więc trzeba leku na dokrwienie naszego człowieczeństwa, abyśmy odczuli głód w sobie, bo wtedy otwieramy się na prawdziwy głód drugiego człowieka.

I to nie tylko na głód chleba!