Interpretować, interpretować…

Dla większości myślących ludzi nie ulega wątpliwości, że działanie moralne człowieka musi mieć jakieś trwałe podstawy. W przeciwnym razie należałoby zrezygnować z idei Sądu Ostatecznego, gdyż byłby on przejawem najbardziej komicznej z dotychczasowych komisji śledczych. Czy jednak za obiektywizmem Sądu Ostatecznego nie stoi subiektywizm Boga? Oczywiście, że tak. A jako w niebie, tak i na ziemi.

                Max Weber pisząc nieco inaczej o tym samym, ukuł pojęcie „teodycei klasy uprzywilejowanej”. Bo gdyby rzeczywiście ukazać moralność jako schemat: norma – wartość – autorytet”, rodzi się od razu pytanie o to, kto ma autorytet. I odpowiedź rysuje się prosta: ten, kto ma władzę, wpływy, oddziaływanie…

                Trzeba dziękować Opatrzności za obiektywizm natury ludzkiej i wpisanych w nią praw. Naturę trzeba jednak interpretować. A w tej interpretacji tak trudno zapomnieć o sobie. Pozostaje więc interpretować, podlegać interpretacji, wpływać na interpretację, być interpretatorem, być Wielkim Interpretatorem. Wreszcie żyć owocami interpretacji. No właśnie, jeszcze nimi żyć…

POLSKA WOBEC PRAW CZŁOWIEKA

CZY PRAWA CZŁOWIEKA WOBEC POLSKI

(refleksja w rocznicę odzyskania niepodległości)

  W ostatnich dniach Komitet Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych zalecił Polsce liberalizację ustawodawstwa aborcyjnego. W tym właśnie kontekście wypowiedział się koordynator systemu ONZ w Polsce Jaime Ruiz de Santiago stwierdzając, że „jednym z podstawowych zadań dla Polski i innych państw jest respektowanie praw człowieka i praw rodziny”. Czym są zatem prawa człowieka i prawa rodziny i na czym polega brak respektowania tych praw ze strony Polski?

 

            Różne są sposoby określania i interpretacji praw. Jednym z istotnych aspektów jest problematyka ich ugruntowania, a więc pytanie o to, w czym i dlaczego prawa człowieka znajdują uzasadnienie. Chodzi więc o koncepcję praw, człowieka i rodziny. Większość prawników zastrzega się, że zadaniem prawa nie jest tworzenie koncepcji antropologicznych, gdyż to należy np. do filozofii. Czy jednak konkretny wyraz formułowanych praw nie zawiera w sobie odniesienia do konkretnej antropologii? Czy zatem broni się człowieka przed zagrożeniem jego praw, czy też chodzi raczej o obronę funkcjonujących praw przed człowiekiem, który mógłby się domagać ich głębszego uzasadnienia?

            Podobny problem przeżywano w ekonomii i w życiu gospodarczym mówiąc o tzw. decyzjach społecznych. Powoływano się przy tym na zasadę, iż fundamentów gry ekonomicznej nie można ciągle podważać, gdyż inaczej nigdy nie rozpocznie się samej gry. Mówiąc inaczej, nie można pytać o podstawy, gdyż te nie są do końca rozstrzygalne, zatem trzeba stworzyć funkcjonalny system praw i respektować jego przestrzeganie. Nie jest moim celem zachęcanie do łamania praw człowieka w obecnej formie. Pragnę tylko postawić jedno konkretne pytanie: Czy określone lobby jest wystarczającym ugruntowaniem praw człowieka i czy człowiek respektujący taką formę praw powinien czuć się bezpieczniej? Pytanie o koncepcję człowieka będzie wracało tyle razy, ile razy człowiek postawi sobie pytanie o to, kim jest, gdyż do natury praw i ich ochrony należy ochrona konkretnej treści prawnej, zaś treścią fundamentalną w prawach człowieka jest on sam. Nie dokona się obrony praw człowieka bez człowieka, a większościowa zgoda nie jest wystarczająca do rozwiązania kwestii fundamentalnych dotyczących natury praw, człowieka i rodziny.

Ekologia ludzka

Spece od technik medialnych, zwłaszcza reklamy w mediach, znają bardzo dobrze termin edukacja wtórna. Chodzi w niej o to, że poprzez pierwotną edukację, np. w celu nabycia produktu, człowiek dowiaduje się przy okazji jak funkcjonuje pewien większy system i dlaczego człowiek powinien ów reklamowany produkt nabyć. Piszę o tym, gdyż oglądając programy informacyjne i publicystyczne odnosi się wrażenie, że nie chodzi już o sam produkt. Środowiska prześcigają się w podawaniu kolejnych afer i aferzystów. Skutek tego jest jednak zupełnie przeciwny od zakładanego. Mechanizm obronny człowieka uczy, że skoro jest już tak źle, to nie warto się tym przejmować. Cele edukacji wtórnej zostają więc osiągnięte.

W ten sposób samo medium staje się komunikatem. Komunikatem jest partia, dziennik, stacja radiowa. Nie jest już ważne, co mówi i jak mówi. Ważne, że mówi, a skoro mówi to znaczy, że jest źle, gdyż medium powołano po to, by komunikowało, że jest źle. Treść mówiąca o konkretnym produkcie staje się w istocie mało ważna, a kluczową staje się informacja o tym, jak funkcjonuje organizm. A dowodem na to, że funkcjonuje źle jest częstotliwość pojawiania się określonego medium-komunikatu.

Rodzi to apel o ekologię, tym razem ludzką. Trzeba oczyszczać środowisko z nieformalnego obiegu informacji, tak jak środowisko naturalne oczyszcza się ze ścieków. Problem jednak w tym, że nieformalny przepływ informacji jest jedynym, który daje życie. Co prawda zatrute i nie do końca ekologiczne, ale jednak życie. Poza tym forum mediów-komunikatów ukazuje też jasny podział ról. Jedno medium komunikuje o zatruciu środowiska (X), drugie podważa istnienie form życia w środowisku czystym (Y). Ostatecznie odnosi się wrażenie, że o czystości informacji mówi się po to, by w nie do końca czysty sposób z niej żyć. Przypomina to sadzenie lasu-kompromisu na dachu hipermarketu. Czy więc ta cała walka o ekologię ludzką i czystość informacji nie jest po to, by odciągnąć uwagę od prawdziwych ścieków? Czy wzrost liczby mediów-komunikatów informujących o tym, że jest źle, nie jest po to, by znieczulić człowieka na zanieczyszczenia? Niewątpliwie potrzebna jest ekologia ludzka, wszakże wiarygodna stanie się pod warunkiem, że nie stanie się kolejną partią czy nowym źródłem dochodu.