Chamstwo w internecie

W jednym z dzienników można było dzisiaj przeczytać – zapewne nie z troski o kulturę, tylko ze względu na sezon ogórkowy – o tym, czy jesteśmy skazani na chamstwo (przywołuję słowo w pełnym brzmieniu) w Internecie. Dwugłos, a właściwie trójgłos wyznaczył dwa bieguny dyskusji: pierwszy optujący za karaniem tych, którzy nadużywają tego forum, drugi mówiący o tym, iż cenzura nie pomoże. Oczywiście po takim dwugłosie najrozsądniej byłoby zająć pozycję pośrodku, ale nie ulegnę tej zasadzie i opowiem się za pierwszą: nadużycia trzeba karać. Dlaczego?

W pierwszym głosie porównano – moim zdaniem słusznie – Internet z chamstwem na stadionach. Przez lata uczulaliśmy kibiców (może trzeba dodać „pseudo”, bo większość to jednak prawdziwi, porządni kibice), że nie można wyrywać krzeseł na stadionach, a jak się już wyrwie, to nie można bić nimi po głowie innych kibiców. Najlepiej zaś wyrwane krzesło zostawić w miejscu wyrwania, bo gdzie biedni organizatorzy znajdą podobne? Niektórzy – zwolennicy stadionowej edukacji i ewangelizacji – wierzyli nawet w nieszczere gesty kibiców po śmierci Jana Pawła II. Postaw tych, którzy wierzyli nie chcę osądzać, gdyż śliska jest granica pomiędzy wiarą dziecięcą i ufną a wiarą infantylną. W każdym razie eksperyment edukacyjny się nie powiódł.

A Internet? Kiedy czyta się fora, nawet te moderowane, rzeczywiście pełno tam chamstwa. Kilka lat temu próbowałem jeszcze w ten bełkot wprowadzić jakieś zdanie po polsku, ale widocznie piszący z polskim mają problemy (gdyby ktoś nie wierzył, proszę sprawdzić wybrane forum od strony językowej). Dlaczego tak się dzieje? Bo wbrew pozorom – i zdaniu autorów drugiej strony dwugłosu – edukacja Internetem nie poprzedzona edukacją w domu i w szkole nie przyniesie spodziewanego rezultatu. Ja też jestem nauczycielem i zdecydowanie bliższy jest mi rozum niż pałka, ale będąc realistą wiem, że rozum spełnia swoją rolę tylko wtedy, gdy czas używania rozumu i długość życia z grubsza się pokrywają. W przeciwnym razie dorosły człowiek może mieć wyrywny umysł sześciolatka, a nawet okresu wcześniejszego. I wtedy bełkocze.

Prawo przewiduje kary od osiemnastego roku życia, a w niektórych wypadkach nawet ten wiek obniża. Tylko, że dotykamy tu realnego problemu: czy karać według długości używania układu trawiennego czy rozumu? Kiedy bowiem poddaje się karze człowieka niezdolnego do odpowiedzialności za siebie, bez wątpienia czyni się zło. Stare rzymskie prawo znało przecież przypadek impossibilium nulla obligatio (nikt nie jest zobowiązany do rzeczy niemożliwych).

Zauważmy jednak, że czym innym karać, a czym innym ograniczać wpływ niedojrzałości na życie publiczne. Nie jestem do końca przekonany, czy autorzy drugiego stanowiska reprezentujący dość ważny portal internetowy wpuściliby na łamy swojego dziennika podobny bełkot. Nie wpuszczą, bo nie zarobią, gdyż bełkoczący nie czytają gazet.

Nie na chamstwie w Internecie chcę się jednak skupić (aż tak drastycznego braku przedmiotów myślenia nie doświadczam nawet w sezonie ogórkowym). Chodzi o brak tożsamości. Otóż ci rzucający k…. i inne są po prostu tchórzami. Tu nie chodzi nawet o wykształcenie. Gdyby ktoś napisał, że „kiedy k… patrzy na to co się k… dzieje, to ma to k… gdzieś”, poza słabym językiem polskim można by to przełknąć, pod jednym wszakże warunkiem, iż podpisałby swoją opinię np. Jan Kowalski. Wtedy wiem, że człowiek nie lubiący określonej rzeczywistości a przy tym cham i gbur, to właśnie Jan Kowalski. Ale tego nie wiem, gdyż ów Jan Kowalski jest na dodatek tchórzem. I jak można z Janem Kowalskim dyskutować. Jeśli powie zbyt wiele i chciałoby się go pozwać do sądu, zmieni swoją… tożsamość internetową. Problem zaś w tym, że Kowalski ma kilka tożsamości internetowych, tylko żadnej osobowej i ludzkiej.

Nieco bardziej kulturalni, ale też bez tożsamości piszą blogi „życia wewnętrznego”. Nie chodzi oczywiście ani o duchowość, ani tym bardziej o wewnętrzne przemyślenia. Chodzi najczęściej o historię układu trawiennego z ostatnich 24. godzin. Przez dwadzieścia parę wieków Europa miała też problemy ze staropanieństwem czy starokawalerstwem (w Polsce płaciło się nawet „bykowe”), ale nikomu do głowy nie przyszło spowiadać się publicznie z tego, że nikt mnie nie chce. Czlowiek na forum dzielił się owocami intelektu i pracy rąk własnych, resztę „owoców” pozostawiał gdzie indziej. Dzisiaj przeciwnie – najbardziej intymnym organem człowiek XXI wieku jest rozum. I chyba pora tę parodię zatrzymać.  

Trzeba więc karać nadużycia. Ale nie tych biednych, którzy nie są zdolni do niemożliwego, tylko tych, którzy tych biednych i niedorozwiniętych wykorzystują marketingowo.

I nie wmawiajmy sobie, że debata publiczna w której biorą udział anonimowi rozmówcy do czegokolwiek prowadzi. A gdyby ktoś wątpił w prawdziwość moich słów, proponuję eksperyment: w najbliższych wyborach zagłosujmy tylko na tych forach z ch… i k… i nie podpisujmy się prawdziwym nazwiskiem. Liczy się przecież efekt możliwości debaty… A zanim zagłosujemy, przestańmy sponsorować dzienniki internetowe, które dopuszczają ch… i k… na forach. Ciekawe czy gratisowo utrzymają te fora? Chyba, że to ja się mylę i przegapiłem coś w naszej rzeczywistości. Na wszelki wypadek sprawdzę za chwilę czy nazwisko jest jeszcze obowiązkowe a język polski językiem urzędowym.

Autor

Jarosław A. Sobkowiak

Nauczyciel akademicki. Zakres badań: antropologia i aksjologia kultury, etyka, hermeneutyka filozoficzna i teologiczna, moralność w aspekcie "intellectus fidei".

7 myśli do „Chamstwo w internecie”

  1. Psychologia tłumu w piękny sposób pokazuje, jak trudno jest wprowadzić ograniczenia technologiczne w tej drażliwej części internetu. Korzystając z niej, zachłystując się wręcz nią, daje się wyraz najniższym instynktom i upust emocjom, których nie skaziła żadna refleksja ani myśl, a jedynie impuls. Kiedy pojawiają się rozwiązania uwierzytelniające tożsamość użytkowników (np. logowanie, standardy OpenID i pokrewne) chowa się za psychologią tłumu krzycząc wszem i wobec, że oto zagarnia się nam brutalnie naszą prywatność i prawo do niej. Dlaczego więc tak bezstresowo obrzucamy nią innych, których de facto ona nie interesuje?

    Dzięki rozwiązaniom podobnym cenzurze, nasze dzieci nie są obrzucane wszystkimi zaletami i wadami rzeczywistości (np. schematy narządów i organów w podręcznikach zamiast zdjęć wnętrzności) – dlaczego rezygnuje się z tego w coraz młodszym wieku na rzecz polityki „każdy sobie sterem, żeglarzem i okrętem”? Nie zwraca się uwagi na to, że i okręt niejako w dzierżawie (złośliwi komentujący nie tworzą sami stron, na których się udzielaja, ani nie utrzymują serwerów i nie dbają o łącza internetowe), i ocean wspólny.

  2. Warto chyba słowo dopowiedzieć do tego o czym pisze Pani Ewa. Jak pozbyć się głupawych komentarzy? Myślę, że jesteśmy w o tyle szczęśliwej sytuacji, że strona jest prywatna. Oznacza to, że można dyskutować z poglądami, polemizować ze stanowiskiem a reszta, która byłaby wulgarna i nie na temat po prostu ląduje w koszu. I nie jest to bynajmniej cenzura, lecz „skierowanie na okrzesanie”

  3. Witam!
    Weszłam tu w poszukiwaniu czegoś interesującego do czytania i spotkała mnie niespodzianka (bo pisałam dziś na podobny temat).
    Coraz częściej spotykam się na moim blogu z głupimi komentarzami bez podpisu lub z zaproszeniami na blogi zawierające najintymniejsze szczegóły z życia ich autorów (tylko sami autorzy wstydzą się pokazać twarz lub podać imię). Zastanawiałam się czasem: co kogo obchodzi, że mała zrobiła kupę i w jakich pozycjach dziewczyna obcowała ze swoim „Misiakiem” (i wcale nie wchodzę na „blogi dla dorosłych”, żeby znaleźć takie informacje)? No i co mam zrobić z komentarzem, na który nie mogę odpowiedzieć? A ile podobnych tekstów można przeczytać pod artykułami na znanych polskich portalach? Takie rzeczy podnoszą mi ciśnienie, ale wyeliminowanie chamskich tekstów i prymitywnych blogów chyba na zawsze pozostanie w sferze marzeń… Ale marzenia są piękne.
    Pozdrawiam serdecznie.

  4. Problem dotyczy wulgarności i nowych mediów. Wulgaris – pospolity, ludowy, w negatywnym znaczeniu także: prostacki. Internet to medium wulgarne. Pierwsze medium masowe w pełnym tego słowa rozumieniu. Medium tworzone nie tylko dla mas przez elity (jak radio, prasa czy tv), ale też tworzone przez masy dla mas.
    I tu myślę, tkwi źródło problemu. Nie mieliśmy dotąd takiego medium, które wymknęło się spod kontroli elit. Elity stały na straży kultury, także językowej. A współcześnie kultura staje się sprawą pospolitą, uwolnioną od normatywności. W internecie ta pospolitość i ludowość uwalnia wypowiedzi prostackie.
    Problem wulgarności jest bardzo złożony (mogłoby powstać interesujące magisterium). W dyskusjach internetowych jest dowodem braku ukształtowanej kultury komunikacji, która wynika z braku ukształtowanego charakteru, którego elementem jest panowanie nad emocjami. Kiedy bywamy wulgarni to pod wpływem silnych emocji, bardzo różnych: ból, wypadek, bramka samobójcza itp. Ale kiedy nadmiernie stosujemy wulgarność to albo nasze emocje są współcześnie nadmiernie silne albo raczej słabiej przykładamy się do kształtowania opanowania, charakteru i komunikacji.
    Pozdrawiam wakacyjnie.

  5. Blogi … (tu padają nazwy – zostały wycięte przez administratora strony, gdyż w dyskusji chodzi o meritum) to „siedliska” chamstwa, omijać, omijać. Najlepiej chyba jest budować własną „bazę” blogów i korzystać z RSS – tak jak ja w przypadku tego bloga ;) Innymi słowy: umiejętność wyboru źródeł to podstawa.

    Moim zdaniem warto czasem nazywać rzeczy po imieniu. Nie boję się przeklinać jeśli są ku temu powody. Nie traktuję „….” (brak słówka w słowniku języka polskiego – ingerencja administratora) jako przecinków. Ale nie chcę łagodzić świata, „przyjemnym dla ucha” dyskursem. Co nie sprawia, że ktoś, kto myśli podobnie jest od razu chamem ze sztachetą. Pozdrawiam!

  6. Panie Dawidzie,
    Myślę, że co do istoty to się zgadzamy. Ja też nie jestem za karaniem chamstwa (czyli niezdolnych do mówienia inaczej), lecz za karaniem tych, którzy dają takie możliwości. I zapewniam Pana, że nie chodzę po części szczególnie zaśmieconej, lecz znajduję przejawy chamstwa nawet na blogach typu onet.pl, gazeta.pl, itp. Co zaś do tego, czy słowo „wkurzać” to za mało, żeby wyrazić emocje, odpowiedź mam jedną: w języku polskim drugiego wspomnianego przez Pana słowa po prostu nie ma. To podobnie jak wkurzony człowiek może walnąć pięścią w ścianę, albo w gębę. Może. Ale chyba jednak jest różnica?

  7. Witam, myślę, że należy tu zająć postawę zdroworozsądkową. Karać z urzędu za chamstwo? Niemożliwy do zrealizowania idiotyzm. Jeśli ktoś mnie obrazi w internecie – na forum, blogu etc, to mam możliwość zareagowania, łącznie z drogą sądową. Ale bez przesady!

    I jeszcze jedno. Jakoś te przekleństwa urosły do rangi symbolu. Ale jak ktoś przeklina to jeszcze nie oznacza, że jest chamamem. Bliskie jest mi zdanie Kazika Staszewskiego: Dlaczego mam mówić, że coś mnie wkurza, skoro mnie wkurwia?

    A jeśli ktoś chce mniej chamstwa w sieci, niech unika miejsc gdzie go najwięcej. Mnie udaje się to od wielu miesięcy. Nie mam czasu na chamstwo ;)

Możliwość komentowania jest wyłączona.