Mówiąc Francji „au revoir”

McLuhan powiedział kiedyś, że człowiek komunikował się zawsze, natomiast nadchodzi czas nie tyle wzmożonej komunikacji, co utopii komunikacji, gdyż będzie to nie tyle komunikacja ludzi, co raczej technik. Siedząc już prawie na walizkach, stawiam sobie pytanie, jaki jest główny problem kraju, który opuszczam. W odniesieniu do Polski odpowiedź byłaby prosta: bieda, bezrobocie. A Francja? Wydaje się, że czarne przepowiednie się sprawdziły: plagą stała się samotność. I to bynajmniej nie samotność spowodowana brakiem pieniędzy, środków czy możliwości przemieszczania się. Jest to samotność bytów komunikujących.

                Czym jest więc komunikacja dzisiaj? Jest fenomenem podbudowanym takimi terminami jak np. Norberta Wienera: nowy człowiek czy Oświecenie mediologiczne, A Turinga, test na myślenie maszyn, czy wreszcie J. Lacana, który wydobył wnętrze na zewnątrz. Konsekwentnie więc pytam: Czy stałem się nowym człowiekiem, czy doświadczyłem oświecenia, czy tylko stałem się sprawniej myślącą maszyną, której jakość sprawdza się w narodowym teście na inteligencję?

                Druga zasada termodynamiki wsparta zasadą entropii mówi, że materia w stanie naturalnym dąży do maksymalnego nieładu. Jeśli by wierzyć tej zasadzie, to żyjemy w prawdziwie naturalnym stanie. Dręczy mnie tylko pytanie: Czy w naturze samotność jest czymś naturalnym?

Uwaga: Teraźniejszość!

Kończy się lato, wakacje, urlopy. Zbliża się czas powrotów. Wypada i mnie powrócić, ale dokąd? Do teraźniejszości, do przeszłości czy do przyszłości? Odpowiedź wydaje się banalnie prosta. Ale można pytać dalej: Do jakiej teraźniejszości chcę wrócić? Czas powrotów, to również czas naszych wielkich rocznic narodowych. Myślę, że nikogo nie trzeba przekonywać do naszej alergii na przesadną dawkę przeszłości. Zresztą samo życie nas nie rozpieszcza i teraźniejszość po prostu nas pochłania. Czy jednak osławione hic et nunc jest receptą na wszystko?

                W filozofii już jakiś czas temu przerabiano i przyswojono tezę, iż nie ma przyszłości bez przeszłości, a relację do wspomnianych wyrabia się przecież w teraźniejszości. Mając jednak niewiele czasu, z przeszłości można się rozgrzeszyć, w przyszłość wejdziemy jak do ziemi obiecanej, pozostaje tylko kłopot z teraźniejszością, to znaczy z tym, jak ją wybrać i sensownie przyswoić. Jeśli bowiem ona nas przeraża i jedyną pociechą są wielkie zrywy historii – mieliśmy wielkich Polaków – to czy będziemy ich mieć w przyszłości?

                Może zatem warto pomyśleć jak człowiek radził sobie w przeszłości. Potem spróbować wyobrazić sobie swoją przyszłość. W końcu osiąść w teraźniejszości, traktując ją z jednej strony w kluczu hic et nunc, z drugiej jako miejsce swoistej duchowej, ludzkiej i intelektualnej pielgrzymki. Z małym jednak dopowiedzeniem: dobry pielgrzym wywiera piętno na miejsce, które zwiedza, jednocześnie dopuszczając, by to miejsce mogło odcisnąć piętno na nim samym. Pozostaje więc postawić przed sobą znak: uwaga: teraźniejszość?

Żyj kolorowo

Wakacyjny nastrój udziela mi się coraz częściej. Dzisiaj przyszły mi na pamięć słowa innej piosenki: żyj kolorowo. Współgra to z leżącą na moim biurku „Polityką”, szczególnie z artykułem Jacka Żakowskiego Jak zrobić dzieci? Wczoraj rozmawiałem z jedną bardzo szacowną Francuzką. Rozmawialiśmy o wolności, tolerancji, potem o wizycie papieża w Lourdes. I właśnie w kontekście wizyty papieża moja rozmówczyni stwierdziła, że do Lourdes pojadą tylko dewotki, Portugalczycy i „kolorowi”, jeśli mają pieniądze. „Kolorowi”. To słowo nie jest słyszalne na salonach, natomiast jest wszechobecne przy okazji wyrażania niechęci do tego, przed czym Francuzi przez lata uciekali. A uciekali również przed dziećmi.

                Owi „kolorowi” przypominają o bardzo fundamentalnych, ludzkich sprawach. Przypominają, że wiara ma sens, że można zachwycić się deszczem, że można urządzić świetną zabawę praktycznie bez pieniędzy, i że można mieć dzieci… Ile? W miłości kalkulacja towarzyszy życiu, nie zaś je organizuje. I może właśnie dlatego „kolorowi” są chodzącym wyrzutem sumienia dla tych, którzy zmarnowali sobie życie a teraz czekają, żeby piesek czy kotek okazał się bardziej wdzięczny. Zwierzęta niestety też potrafią się mścić za pozbawianie ich dzieci.

                Tak czy inaczej, przeżywa się świat par sterylnych, pewnie niedługo przeżyje się świat singli, chociaż jeszcze za wcześnie na owoce takiego stylu życia. I może wtedy zaczniemy uczyć się od „kolorowych” jak powinien żyć „biały człowiek”. Może też wtedy zrozumiemy, że żyć kolorowo nie musi kojarzyć się ze stopą życiową, wygodą, komfortem, a może kojarzyć się po prostu z życiem.