Każdy przychodzi coś załatwić

(refleksja w III Niedzielę Wielkiego Postu)

Każdy przychodzi coś załatwić. Tak odwiedzamy sklepy, apteki, nawet kościoły. I nie ma się czym gorszyć. Tak przyszła też Samarytanka do studni. W środku dnia, po wodę, by ugasić pragnienie. Ani prorok, ani nawrócenie nie były jej w głowie. 

I nagle sytuacja może się odmienić. To już trzecia niedziela Wielkiego Postu. W ubiegłym roku pożar katedry Notre Dame. W tym roku koronawirus. Triduum Paschalne przed telewizorem. A może też wirtualne spacery majowe. A może ostatni spacer…

Zaplanowana spowiedź, a jej nie ma. Zaplanowane nawrócenie od trzeciej niedzieli, a tu zakaz załatwiania swoich spraw w kościele.

A może Bóg daje nam inną szansę i inny sposób pojmowania łaski i wiary? Z reguły łaskę uprzedzają nasze plany. A może Bóg chce pokazać, że to nie nasza pokuta rodzi łaskę, ale że łaska rodzi prawdziwą pokutę?

A my tak często liczymy na naszą pobożność, na nasze pokuty i posty (nie mylić z postami na fb).

I czasem bunt „starszej pani” przed zamkniętym kościołem przypomina bunt przed drzwiami zamkniętego supermarketu.

Bo przecież przyszła coś załatwić…

Każdy ma swoją drogę

(refleksja w II Niedzielę Wielkiego Postu)

Droga Przymierza Abrahama wiedzie od Ur Chaldejskiego do Kanaanu. Ale czy całą tę drogę przeszedł Abraham sam? Często pomijamy szczegółowość biblijnego opisu. Kiedy Bóg przychodzi do Abrahama przypieczętować przymierze, wtedy padają znamienne słowa: „Wyjdź z domu twego ojca”. To znaczy skąd? Z Ur Chaldejskiego?

Opisywana scena dzieje się w miejscowości Charan. Do tego miejsca przyszedł ojciec Abrahama Terach, gdy wyruszył z Ur do ziemi obiecanej. W pewnym momencie zatrzymał się na dłużej, właśnie w Charanie. I to z Charanu podejmie dalszą drogę Abraham. Po części więc jest on „niesiony” przez ojca z Ur do Charanu, po części z Charanu, dalej ku ziemi obiecanej, będzie musiał pójść sam.

Co to oznacza? Po pierwsze to, że na drodze wiary nie jesteśmy tymi, którzy wyruszyli pierwsi. Ktoś nas niósł aż do miejsca przymierza (Kościoła, sakramentów, nawrócenia). Tę drogę odbyliśmy z kimś, a właściwie ktoś ją zrobił za nas, „niosąc” nas do ziemi obiecanej. Po drugie, opisane w Ewangelii Przemienienie Pańskie pokazuje pokusę zbudowania namiotów. To „ziemia ojców”, „wiara ojców” będzie naszą ziemią obiecaną. I kiedy tak właśnie myślą, dostają nakaz zejścia z góry w codzienność, by w dalszą drogę pójść na własnych nogach.

Pamiętajmy o niebie, ale krocząc po ziemi. A krocząc po ziemi pamiętajmy, że to nie jest jeszcze niebo. I że nawet w naszej najlepszej tradycji ojców, nowe pokolenie usłyszy od Boga to, co usłyszał Abraham: „Wyjdź z ziemi twego ojca”. Wyjdź i buduj własną wiarę na własnej drodze.

Poznacie prawdę, a prawda was…

(refleksja w I Niedzielę Wielkiego Postu)

Większość z nas bez problemu dopisałaby brakujące słowo – prawda wyzwoli. Jednak po dłuższym namyśle bylibyśmy już bardziej sceptyczni, przypominając sobie „formy wyzwolenia”, jakich doświadczyliśmy. Oglądając „blizny psychiczne”, jakby spontanicznie wracają wspomnienia „wyzwalającej prawdy”. Odarła nas nie tylko z dobrego imienia, pozbawiła takiego czy innego miejsca w życiu społecznym. Najdelikatniej… ośmieszyła w oczach innych. Moc prawdy?

Logicznie więc pojawia się – jako lepszy wybór – niewola kłamstwa. Ona nie wyzwala, ale pozostawia w świętym spokoju. No właśnie, „święty spokój”, to nie jest pojęcie, które pojawiło się w literaturze ascetycznej czy mistycznej. Święty spokój to swoisty owoc przemyśleń ludzi wypędzonych z raju. „Święty” jest resentymentem za pierwotną niewinnością, „spokój” za pogodzeniem się z faktem, iż „miałeś… złoty róg”.

Praktycznie nie mamy więc spokoju. „Święty” każe myśleć o przeszłości, „mącony iluzjami”, myśleć o przyszłości. Nie dać się więc skusić, lecz uczyć się na cudzym doświadczeniu.

Tym cudzym doświadczeniem jest doświadczenie pokus, o jakich mówi I Niedziela Wielkiego Postu. Jezus jest kuszony przez fakt Wcielenia (stania się człowiekiem). Oznacza to, że pokusy działają wyłącznie w granicach stworzenia. Czy jednak egzystując w swoim człowieczeństwie można przechytrzyć kusiciela i wyrwać się poza granice stworzenia?

W Wielkim Poście dostajemy dwie wskazówki: łaska i miłość. Te dwie rzeczywistości, nawet jeśli są obserwowane w swoich przejawach w granicach stworzenia, z pewnością w tych granicach się nie wyczerpują.

Może więc warto raz skusić kusiciela: jeśli jesteś naprawdę tak wielki, to raz poddaj się łasce, jeśli jesteś naprawdę tak wszechmocny, to przynajmniej raz prawdziwie pokochaj. A jeśli nie – to czym mnie kusisz?