Boże Narodzenie

Naród kroczący w ciemnościach to po części historia życia każdego z nas. W ciemnościach wypatrujący obietnicy wyzwolenia. To pragnienie jest tak silne, że niezaspokojone grozi rezygnacją z wszelkich pragnień, może tylko poza jednym – pragnieniem stabilizacji. Pozornie ma ona niską cenę: rezygnacja z części wolności, własnych myśli, decyzji. W rzeczywistości płaci się za nią najwyższą cenę – człowieczeństwo.

Stabilizacja jest często kluczem do rozprawienia się z Bogiem. Kiedyś, „w owym czasie” Bóg musiał urodzić się poza miastem. W „naszym czasie” rodzi się w kościołach, niby w centrum naszych miast, a jednak na uboczu, poza nurtem wielkich światowych spraw. Może właśnie dlatego pierwsi widzieli Go pasterze, bo został wezwany z pastwiska, jak król Dawid.

Swoi nie rozpoznali. Ale rozpoznają ci, dla których został „dziedziniec pogan”. Tak było kiedyś (Melchizedek, królowa Saby, Hiob, święci grzesznicy z życia Jezusa) i tak jest dzisiaj. Może dlatego, że na „dziedzińcu pogan” nie łączą wspólne poglądy, tradycje. Przeciwnie, na dziedzińcu pogan dzieli praktycznie wszystko, poza jednym – człowieczeństwem.

To połączyło kiedyś Boga z człowiekiem. To może połączyć również dzisiaj: człowieka z Bogiem i z drugim człowiekiem.

Nie warto rezygnować z człowieczeństwa. Bez niego nie odnajdzie się Boga, nawet wyznając wiarę. Bez człowieczeństwa nie byłoby Bożego Narodzenia.

Wszystkim moim Czytelnikom radości z odkrywania Boga-Człowieka. Dobrego świętowania!

Odpocznijcie nieco

Przychodzi pracownik do firmy: od wielu dni nie spałem, cały swój czas poświęcam dla firmy, praca jest całym moim życiem. W poradniku pracoholika ta opowieść musiałaby się zakończyć podwyżką. Kiedy zaś uczniowie przychodzą do Jezusa i opowiadają w podobnym tonie, On daje inną odpowiedź: Odpocznijcie nieco!

To słowo słyszymy w okresie wakacji. Przypadek? Nie ma przypadków!

Czasem budujemy nasze życie w oparciu o to jak chcieliby nas widzieć inni. Taki sposób budowania wystarcza do pierwszego poważniejszego kryzysu tożsamości. Ja pocieszę (zasmucę) moich czytelników – jestem już po etapie bycia syntezą koncertu życzeń, nawet tych pobożnych. Staram się już nie biegać cały dzień, kanapki nie jem na stojąco, nie sprawdzam też przed lustrem czy wyglądam na świętego. Raczej zadaję sobie pytanie, czy nie czas pójść do fryzjera? Próbuję też godzić doczesność z wiecznością – jedna i druga perspektywa jest piękna, a ich przeciwstawianie jest schizofrenią a nie uczeniem życia wiecznego.

Człowiek niewyspany widzi tylko zagrożenia. Może dlatego tak właśnie opisujemy świat: małżeństwu zagraża zdrada, młodzieży internet. Najbezpieczniejsze jest siedzenie przy ognisku domowym. Trzeba tylko pamiętać, by wygasić ogień przed pójściem na spoczynek, bo to też zagrożenie.

A może jesteśmy po prostu niewyspani?

Człowiek, który umie odpoczywać patrzy na świat z zaufaniem i nadzieją. Zabiegany i zalękniony buduje mur wokół siebie. Ale czy człowiek jest powołany do bycia konserwatorem murów dzielących ludzi? Odpocząć. Zacząć od-początku. Biblia pięknie ten początek definiuje. Uczynić naszą egzystencjalną brzdąkaninę prawdziwą harmonią. Zachwycić się życiem, którego bronimy.

Odpocząć to również przestać udawać. To męczy najbardziej. Kiedy skóra chce odpocząć, trzeba na jakiś czas ograniczyć makijaż. Kiedy duch chce odpocząć, trzeba zrezygnować z robienia makijażu sztucznej doskonałości.

Człowiek najbardziej odpoczywa, gdy jest sobą. Dla jasności dodam – gdy próbuje być człowiekiem.

Sens świętowania

Kiedy mówimy o mijającym czasie, zakładamy przynajmniej kilka sposobów jego podziału: czas „chronos” – a więc rozpatrywany w kategoriach przeszłości, teraźniejszości i przyszłości; czas „kairos” – czas w znaczeniu religijnym, odwołujący się do prawdy o zbawieniu; czas „biblijny” – wypełniony rytmem świętowania. To sens święta nadawał rytm i sens ludzkiej egzystencji. Tak było, kiedy ludzki rozum spoczywał jeszcze na właściwym sobie miejscu. Ale coś się zmieniło…

Obchodziliśmy dzisiaj 1 maja – dawne święto ludzi pracy, kościelnie podparte wspomnieniem św. Józefa robotnika. Oczywiście mamy prawo zachowywać właściwy dystans do tej daty. Najpierw dlatego, że nie każdemu musi być bliski czas II Międzynarodówki. A po wtóre, w kontekście polskim, dzień ten kojarzy się z niechlubną tradycją PRL-u. Ale czy to jest powód, żeby uciekając od niezbyt chlubnej przeszłości wymyślać niezbyt mądrą przyszłość?

Kiedyś pytano, co obchodzą komuniści w święta Bożego Narodzenia i Zmartwychwstania, skoro nie wierzą? Ale pytanie to można odwrócić: Co obchodzą nie-komuniści w wolny dzień 1 maja? I dostarczono nam odpowiedzi: święto grillowania.

Na dodatek święto to nabrało takiej rangi, że nawet gdzieniegdzie zniesiono tradycyjny zwyczaj postu piątkowego. A przecież kiedyś 1 maja rodziny też się spotykały i też zdarzało się, że wypadał ten dzień w piątek, a jakoś nie przypominam sobie kiełbasy w ten dzień.

Można chrzcić święta, można nadawać im nowe znaczenie. Ono musi mieć jednak sens. Jeśli zaczniemy dowolnie zmieniać jego charakter, może okazać się, że ktoś np. 3 maja będzie chciał nazwać świętem kartofla – przecież to taki polski przysmak.

Ze wszystkich cnót, jakie znaczą naszą kulturę, najwyżej stała zawsze roztropność. To ona pozwalała zachować zdrowy rozsądek, mieć odpowiedni dystans do różnych transformacji obyczajów. Zbyt szybko zmieniają nam się jednak gusty i obyczaje.

Mamy zatem nowe triduum: święto grillowania, święto flagi i święto Konstytucji 3 Maja czy dla wierzących dodatkowo Uroczystość M.B. Królowej Polski.

Pamiętajmy tylko, by po nowo wprowadzonym święcie grillowania, wieszając następnego dnia flagę, utrzymać właściwą równowagę nie tylko na drabinie, ale i w życiu.