Miesiąc milczenia wystarczy

Można kogoś uczcić minutą ciszy, można i miesiącem. Ale ciszą można też obrazić, zbyć. Cisza ma sens wtedy, gdy daje potrzebny człowiekowi dystans do rzeczywistości. Nie jest ona jednak po to, by od rzeczywistości oddalać. Wracam więc do rzeczywistości, by spojrzeć na nią inaczej.

Wydarzyło się wiele. I pewnych rzeczy po czasie milczenia przemilczeć nie wolno. Pierwszą z nich jest bohaterstwo. Bohater to człowiek odznaczający się niezwykłymi czynami, męstwem i ofiarnością, zaś bohaterstwo to wyjątkowa odwaga w szczytnym celu. Czym innym zaś jest tragedia. W literaturze oznacza konflikt jednostki z siłami wyższymi, który z natury jest nieprzezwyciężalny. W wymiarze bardziej jednostkowym tragedia to po prostu jakaś sytuacja losowa, w której człowiek przegrał z siłami przyrody, z własną chorobą, niemocą. Jakkolwiek by nie definiować przywołanych słów jedno wydaje się pewne: tragedia i bohaterstwo nie są synonimami. Oczywiście możliwe jest by bohater ginął w sposób tragiczny. Z tym tylko zastrzeżeniem, że bohaterem (człowiekiem odznaczającym się niezwykłymi czynami) trzeba być również przed a nie dopiero po tragedii. Patrząc na wydarzenia trzeba bohaterów dostrzegać (również w tragedii). Ważne tylko by nie ulec „bohaterskiej obsesji” dostrzegającej ich wszędzie.

Inne słowo, które warto przywołać to hiena cmentarna. Pierwotnie oznaczała człowieka rabującego grobowce w celach zarobkowych. Później zaczęto odnosić tę nazwę również do ludzi żerujących na cudzym nieszczęściu, zbijających kapitał – można dodać – również polityczny.

I wreszcie stosunek państwo – Kościół czy raczej Kościół – polityka. Ostatnio zapytałem jednego z moich znajomych, zwolennika „obecności Kościoła w świecie”, zwłaszcza w wymiarze narodowym, co by zrobił, gdyby w życiu musiał wybierać pomiędzy Kościołem a narodem? Pomyślał chwilę i uczciwie odpowiedział: wybrałbym naród. Po chwili zastanowienia zauważyłem jednak swój błąd: naród i Kościół nie muszą stać w sprzeczności – chyba, że by stały. A wtedy ma się prawdziwy problem, bo nie rozumie się ani istoty narodu, ani Kościoła.

To tyle odnośnie do rozumienia pojęć.

Człowiek jednak nie milczy miesiąc po to, by osądzać. Milczy po to, by nabrać dystansu. A właściwego dystansu do używania określonych słów nabiera również wtedy, kiedy uświadomi sobie co one znaczą.

Autor

Jarosław A. Sobkowiak

Nauczyciel akademicki. Zakres badań: antropologia i aksjologia kultury, etyka, hermeneutyka filozoficzna i teologiczna, moralność w aspekcie "intellectus fidei".

2 myśli do „Miesiąc milczenia wystarczy”

  1. W demokracji wiele rzeczy jest możliwych. Np. głośne milczenie, radosna żałoba, korzystna tragedia, twarda ustępliwość, wrogie pojednanie, ukryta jawność, kulturalna buta, słuszne ale złe rozwiązanie itd. Podobno lepszego ustroju nie wymyślono – prawda czy fałsz?, a może demokratycznie: fałszywa prawda?

  2. Milczenie ma swoje miejsce w życiu człowieka. Są takie sprawy, jak śmierć osoby bliskiej, które niegrzecznie byłoby rozdrapywać słowami.
    W polityce milczenie nie jest jednak dobrze widziane. Człowiek który się nie odzywa jest pomijany. Z drugiej strony w opinii większości ludzi słabszemu, cierpiącemu należy się współczucie i ochrona.
    Na polityków wpływ wywierają ludzie, którzy też mają swoje emocje i uczucia. A politycy liczą się przed wyborami z opiniami wyborców. Wyborców, którzy przecież także przeżywają tragedię.
    Trudno dziś określić kto wyjdzie z tej swoistej „walki przedwyborczej” wygrany: czy ci którzy cierpią i milczą czy ci którzy milczą i grają. Być może tę przeciągającą się ciszę przerwą dopiero sami wyborcy.

Możliwość komentowania jest wyłączona.