Bóg się rodzi…

Po raz kolejny rodzi się Bóg. I zanim się narodzi nie jest najważniejsze wyrwanie kartki z kalendarza. Bo może już się narodził, może narodzi się za kilka dni, może też w tym roku dla kogoś się nie narodzi.

Człowiek może Go nie chcieć. Na tym polega Wielkość Boga.

Czasem nie chce dlatego, że przybija go szereg codziennych spraw. Czasem w przedświątecznej bieganinie nie starcza już czasu na Boga.

On się jednak rodzi. A ta szczególna noc Narodzenia Pańskiego jest po to, by po niej przyszedł nowy poranek – z Bogiem zrodzonym w sercu.

Autor

Jarosław Andrzej Sobkowiak

Dyrektor Centrum Komunikacji Społecznej i Cyfrowej UKSW, nauczyciel akademicki, Instytut Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW, Katedra Teorii, Etyki i Prawa Mediów. Aktualny zakres badań: kognitywistyka komunikacji, etyka i metaetyka dziennikarska, komunikacja religijna. Wcześniejsze badania: hermeneutyka filozoficzna, podmiot w procesie komunikacji, nowy porządek moralny a nowy porządek światowy

5 myśli do „Bóg się rodzi…”

  1. Wiele ludzi mówi, że to są święta rodzinne jest czas na tworzenie się więzi poprzez łamanie się opłatkiem, wspomnienia, odnowa życia towarzyskiego i rodzinnego…Czy to nie może mieć miejsca w jakikolwiek inny dzień w roku? Czy do tego są nam potrzebne święta Bożego Narodzenia?
    Dla mnie sens Bożego Narodzenia jest wtedy gdy narodzi się we mnie i gdy się z Nim zjednocze.
    Kto wierzy w Boga i przyjmuje Go, staje się jego dzieckiem , kto zaś odrzuca Go, ten pozostaje w ciemnościach…Chrystus przez swoją łaskę, przez danie nam życia Bożego, ma się w nas narodzić i stać się Zbawcą każdego z nas.

  2. Tak, Wielkość Boga polega na tym, że przychodzi do człowieka, który może Go nie chcieć. A jednak Bóg się rodzi z miłości do ludzi. A kiedy człowiek w wolności odrzuca Boga – a prawdziwa wolność to wybór największego dobra – to czy taka wolność nie jest przypadkiem w pewien sposób “zdeformowana”?

  3. Czy Bóg rodzi się tylko w tę jedną noc w roku?
    Dla mnie rodzi się się z każda podejmowaną decyzja. To od moich wyborów zależy czy będzie tak, że “przyszedł do swoich, a swoi go nie przyjęli…” czy jednak w moim życiu znajdzie się dla Niego miejsce…Wybieranie Boga,w codziennych, tych najmniejszych decyzjach, wpuszczanie Go w swój świat- to własnie jest dla mnie Boże Narodzenie.

  4. Odrzucić może, bo chce. Po prostu. Bądź dlatego, że taka jest jego chwilowa lub stała kondycja. Bo obraził się na Boga, że coś mu nie wyszło, czegoś nie dostał, coś w jego życiu wydarzyło się inaczej niż przewidywał.
    Wolność człowieka nie mierzy się jedynie tym, że wybiera Boga ale i tym, że może go świadomie odrzucić. Poza tym…dla niewierzących czy innowierców Bóg też się rodzi…a oni Go nie przyjmują-więc jednak można.

  5. Obok wielkości Boga istnieje też, na inną miarę oczywiście, wielkość człowieka. Z tą wielkością związana jest decyzja. Człowiek może “żyjącego” Boga odrzucić, ale czy ma prawo odrzucić lub w imię czego miałby odrzucać – możemy przywołać sparafrazowane słowa JPII.

Możliwość komentowania jest wyłączona.