Sens świętowania

Kiedy mówimy o mijającym czasie, zakładamy przynajmniej kilka sposobów jego podziału: czas „chronos” – a więc rozpatrywany w kategoriach przeszłości, teraźniejszości i przyszłości; czas „kairos” – czas w znaczeniu religijnym, odwołujący się do prawdy o zbawieniu; czas „biblijny” – wypełniony rytmem świętowania. To sens święta nadawał rytm i sens ludzkiej egzystencji. Tak było, kiedy ludzki rozum spoczywał jeszcze na właściwym sobie miejscu. Ale coś się zmieniło…

Obchodziliśmy dzisiaj 1 maja – dawne święto ludzi pracy, kościelnie podparte wspomnieniem św. Józefa robotnika. Oczywiście mamy prawo zachowywać właściwy dystans do tej daty. Najpierw dlatego, że nie każdemu musi być bliski czas II Międzynarodówki. A po wtóre, w kontekście polskim, dzień ten kojarzy się z niechlubną tradycją PRL-u. Ale czy to jest powód, żeby uciekając od niezbyt chlubnej przeszłości wymyślać niezbyt mądrą przyszłość?

Kiedyś pytano, co obchodzą komuniści w święta Bożego Narodzenia i Zmartwychwstania, skoro nie wierzą? Ale pytanie to można odwrócić: Co obchodzą nie-komuniści w wolny dzień 1 maja? I dostarczono nam odpowiedzi: święto grillowania.

Na dodatek święto to nabrało takiej rangi, że nawet gdzieniegdzie zniesiono tradycyjny zwyczaj postu piątkowego. A przecież kiedyś 1 maja rodziny też się spotykały i też zdarzało się, że wypadał ten dzień w piątek, a jakoś nie przypominam sobie kiełbasy w ten dzień.

Można chrzcić święta, można nadawać im nowe znaczenie. Ono musi mieć jednak sens. Jeśli zaczniemy dowolnie zmieniać jego charakter, może okazać się, że ktoś np. 3 maja będzie chciał nazwać świętem kartofla – przecież to taki polski przysmak.

Ze wszystkich cnót, jakie znaczą naszą kulturę, najwyżej stała zawsze roztropność. To ona pozwalała zachować zdrowy rozsądek, mieć odpowiedni dystans do różnych transformacji obyczajów. Zbyt szybko zmieniają nam się jednak gusty i obyczaje.

Mamy zatem nowe triduum: święto grillowania, święto flagi i święto Konstytucji 3 Maja czy dla wierzących dodatkowo Uroczystość M.B. Królowej Polski.

Pamiętajmy tylko, by po nowo wprowadzonym święcie grillowania, wieszając następnego dnia flagę, utrzymać właściwą równowagę nie tylko na drabinie, ale i w życiu.

Dziedzictwo jakie nam zostawił

Minął już pierwszy miesiąc od śmierci Jana Pawła II, minął też miesiąc od momentu wyboru Benedykta XVI na Stolicę Piotrową. Czas więc zapytać, co przetrwało z tego zapału, jaki był udziałem Polaków na przełomie marca i kwietnia. Pora zapytać o kondycję religijno-moralną pokolenia „JP II”.

                Niewątpliwie wykupiliśmy możliwie wszystkie książki papieskie i prawie wszystkie o Nim. Kończą się też zapasy książek napisanych przez kardynała Josepha Ratzingera. Czy oznacza to, że nadrobiliśmy „czas stracony”? Czy teraz jesteśmy już mocniejsi o prawdziwą treść nauczania Jana Pawła II?

                Przed tygodniem odczytano w kościołach w Polsce list biskupów zachęcający wiernych do ocalenia dziedzictwa papieża. Przypomniano, że nie chodzi o pomniki, lecz o żywą pamięć w sercach żywych ludzi. Agencje informacyjne zapoznawały nas z inicjatywami, jakie podjęto w celu ocalenia dziedzictwa papieża. Pozostało tylko pytanie: Co zrobiłem ja sam? Ile encyklik przeczytałem? Co przemyślałem? Dziedzictwo, które przetrwa tylko w instytucjach podobne jest do martwego ciała. Jest dobrze zabalsamowane, więc przetrwa. By jednak ożyło potrzebuje żywych. Potrzebuje nas wszystkich.