… przez Krzyż

Zarówno dla przekonanych, jak i dla opornych musi być zgoda co do jednego – Krzyż Chrystusa w kulturze polskiej jest i pozostanie jej stałym elementem. Chcę jednak z całą mocą podkreślić: Krzyż Chrystusa. Porządkuje to od razu dwie sprawy. Po pierwsze, krzyż nie jest tylko figurą dwóch skrzyżowanych belek, z których można zrobić wszystko. Po drugie, nawet w naszej kulturze nie czci się relikwii krzyża osób, które zostały ukrzyżowane w pewnym okresie dziejów, za przestępstwa w ten sposób karane przez ówczesne prawo. Zatem, kiedy mówimy o Krzyżu jako symbolu naszej wiary, mówimy tylko o takim krzyżu, z którym wiąże się wiarę w Chrystusa, który na nim umarł.

Od czasu do czasu wraca jednak krzyż jako element innej walki. Można by napisać wiele rozpraw na temat tego, w jaki sposób wykorzystywano krzyż do różnego rodzaju rozgrywek ideologicznych. Ileż to rzeczy próbowano załatwić „przez krzyż”.

W ostatnich tygodniach również w naszej ojczyźnie powrócił temat krzyża. Dołączono do niego spory o miejsce krzyża w życiu społecznym, podzielono ludzi na tych, którzy są „za” i „przeciw”. Zapomniano tylko o jednym – że w ostatnim sporze chyba nie tylko o krzyż chodzi.

Spróbuję uzasadnić moją tezę. Otóż, kiedy na początku pojawiła się idea zabrania krzyża spod pałacu prezydenckiego, wielu słusznie zaczęło się zastanawiać czy rzeczywiście nie chodzi o walkę z krzyżem. Bo jeśli by tak było, to trzeba o niego walczyć. W pewnym momencie jednak zrodziło się porozumienie – krzyż nie musi już dzielić. W tym porozumieniu uczestniczy również lokalny Kościół. Krzyż znajdzie godne miejsce upamiętnienia tragedii, ci zaś, którzy go postawili nie czują się dotknięci. A jednak byłaby to zbyt rychła nadzieja. Przecież krzyżem można jeszcze coś ugrać. Zastanawiam się nad jednym: gdyby pod płotem któregoś z zagorzałych obrońców krzyża zmarł bezdomny, czy zgodziłby się postawić w ogródku krzyż upamiętniający. Dalej, symbole religijne powinny być tam, gdzie wyrażają wiarę tych, którzy je stawiają. Czy krzyż pod pałacem, pod którym – zgadzając się na demokrację, raz będzie prezydent wierzący, innym razem np. ateista – jest sens stawiać znak, który nie będzie doznawał powszechnego szacunku? Wreszcie, ostatni argument, który pokazuje chyba najbardziej prawdziwe intencje „obrońców” krzyża dotyczy tego, że krzyż powinien stać pod pałacem aż do czasu postawienia pomnika. Rodzi się tylko pytanie, czy godzi się zamieniać krzyż na pomnik? A co wtedy z krzyżem jako symbolem. Pomnik wystarczy? Będziemy w naszym narodowym kościele modlić się do pomników zamiast Krzyża Chrystusa?

Nie jestem oczywiście naiwny, że i przeciwnicy Krzyża Chrystusa, przez tę nieobecność krzyża chcą ugrać swoje. Jestem zatem przeciwko tym, którzy chcą krzyża pod pałacem na siłę, jak i przeciwko tym, którzy na siłę chcą ten krzyż wyprowadzić. Jestem przeciwko jednym i drugim, bo krzyż zaczyna być traktowany instrumentalnie. A żeby było jasne, sam jestem obrońcą Krzyża Chrystusa i należę do głęboko przekonanych o znaczeniu symboli w życiu publicznym.

Przeraża mnie jednak taka wiara, w której idea Krzyża Chrystusa – MIŁOŚĆ – zostaje zepchnięta na margines. Ratując krzyż, zabija się miłość jako przesłanie. Chrystus umierał poza murami miasta, kiedy miasto Go nie chciało. Mógł posłać zastępy niebieskie i umierać na dziedzińcu świątyni, albo pod pałacem Heroda czy Piłata. On jednak zostawił człowiekowi swój Krzyż i wolność. Bo wymuszana miłość przestaje być MIŁOŚCIĄ.

Prawda Katyńska

Prawda was wyzwoli…

To stwierdzenie nie musi mieć adresata, gdyż każdy z nas w jakimś wymiarze swojego życia zaciera większą czy mniejszą prawdę. Tak zacierano przez lata prawdę o Katyniu. Spierano się najpierw o to, KTO to zrobił, by ostatnio doprowadzić spór do zupełnego absurdu: KTO tam zginął?

Wobec dzisiejszej tragedii już chyba największy kłamca nie będzie miał odwagi kłamać dalej. Jeśli w zadumie prześledzi się listę nazwisk osób, które zginęły w drodze na uroczystość oddania czci zamordowanym, chyba już nikt nie będzie wątpił, że nie było to zbiorowe złudzenie. Że w Katyniu był mord, że zrobili to konkretni ludzie w konkretnym czasie. I że zginęli tam – przed laty –  szczególni Synowie Polskiej Ziemi.

Katyń pokryją nowe tablice i nowe wspomnienia. I na zawsze pozostanie to miejsce już nie tylko miejscem pamięci ofiar sprzed lat, ale ostrzeżeniem dla Europy i jej niepamięci. To miejsce będzie odtąd świadkiem nowego przesłania: przesłania o wyzwalającej mocy PRAWDY.

Coś co daje do myślenia…

Niewątpliwie film Stephana Daldry Lektor daje do myślenia. I wbrew pobieżnym recenzjom, nie chodzi o problem inicjacji seksualnej. Chodzi o prawdę o człowieku, historii… Prawdę, o którą nie trzeba się spierać, lecz o której trzeba pomyśleć. Wraca w nim bowiem stary, nieunikniony temat: słuszne.

Najbardziej trafne usytuowanie tego pojęcia zdaje się być pomiędzy legalnym a dobrym. Bohaterka filmu z jednej strony próbuje siebie usprawiedliwić, z drugiej zaś nie bardzo wie za co: przecież to, co robiła było legalne. W tym samym czasie rozprawiamy się z historią odznaczając bohaterów za to, że podejmowali coś, co było nielegalne. Pojawia się zatem nowy wątek myślenia o słusznym – słuszne pomiędzy nielegalnym a dobrym.

Słuszne może być życie, postępowanie. Ale żeby orzec o nim „słuszne”, trzeba je koniecznie umieścić pomiędzy prawem a etyką. Prawem, które podąża za życiem, by je porządkować i dobrem, które uprzedza działanie, by podążało za nim życie. Ważne jest jednak, by prawo nie musiało porządkować wszystkiego, bo prawo idzie za życiem, a w życiu można zbyt dużo zniszczyć, zaprzepaścić.

Kiedy mówi się o prawdziwych naukowcach nie ma się na myśli wykształconych wymyślaczy rzeczywistości, lecz twórczych jej obserwatorów. Podobnie jest z koncepcją dobra. Dzisiaj nie cieszą się zbyt wielkim szacunkiem takie zawody jak moralista czy etyk – chciałoby się powiedzieć: I słusznie! To czym się zajmują, uważane jest bowiem za nierealne, nierzeczywiste. Może to i racja, jeśli rozumie się je jako racjonalne wymyślanie moralnych przygód. Jest bowiem wbrew pozorom – i wbrew książkom o racjonalności pozorów – tylko jedna etyka, tak jak jest tylko jedna rzeczywistość. I ta jest do twórczego odkrywania. Wtedy można jednoznacznie ocenić życie, a właściwie nie życie. Można wtedy ocenić czy się żyło czy tylko pozorowało.

Ten film musi dzielić ludzi, ale nie tak jak przyzwyczaiła nas demokracja i tolerancja. Ten film musi dzielić ludzi jak podzielił świat Kopernik na to, co przed i po. Słuszność nie jest wypadkową demokracji. Jest owocem poszukiwań tego, co istnieje naprawdę. Wszystko inne można uczynić legalnym, a nawet etycznym – czyli wymyślaną racjonalnością zachowań. Słuszność nie stoi po żadnej ze stron. Słuszna jest RZECZYWISTOŚĆ, ale nie ta tworzona z domieszką błędu, lecz TA, Z KTÓREJ WSZYSTKO SIĘ STAŁO, A BEZ KTÓREJ NIC SIĘ NIE STAŁO, CO SIĘ STAŁO… rzeczywiste.

I niech mi Czytelnik wybaczy, że tym razem nie dam możliwości komentarza. Przyszedł chyba czas, by zacząć odkrywać to, co jest, a nie to, co się wydaje. I w tym sensie nie interesuje mnie ani opinia większości, ani mniejszości. One nie usprawiedliwią. Usprawiedliwia tylko sumienie… słuszne. To, którego nie da się wpisać pomiędzy legalne i dobre. Usprawiedliwi tylko sumienie: mnie – moje, Ciebie – Twoje.