Naprawdę, chciałbym się mylić

Krzyż został, przynajmniej na razie. Nie chcę oceniać żadnej ze stron, nie chcę też nikogo pozbawiać jego racji. W demokracji trzeba nauczyć się szanować innych. Jak to głupio brzmi, w demokracji. Przecież każdy wierzący tę lekcję powinien mieć zaliczoną nie z demokracji, lecz z Ewangelii. Może rzeczywiście wszystkich nas dopada już ta nowomowa i nowe myślenie.

Ale wracając do tematu, chciałbym się mylić, żeby moi czytelnicy mogli mi powiedzieć, a jednak chodziło tylko o krzyż. Jeśli mnie jednak intuicja nie zawodzi, za chwilę będzie problem Muzeum Powstania, potem wraku samolotu z katastrofy smoleńskiej, aż po powrót, już nie powodzi – lecz powodzian. Oczywiście nie dla nich, większość z nich zima zaskoczy pod gołym niebem.

Prawda, że mamy wiele spraw, że tych spraw trzeba bronić. Ale odnoszę wrażenie, że żadna z tych wielkich spraw nie osiąga swego finału, lecz służy interesom „po drodze”. Dobro wspólne ma to do siebie, że nie wystarczy, iż ma się na myśli dobro określonej tylko grupy ludzi. Zorganizowana grupa przestępcza też działa w imię dobra wspólnego, oczywiście ich.

Kiedy czyta się psalmy i szuka przedmiotu dobra wspólnego, jest on właściwie podwójny, trochę nawiązujący do przykazania miłości Boga i bliźniego. Jest nim chwała Boża i Pokój. Oby jedno i drugie nastąpiło w naszej Ojczyźnie i obym się mylił, niedowierzając w czystość intencji aktualnych obrońców dobra wspólnego.

… przez Krzyż

Zarówno dla przekonanych, jak i dla opornych musi być zgoda co do jednego – Krzyż Chrystusa w kulturze polskiej jest i pozostanie jej stałym elementem. Chcę jednak z całą mocą podkreślić: Krzyż Chrystusa. Porządkuje to od razu dwie sprawy. Po pierwsze, krzyż nie jest tylko figurą dwóch skrzyżowanych belek, z których można zrobić wszystko. Po drugie, nawet w naszej kulturze nie czci się relikwii krzyża osób, które zostały ukrzyżowane w pewnym okresie dziejów, za przestępstwa w ten sposób karane przez ówczesne prawo. Zatem, kiedy mówimy o Krzyżu jako symbolu naszej wiary, mówimy tylko o takim krzyżu, z którym wiąże się wiarę w Chrystusa, który na nim umarł.

Od czasu do czasu wraca jednak krzyż jako element innej walki. Można by napisać wiele rozpraw na temat tego, w jaki sposób wykorzystywano krzyż do różnego rodzaju rozgrywek ideologicznych. Ileż to rzeczy próbowano załatwić „przez krzyż”.

W ostatnich tygodniach również w naszej ojczyźnie powrócił temat krzyża. Dołączono do niego spory o miejsce krzyża w życiu społecznym, podzielono ludzi na tych, którzy są „za” i „przeciw”. Zapomniano tylko o jednym – że w ostatnim sporze chyba nie tylko o krzyż chodzi.

Spróbuję uzasadnić moją tezę. Otóż, kiedy na początku pojawiła się idea zabrania krzyża spod pałacu prezydenckiego, wielu słusznie zaczęło się zastanawiać czy rzeczywiście nie chodzi o walkę z krzyżem. Bo jeśli by tak było, to trzeba o niego walczyć. W pewnym momencie jednak zrodziło się porozumienie – krzyż nie musi już dzielić. W tym porozumieniu uczestniczy również lokalny Kościół. Krzyż znajdzie godne miejsce upamiętnienia tragedii, ci zaś, którzy go postawili nie czują się dotknięci. A jednak byłaby to zbyt rychła nadzieja. Przecież krzyżem można jeszcze coś ugrać. Zastanawiam się nad jednym: gdyby pod płotem któregoś z zagorzałych obrońców krzyża zmarł bezdomny, czy zgodziłby się postawić w ogródku krzyż upamiętniający. Dalej, symbole religijne powinny być tam, gdzie wyrażają wiarę tych, którzy je stawiają. Czy krzyż pod pałacem, pod którym – zgadzając się na demokrację, raz będzie prezydent wierzący, innym razem np. ateista – jest sens stawiać znak, który nie będzie doznawał powszechnego szacunku? Wreszcie, ostatni argument, który pokazuje chyba najbardziej prawdziwe intencje „obrońców” krzyża dotyczy tego, że krzyż powinien stać pod pałacem aż do czasu postawienia pomnika. Rodzi się tylko pytanie, czy godzi się zamieniać krzyż na pomnik? A co wtedy z krzyżem jako symbolem. Pomnik wystarczy? Będziemy w naszym narodowym kościele modlić się do pomników zamiast Krzyża Chrystusa?

Nie jestem oczywiście naiwny, że i przeciwnicy Krzyża Chrystusa, przez tę nieobecność krzyża chcą ugrać swoje. Jestem zatem przeciwko tym, którzy chcą krzyża pod pałacem na siłę, jak i przeciwko tym, którzy na siłę chcą ten krzyż wyprowadzić. Jestem przeciwko jednym i drugim, bo krzyż zaczyna być traktowany instrumentalnie. A żeby było jasne, sam jestem obrońcą Krzyża Chrystusa i należę do głęboko przekonanych o znaczeniu symboli w życiu publicznym.

Przeraża mnie jednak taka wiara, w której idea Krzyża Chrystusa – MIŁOŚĆ – zostaje zepchnięta na margines. Ratując krzyż, zabija się miłość jako przesłanie. Chrystus umierał poza murami miasta, kiedy miasto Go nie chciało. Mógł posłać zastępy niebieskie i umierać na dziedzińcu świątyni, albo pod pałacem Heroda czy Piłata. On jednak zostawił człowiekowi swój Krzyż i wolność. Bo wymuszana miłość przestaje być MIŁOŚCIĄ.

Prawda Katyńska

Prawda was wyzwoli…

To stwierdzenie nie musi mieć adresata, gdyż każdy z nas w jakimś wymiarze swojego życia zaciera większą czy mniejszą prawdę. Tak zacierano przez lata prawdę o Katyniu. Spierano się najpierw o to, KTO to zrobił, by ostatnio doprowadzić spór do zupełnego absurdu: KTO tam zginął?

Wobec dzisiejszej tragedii już chyba największy kłamca nie będzie miał odwagi kłamać dalej. Jeśli w zadumie prześledzi się listę nazwisk osób, które zginęły w drodze na uroczystość oddania czci zamordowanym, chyba już nikt nie będzie wątpił, że nie było to zbiorowe złudzenie. Że w Katyniu był mord, że zrobili to konkretni ludzie w konkretnym czasie. I że zginęli tam – przed laty –  szczególni Synowie Polskiej Ziemi.

Katyń pokryją nowe tablice i nowe wspomnienia. I na zawsze pozostanie to miejsce już nie tylko miejscem pamięci ofiar sprzed lat, ale ostrzeżeniem dla Europy i jej niepamięci. To miejsce będzie odtąd świadkiem nowego przesłania: przesłania o wyzwalającej mocy PRAWDY.