Ułatwienia dostępu

Kuszenie dobrem czyli filozofia pokusy

Kuszenie dobrem. W Piśmie Świętym często pada stwierdzenie, że tylko Bóg jest dobry. Ale przecież skoro stworzył człowieka, to i człowiek jest dobry, a skoro jest dobry, to może obejść się bez Boga i nadal być dobrym. Ta nowa filozofia pokus staje się dzisiaj bardzo modną teorią religijną. Wiele osób powtarza jak mantrę: „Najważniejsze, to być dobrym człowiekiem”. Nie bardzo jednak wiadomo, co by to miało oznaczać. Prawda zaś jest taka – wyprowadzona z Pisma Świętego – że tylko Bóg jest dobry, człowiek zmierza od dobra (Bóg Początku) do dobra (Bóg Apokalipsy) ze świadomością wybrania i posłania, w ten sposób jest „uzdolniony do dobra”, ale realizuje je na drodze, która należy również do szatana i pokus.

Akcenty Wielkiego Postu. Są to swoiste synonimy postu, jałmużny i modlitwy. Mam na myśli „post oczyszczenia”, który stawia pytanie czy i nad czym jeszcze panuję? Następnie „jałmużnę oświecenia”, która uświadamia mi, że drogą nie idę sam, że jestem człowiekiem w świecie ludzi. I trzeci element „modlitwa zjednoczenia”, która sprawia, że człowiek na drodze nie musi być sam i że przypominając sobie drogę wyjścia z domu Ojca, może też przypomnieć sobie drogę powrotu.

Jednak pokusy istnieją. Droga nie pozostaje jednak bez dylematów. Te dylematy rodzą się z pokus: nasycenia, pragnienia „ciała chwalebnego” oraz wielkości. Pokusa nasycenia ukazuje chleb łatwy do zdobycia, co więcej, ukazuje logikę świata, w której człowiek najbardziej spracowany wcale nie oznacza człowieka najbardziej najedzonego. Po co więc wiązać chleb z pracą? Druga to pokusa „ciała chwalebnego”. Tylko, że sprowadzone do teraźniejszości może tylko oznaczać piękno jako symbol boskości. Próbuje się zapomnieć, że doczesne ciało się starzeje i zamiast bóstwa w ciele, zostaje często „dzidzia piernik”. Trzecia pokusa to wielkość, którą można zostać obdarowanym. Wielkość bez wcześniejszych zasług, tyle tylko, że jest ona jak smycz nałożona na człowieka – jest wielki bez wysiłku i nie od niego zależy wielkość, zaś wystarczy niewiele, by na powrót stał się kimś małym i bez znaczenia. Chyba, że odda pokłon.

Filozofia pokus. Na czym więc polega istota pokusy? Na cenie, i to nie cenie wyjściowej, ale ostatecznej. Ile rzeczy sprzeniewierzono, ile osób zniszczono ułudą ceny wyjściowej, minimalnej, prawie bez znaczenia dla życiowego budżetu. Jak się bronić przed iluzją niskiej ceny? Przede wszystkim wspólnota. Zauważmy, że propozycja pokus zawsze pada na pustyni – ktoś odsunięty, opuszczony, przed rozwodem, po chorobie, w kryzysie. Po grzechu każdy broni się na własną rękę, a tu trzeba docenić wspólnotę i sprawić, by człowiek nie pozostał sam. Drugim miejscem obrony jest Pismo Święte. Chrystus wielokrotnie odpowiada na kuszenie szatana słowem Bożym – jak refren wraca: Napisane jest! Tylko, by można bronić się Słowem Boga, trzeba je znać i nim żyć. I na koniec cena. Cena zbawienia niesamowicie wysoka. Tak bardzo nie przypominająca życiowych upustów i promocji. Rzeczywista cena miłości.

Pokusa (nie)spełnionej obietnicy

Marzenia – pragnienia – pokusy. Któż z nas nie miał marzeń. Wcale nie były one pokusami, lecz godziwymi, szczerymi pragnieniami. Pragnęliśmy wymarzonej pracy, dającej wystarczające środki do życia, chcieliśmy zobaczyć ciekawe miejsca na ziemi, a nawet do pewnego wieku wierzyliśmy w nieśmiertelność po ludzku. Taką, która nie zabiera młodości, nie przysparza chorób. Wszystko to było pragnieniem i obietnicą, że życie tak właśnie może wyglądać. A potem przyszły choroby, praca – nawet jeśli nie najgorsza – to też nie będąca szczytem marzeń. I wtedy pojawiła się pokusa zastępująca niespełnione obietnice.

Mesjasz marzeń. W podobnej sytuacji był naród wybrany. Pamiętał z zapowiedzi kształt czasów mesjańskich, słyszał o mannie z nieba, tylko wspominał ją przy chlebie ciężko zapracowanym. Ludzie czekali na mesjasza, a jednocześnie, gdy przyszedł, nie potrafili go rozpoznać. Przyszedł jako ten, który odczuwa głód, pragnienie, i nagle jest ktoś, kto chce zamieniać kamienie w chleb. Mesjasz przyszedł, od razu burząc marzenia o powrocie królestwa, pokazując, że Jego królestwo nie jest stąd. Tymczasem ktoś inny zaproponował wszystkie królestwa świata. Upragniony mesjasz na każdym kroku przypominał, że musi cierpieć i umrzeć, a ktoś inny zapewniał, że człowiek nawet nogi nie musi urazić o kamień.

Wszystkiemu winien język, który potrafił pięknie opisywać pokusy i szorstko mówić o przyszłości z Bogiem. Taki właśnie język pokus i język niespełnionych nadziei przeplatają się w naszym życiu. Koleżanka zarabia trzykrotność mojej pensji prawie nic nie robiąc, znajomi zwiedzili już prawie cały świat, Bóg każe mi realizować Jego wolę, gdy w tym czasie inni realizują swoją i nieźle na tym wychodzą. Nie zatroszczył się Bóg o język obietnic, natomiast ktoś inny dopracował język pokus do perfekcji.

Pokusa też kosztuje. Co więcej, zestawienie obietnicy i pokusy wcale nie jest takie oczywiste. Pokusy też się same nie realizują. Też trzeba się na nie napracować. Żeby mieć łatwy chleb, trzeba coś komuś zabrać, albo przynajmniej nie do końca uczciwie na niego zapracować. Żeby podziwiać królestwa, trzeba pamiętać, by nie powiększać kosztów. Z dwóch pensji nie można utrzymać kilkorga dzieci. Wniosek jest więc prosty. Można też się dać zaprosić na „bezkosztową” podróż życia, z kimś, kto pozornie niczego za to nie oczekuje.

Różnica pomiędzy pokusą a obietnicą zaczyna być dostrzegalna nieco później, jak różnica pomiędzy pożyczką chwilówką a pensją. Pierwsza wygląda jakby to ktoś robił dobry uczynek wyciągając do nas rękę z pieniędzmi. Pensja jest moja, ale to ja muszę wyciągać rękę, by wyszarpnąć coś co mi się należy. Chwilówka jest długiem, ale zawsze wierzę, że to nie ja trafię na listę dłużników. Pensja jest przychodem, ale małym i ciężko wypracowanym. Chwilówkę można otrzymać nawet w kilka minut (mówisz i masz!). Na pensję trzeba pracować cały miesiąc.

Nie jest łatwo żyć obietnicą. Nie przychodzi ona tak po prostu, nie ma jej bez wyrzeczeń, nigdy nie daje wszystkiego od razu. Nie to co pokusa. I może właśnie dlatego pragnąc obietnicy, wybieramy pokusy, bo jawią się one jako spełnienie niespełnionych obietnic.

Pokusy, czyli spór o cenę

Ile to razy proponowano nam prawie idealne rozwiązania – abonament na określoną usługę za 0 złotych w pierwszym roku, zakup czegoś, na co nas nie stać, bez obowiązku spłaty przez sześć miesięcy. Cena jest ukryta albo podzielona na niewielkie raty. Swoją drogą, nikt nie lubi rozmawiać o cenie, więc pokusa nam to ułatwia.

W raju było podobnie. Tylko, że Bóg wyszedł od ceny, od tego, czego człowiekowi nie wolno. Tak naprawdę ceną były posłuszeństwo i zaufanie. To w tym kontekście Biblia Aramejska znane nam pytanie, postawione przez Boga: Adamie, gdzie jesteś? – tłumaczy: Adamie, gdzie jest przykazanie, które ci dałem? Gdzie jest twoje posłuszeństwo i zaufanie?

Pokusy biblijne bardzo przypominają życie. Pierwsza – nie wiąż chleba z trudem. Bóg chce, żebyś się męczył, był uczciwy, głupi w oczach świata. Tego chcesz? Druga pokusa – jesteś wolny, rzuć się w wir życia, w pogoń za sukcesem. Dopiero w trzeciej przychodzi pytanie o cenę. Właściwie też jest pozornie nie wygórowana: oddasz pokłon! Jeśli tyle otrzymam za darmo, to małe uzależnienie, niezbyt głęboki pokłon, czy to aż tak wiele? Stracę trochę godności, przyzwoitości, ale ile to jest warte? Zwłaszcza, jeśli nikt nie widzi.

To właśnie odwołując się do ceny można odróżnić prawdziwe życie od pokusy życia. Wszystko co prawdziwe ma cenę, a uczciwą transakcję rozpoczyna się od podania ceny. Realnej ceny!

Skoro pokusy łudzą człowieka, jak się przed nimi bronić? Po pierwsze propozycja pokus pada na pustyni. Chodzi więc o wspólnotę. Najłatwiej zmanipulować człowieka, który jest sam, który nie ma się do kogo odwołać, zapytać. Po drugie, Pismo Święte. Jezus odpowiada szatanowi: Napisane jest… By jednak bronić się Słowem Bożym trzeba je znać. Znać na tyle, by było żywe w pamięci i by w momentach trudnych można je przywołać. I po trzecie – cena. Ona uczy, by nie układać swojego życia na promocjach i wyprzedażach, ale na rzeczywistej wartości produktu i realnej cenie do zapłaty.

Tym właśnie były i są pokusy – sporem o cenę.