Niedziela Dobrego Pasterza

Czwarta niedziela w okresie Wielkanocy tradycyjnie zwana jest niedzielą Dobrego Pasterza. Chodzi oczywiście w pierwszej kolejności o przywołanie Jezusa jako Pasterza. Przeżywamy jednak tę tajemnicę we wspólnocie Kościoła, która jest wspólnotą hierarchicznie uporządkowaną, którą kierują biskupi, wpisujący się w sukcesję apostolską, a więc w nieprzerwaną kontynuację misji Chrystusa, pierwotnie przekazaną apostołom, a odzwierciedloną w posłudze biskupa. Warto więc przywołać zasadnicze rysy i cechy pasterza na nasze czasy, z jednej strony niezmienne, z drugiej umiejące funkcjonować w nowych znakach czasu. By nie ulec emocjom współczesności, sięgnę do spuścizny teologicznej kardynała J. Ratzingera sprzed ponad trzydziestu lat. Pozwala to zdystansować się do „odbioru chwili”, a jednocześnie przypomnieć to, co w posłudze pasterskiej biskupów jest szczególnie istotne.

Swoje refleksje opieram na rozważaniach kardynała J. Ratzingera, zamieszczonych w XII tomie Opera Omnia, zatytułowanym: „Głosiciele Słowa i słudzy Waszej radości. Teologia i duchowość sakramentu święceń” (Wydawnictwo KUL, Lublin 2012).

Szukając w Piśmie Świętym wskazań, jaki powinien być biskup, dochodzimy do wniosku, że Słowo Boże nie daje teorii czy recept na posługiwanie w Kościele. Pismo Święte przemawia raczej obrazami, zaś szczególnie uprzywilejowanym jest obraz biskupa jako pasterza. Kim jest pasterz w Biblii? Jego cechą charakterystyczną jest to, że idzie przed stadem. Ma to swoje bardzo praktyczne konsekwencje. Idzie przed stadem, to znaczy, że pokazuje drogę, którą sam podąża. Podąża zaś drogą, którą zna i na której potrafi zauważyć i rozróżniać czyhające niebezpieczeństwa. Potrafi zauważyć ścieżki możliwe i niemożliwe do przebycia. Wie on jednocześnie, gdzie można ze stadem odpocząć, by nabrać sił i jednocześnie znaleźć pożywienie. Te dwa elementy, odpoczynku o pokarmu, są szczególnie istotne w dzisiejszym zabieganym świecie. Ale pasterz, to również ten, komu można zawierzyć. Zawierzyć, to znaczy powierzyć swoje życie i bezpieczeństwo. Nie chodzi o biologię i bezpieczeństwo w wymiarze życia codziennego, ale przede wszystkim o życie i bezpieczeństwo w wymiarze duchowym. Pasterz zna jednak „znaki czasu” i umie je właściwie odczytywać. Jak pasterz potrafi ocenić stan pogody, by uchronić stado przed niebezpieczeństwem, tak kierujący wspólnotą Kościoła musi umieć rozpoznawać znaki czasu, charakteryzujące się odniesieniem do współczesnych prądów i okoliczności. Pasterz musi znać swoje owce. To poznanie jest ważne, gdyż pasterz, to również ten, który ma prawo wymagać. Wymagania dostosowuje jednak do osobistej kondycji i możliwości powierzonej sobie owczarni. Wymaga, przede wszystkim mając na celu chronienie życia. Chroni stado, bo wie, że owce nie są dla niego, lecz on dla nich. Musi być także odważny. Oznacza to, że nie zawsze wybiera drogi łatwe i za wszelką cenę unika niebezpieczeństw. Raczej, jeśli trzeba, podejmuje ryzyko rozwiązań trudnych, które wymagają odwagi i zaangażowania. Pasterz jest też w pewnym sensie prorokiem, biblijnym „widzącym”. Ale widzącym czyni go wiara, bo tylko oczami Boga można dobrze widzieć.

Ważna jest także wiara pasterza. Tylko dzięki wierze może być wiarygodny. Jeśli zaś ma być świadkiem wiarygodnym, musi być świadkiem osobistej wiary. Jak pisze Ratzinger, pasterz „nie może być czymś w rodzaju głośnika nieosobowych teorii czy poglądów pewnych grup”. I po chwili dodaje: „Nie ma nic bardziej odrażającego od mówienia wytartymi frazesami”. Zadaniem pasterza jest również ukazywanie, że wspólnota żyjącego wiarą Kościoła to coś więcej niż „Kościół urzędowy”. Pasterz „nie należy do żadnego innego „Kościoła” niż wierni, z którymi wierzy i dla których służy”. Nie ma innego Kościoła pasterzy, urzędu, nie ma własnego Kościoła. Dlatego „wiara nie może pozostać u niego teorią przechowywaną w jednej z szuflad jego intelektu”.

Wiara jest dopełniona pasterską mądrością, ta zaś nie jest jakąś formą sprytu, lecz ukierunkowaniem naprawdę. Zdaniem Ratzingera, mądrość pasterza muszą cechować trzy elementy: umiejętność postrzegania, realizm i rzeczowość.

Mądrość wymaga odwagi. Oznacza także rozpoznanie własnych granic. Ostatecznie więc mądrość to pokora. Pokora nie oznacza jednak tchórzliwej wygody. Zauważa to również Kardynał, gdy pisze, że „aparaty administracji mają skłonność do unikania za wszelką cenę konfliktów”. Pisze dalej, że „gdyby Jezus kierował się tą metodą, na pewno nie umarłby na krzyżu, nie zbawiłby świata, ponieważ uległby ogólnemu ludzkiemu wzorcowi ocalenia wyłącznie samego siebie”. Wiara ostatecznie jest zawsze męstwem, poprzez które ręczy się za prawdę i dla niej naraża na sprzeciw.

Jedno zdanie pragnę szczególnie przywołać w kontekście obecnych znaków czasu. Kardynał pisze: „Obawa przed „polaryzacją” może być dla pasterza co najwyżej relatywnym kryterium. Gdyby była decydująca, jedność w wierze zostałaby zastąpiona balansowaniem pozycjami, które ostatecznie nie miałoby żadnej treści, i skończyłoby się na prawie silniejszego”.

Ważne jest również ukazanie związku pomiędzy łagodnością i męstwem. I znowu cytat: „Łagodność stanie się przekonująca, jeżeli nie będzie słabością, lecz dobrocią płynącą z siły wiary”.

Trudne są te wyzwania, ale jak czytamy w dzisiejszej Ewangelii, pasterz zna owce i owce go znają, potrafią także rozpoznać jego głos. I nawet jeśli te wymogi przekraczają możliwości ludzkie, to za pasterza modli się Kościół. Ważne tylko, by mówić jednym głosem wiary, która jest nacechowana mądrością płynącą z odczytywania prawdy. Prawda zaś właściwie odczytana ma moc zobowiązującą, do której potrzebne jest pokorne męstwo.

Może teraz łatwiej dostrzec słabe i mocne strony współczesnych pasterzy. Dostrzeżenie ich w wierze nie przeradza się w wyrzut, lecz w przedmiot gorliwej modlitwy… za pasterzy.