Po co prostować ścieżki?

Adwent kojarzy się często z zachętą do prostowania ścieżek. Rodzi się jednak pytanie, czy wszystko musi być tak proste? Oczywiście, kiedy jedziemy samochodem z miasta do miasta, wtedy chcemy najprostszej i najkrótszej drogi. Nawet potrafimy przebijać tunele w skałach. Cel jest jednak prosty – oszczędność czasu i paliwa. Nikomu jednak nie przyjdzie do głowy prostowanie ścieżek na Mazurach. Niech sobie będą krzywe, niech się na nich traci czas, nierzadko kręcąc się w kółko. Przecież to wakacje…

Prostować ścieżki Pana, prostować ścieżki do Kościoła… Ale po co?

Problem nie jest więc techniczny, lecz psychologiczny. Często księża chcą nauczyć ludzi jak radzić sobie z takim czy innym grzechem. Swoją drogą, życie pokazuje, że czasem i oni potrzebują przypomnienia zasady: “lekarzu ulecz samego siebie”. Ale nie o księży i nie o ich grzechy tu chodzi. Chodzi o to, że do prostowania ścieżek nie potrzebujemy koparki i innych maszyn, ani inżyniera czy księdza. Potrzebujemy motywacji. I Adwent jest właśnie po to, by odpowiedzieć sobie, po co w ogóle prostować ścieżki, zwłaszcza do Kościoła?