Nie chodzą z nami…

To zdanie wyjęte z Pisma Świętego można w łatwy sposób przetransponować na wiele grup zawodowych. Często bowiem korzystamy z rozwiązań wieszcza, wyrażonych w stwierdzeniu, że „aby mnie zrozumieć, nie wystarczy być ze mną; trzeba być we mnie”. W taki właśnie sposób buduje się hermetyczność danej grupy, a hermetyczność sprawia z jednej strony niedostępność i złudne poczucie bezpieczeństwa, z drugiej zaś, jej skutkiem ubocznym jest uwiąd prawdy.

Ale pozostańmy na poziomie Ewangelii. Nie chodzą z nami, a dokonują cudów. Nie są z nas, a chcą nas reformować, nie dzielą naszej historii, a chcą nas pouczać, nie zgłębiali wiedzy jak my, a chcą się wypowiadać.

Jest sprawą oczywistą, że najwięcej do powiedzenia w danej dziedzinie ma specjalista, i to jemu powinno się dać pierwszeństwo wypowiedzi. Ale tylko wtedy, jeśli specjalista jest naprawdę specjalistą – przygotowany, kompetentny, uczciwy. A jeśli cała jego kariera zawodowa dałaby się streścić w zdaniu „chodzi z nami”, wtedy raczej cudów nie dokona.

W każdej społeczności jest warstwa misji i strategii. Problem tylko w tym, kiedy misji i strategii uczy się człowiek w różnych szkołach. Wtedy niewłaściwa strategia może zawłaszczyć misję. Nie dość, że „nie chodzi z nią”, to jeszcze chce wymusić, aby misja podążała za wypaczoną strategią. A tym, którzy „nie chodzą z nami”, zabrania się nie tylko dokonywania cudów, lecz najlepiej, żeby zamilkli.

Może więc zanim przejdzie się do strategii czynienia cudów, najpierw oswoić się z misją. Dopiero wtedy ma sens pytanie, kto chodzi z nami i po co?

Największy…

Kto z nas jest największy?

Oczywiście możemy zgodzić się na autorytety bezsporne, pod jednym warunkiem – nie przecinają wprost naszego życia. Nikt nie konkuruje ze św. Janem Pawłem II, z jakimś niekwestionowanym autorytetem nauki, kultury czy sztuki. Nie nasza półka. Ale w naszym świecie, to oczywiście największy jest każdy z nas, przynajmniej w swoim mniemaniu. Dowód? Jak reaguję na innych? Mówi się o kimś z mojego otoczenia, że jest sumienny, to od razu przywołam ze dwie wpadki z jego życia. Nikt obok mnie nie jest większy ode mnie. I nawet jeśli nie zaprzeczę wprost, to szczegółowo „naszkicuję” kontekst jego wielkości.

Mamy więc przynajmniej dwa sposoby detronizacji wielkich obok nas: wskazanie słabych stron lub robienie rzeczy oryginalnych, czyli nieporównywalnych z niczym.

Czy jednak zawsze atakuje się wielkich za ich wielkość? A może czasem tzw. zawody zaufania społecznego atakuje się za brak jasnego świadectwa prawdziwości. Mówią o tajemnicy, prawdzie… A czy nią żyją?

Powie ktoś, a czy życie tym, co się głosi jest w pełni możliwe?

Może jednak ludzie nie zarzucają zawodom zaufania społecznego słabości, lecz zawłaszczanie drugiego człowieka w imię tego, co się głosi. Głoszący praworządność niech będzie jej świadkiem i pozwoli innym w tym się odnaleźć. Głoszący prawdę niech będzie jej świadkiem, ale niech zostawi innym wolność i czas na własne poszukiwania.

Brakuje nam „największych” w szeroko pojętym życiu społecznym, i to na wszystkich poziomach. A może inaczej. Brakuje nie świadków, bo co rusz ktoś puka do naszych drzwi, wiesza plakaty, robi manifę na ulicy. Może świadkom brakuje doświadczenia tego, co głoszą. I dlatego ośmieszają siebie i zniechęcają innych do szukania wyżej.

Kto z nas jest największy? Z pewnością nie ten, kto w tej chwili tak o sobie myśli.

Cel uświęca środki?

Znamy piękne frazy o roli celu w życiu: Cokolwiek czynisz, zważaj na cel! – Nie mylić celu ze środkami – W życiu trzeba mieć cel. Jest jeszcze jedno powiedzenie: Cel uświęca środki. Niewątpliwie cel może uświęcać, ale czy środki?

Weźmy na przykład wiarę. Może być ona celem. A właściwie nie tyle ona, co jej przedmiot. Ale czy środki do tego celu, z samego faktu, że mają na względzie cel, uświęcają? Czy jadąc na nabożeństwo i łamiąc przepisy, uświęcam tym samym łamanie przepisów?

Celem jest wiara, której przedmiotem dla chrześcijan jest Bóg. Środkiem może być nasze świadectwo. Ale czy ono jest uświęcone z samego faktu, że ma mówić o Bogu?

Ewangelia na dzisiejszą niedzielę przywołuje znane nam pytanie: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? – cel wiary. A skoro do celu prowadzą środki, to za kogo mogą Go uważać na podstawie naszego świadectwa? W tym właśnie widać zależność pomiędzy pytaniem o Boga a naszym życiem. Nie zawsze nasze świadectwo jest uświęcone przez cel. Czasami przeciwnie, sprawia, że najświętszy cel z powodu naszego świadectwa traci blask.

Mamy takie miejsce w życiu, gdzie opis naszego świadectwa jest najprawdziwszy – spowiedź. W tej chwili prawdy o sobie tylko my możemy porównać deklaracje słowne wypowiadane na zewnątrz z martwymi uczynkami. To prawda, że wiara bez uczynków jest martwa. Ale jaka jest wiara z martwych uczynków?

Może więc zgódźmy się ponownie na tezę, że cel nie uświęca środków. Cel może uświęcić nas, ale też nie w sposób automatyczny, ale w świadomy i wolny. I dopiero świadomie i w sposób wolny uświęcony podmiot jest w stanie wykonywać uczynki uświęcone celem.

Niestety w życiu częściej wolimy uświęcać nasze uczynki niż siebie. W imię tak zwanej dobrej zmiany.