Ułatwienia dostępu

Odsłony Niedzieli Palmowej

Odsłona pierwsza – Judasz. Grzech nie zaczyna się w momencie popełnienia. To właśnie dlatego spowiadamy się z myśli i mowy, najpierw z myśli. Bo czasem wystarczy sama myśl. Ta intuicja gości w naszej świadomości. To dlatego, kiedy czujemy się niepewnie, pytamy drugą osobę: o czym myślisz? Jesteś tu, ale myślami jesteś gdzie indziej. Judaszowa sprzedaż Boga nie rozpoczyna się od srebrników, rozpoczyna się od powzięcia myśli. Od sprzedaży kogoś w myślach, dopiero potem przychodzi słowo i uczynek.

Odsłona druga – Eucharystia. Jezus daje siebie w chwili zdrady, nie jako nagrodę, lecz wybór. Wybór komunii jako symbolu jedności z Bogiem. Jednocześnie uczy, że to nie Bóg pozbawia komunii, lecz sam człowiek dokonuje takiego wyboru. Jeśli uważasz inaczej, to bierz i jedz!

Odsłona trzecia – Piłat. Boga nie trzeba zdradzać przez wrogość, wystarczy milczenie i przyzwolenie na to, że wyrok wydadzą inni. Powszechne umywanie rąk, powszechny brak decyzji – w pracy, w domu, w relacjach. Ja tylko milczę, tylko milczeniem przyzwalam, tylko umywam ręce.

Odsłona czwarta – Wielki Tydzień. Dni dające okazję wybrać jeszcze raz. Wybrać pomiędzy zajęciem stanowiska a zdradą w myślach, pomiędzy komunią a ucieczką w noc jak Judasz, pomiędzy jasną postawą a umywaniem rąk. Droga krzyżowa nie jest fatum, lecz wyborem. Można na nią nie wchodzić, Jerozolima była dostatecznie duża, by pójść inną drogą. Warszawa też!

Wskrzeszenie Łazarza

Wskrzeszenie Łazarza jest pełną śmiercią (nie przenośnią, nie analogią). Różni się jednak zasadniczo od zmartwychwstania. Najprościej można powiedzieć, że Łazarz naprawdę umarł, ale został przywrócony do życia sprzed śmierci. A to życie sprzed śmierci, to na nowo starzenie się, choroby i nieunikniona śmierć. Natomiast zmartwychwstanie zakłada nie tyle powrót do czegoś sprzed śmierci, co raczej radykalną przemianę w nową formę istnienia w niczym nie przypominającą egzystencji przed śmiercią.

Wyznajemy zmartwychwstanie. Wiara chrześcijańska nie skupia się na tajemnicy umierania, ale na śmierci i życiu wiecznym. Jezus nie obiecuje, że w przypadku śmierci przywróci nas do życia, ale że po śmierci da nam nowe życie. Śmierć jest jedynym sposobem wejścia w życie wieczne. Zmartwychwstanie to nie uporczywa terapia, która miałaby na celu zachowanie życia biologicznego za wszelką cenę. To nadzieja, że kiedy zniszczeje przybytek naszego doczesnego zamieszkania, wtedy otrzymamy pełne uczestnictwo w życiu Boga, które nie podlega przemijaniu i śmierci. Scena z Łazarzem pokazuje tylko jedno: Bóg jest większy niż śmierć! A reszta dla nas na ziemi ciągle pozostaje tajemnicą.

Zmartwychwstanie nie jest więc „powrotem”, lecz „przejściem” — nie cofnięciem historii, ale jej dopełnieniem. To, co doczesne, nie zostaje anulowane, lecz przemienione i wyniesione do nowego porządku istnienia. Dlatego nie można myśleć o nim w kategoriach przedłużenia życia, lecz raczej jego spełnienia w Bogu. Człowiek nie odzyskuje tego samego życia, które utracił, ale otrzymuje życie, którego wcześniej nie znał — życie wolne od czasu, cierpienia i śmierci. W tym sensie zmartwychwstanie nie jest odpowiedzią na lęk przed śmiercią, lecz objawieniem sensu całej egzystencji, która dopiero w Bogu osiąga swoją pełnię.

Z czego rodzi się wiara?

Z czego rodzi się wiara? Pytanie z jednej strony proste, gdyż zapewne w jakiejś katechizmowej formule można znaleźć odpowiedź, z drugiej trudne, ponieważ nie da się jednoznacznie odpowiedzieć z czego rodzi się wiara w odniesieniu do konkretnej ludzkiej historii. Może więc zacząć od czegoś prostszego – z czego rodzi się poznanie? Najprościej ze wzroku, słuchu, dotyku, smaku i węchu. Można nawet w pewnym przybliżeniu wskazać procentowy udział poszczególnych zmysłów w poznaniu. Wiemy jednocześnie, że żaden z tych zmysłów nie działa sam, że mózg tworzy jakiś wspólny obraz naszego poznania. Podobnie w wierze. Zacznijmy od najmniej ważnego procentowo zmysłu dla wiary – od węchu. Wyobraźmy sobie człowieka, który jako niewierzący przychodzi na nabożeństwo z okadzeniem i w ten sposób ma się zrodzić w nim wiara. Prawdopodobnie kadzidło pomoże mu jak w porzekadle – jak umarłemu kadzidło. To może smak? Jednak bez wiary chleb pozostaje w smaku chlebem, wino w smaku winem. To może dotyk? Ale z dotykiem jest podobnie, nie wiemy, które miałoby to być dotknięcie Boga, najczęściej dotyka nas człowiek, cierpienie, los i nie zawsze zbliżają one do Boga. Pozostają więc wzrok i słuch.

Kolejna niedziela przygotowania katechumenów. W tradycji Kościoła trzy z rzędu niedziele Wielkiego Postu przygotowywały katechumenów do chrztu. Poprzednia niedziela przypowieścią o Samarytance przy studni kreśliła obraz wody żywej, obecna niedziela opowiadając o uzdrowieniu ślepego przywołuje światło, przyszła niedziela opisując wskrzeszenie Łazarza powie więcej o życiu, które jest wieczne. Dzisiaj zgłębiamy światło. Bóg jest światłością i tylko dzięki Niemu nie trwamy w ciemności. Ale nie chodzi wyłącznie o wzrok. Chodzi o to, że czasem człowiek traci wzrok na pewnym etapie życia, innym razem mamy do czynienia z niewidomym od urodzenia. Człowiek, który traci wzrok zawsze ma się do czego odwołać w pamięci, do czegoś co widział. Ale są osoby, które nigdy nie widziały i nie mają do czego się odwołać. W płaszczyźnie duchowej takich osób jest coraz więcej. Czy więc wzrok nie jest dla wiary najważniejszy?

Wiara rodzi się ze słuchania. Czy człowiek niewidomy ma obraz świata. Odpowiedź jest pozytywna. Czy człowiek niewierzący może bez widzenia mieć obraz wiary? I znowu odpowiedź jest twierdząca. Słyszeć w Biblii, to przyjąć Słowo, a Słowo jest światłością, która pozwala widzieć – „Kto wierzy we Mnie, nie chodzi w ciemnościach” = powie Jezus. Oznacza to, że ludzki wzrok nie jest najważniejszy w procesie rodzenia się wiary. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. Boga nikt nigdy nie widział. Znamy te zdania z Pisma Świętego. Dzisiejsza niedziela jest więc o odzyskaniu innego wzroku, duchowego. Chodzi o to, by zbudować sobie obraz wiary ze słyszenia Słowa, które trzeba przyjąć i mu zaufać, ponieważ tym słowem jest Jezus Chrystus. Słuchaj Izraelu! Czyż nie o to chodzi w tym wezwaniu?