Ułatwienia dostępu

Łagodny powiew już nie przemawia

Łagodny powiew. Czy potrafimy go zauważyć i cieszyć się nim. Nawet w obserwacji przyrody tak bardzo jesteśmy znieczuleni, że umiemy już tylko zauważyć susze albo powodzie. Nie cieszy nas zwyczajność, nie potrafimy się na niej uczyć. Zobaczmy dzieci w klasie, którym poświęca się najwięcej czasu, czy też osoby w Kościele, w różnych instytucjach. Człowiekiem interesują się tylko wtedy, gdy sam sprawi, że jest o nim głośno lub wtedy, gdy odkryje się go po latach zapomnianego. Nit nie interesuje się człowiekiem żyjącym zwyczajnie. Z wiarą jest podobnie. Bóg pomsty albo Bóg opuszczenia człowieka, ale ciągle musi być skrajny. Nie wystarcza Bóg normalności i codzienności. Można być również przebodźcowanym wiarą i nie odkrywać żadnej radości w codziennym obcowaniu z Bogiem.

Bóg w drodze do człowieka. Takim momentem spotkania jest Wcielenie. Bóg wychodzi ku człowiekowi i człowiek oczekuje Boga, ale w swoim człowieczeństwie. Nic innego nie trzeba robić. Szukać człowieka, ponieważ nie można zobaczyć niewidzialnego, ale można zobaczyć odbicie Boga. Problem tylko w tym, że człowieczeństwo przestaje być naszą naturą a staje się maską. Dobrze oddaje to film „Odyseja”, gdzie towarzysze Odyseusza zamienieni w świnie przez Kirke zostają odczarowani i w tym kontekście pada bardzo mocne zdanie: „Wróćcie do swoich przebrań”. Głęboka intuicja grania człowieczeństwem. To dlatego znając prawdę o sobie uciekamy w bóstwo. Jakby podświadomie mówiąc, że w człowieczeństwie nie znajdzie się nic godnego uwagi.

Bóg nie musi przychodzić w huraganie. Wiara zrodzona w burzy, z ustaniem burzy przemija. Niewiara we własne człowieczeństwo sprawia, że ideałów szukamy tam, gdzie ich nie ma. Nie musimy szukać Boga w niebie, nie musimy szukać w klęskach, w huraganie czy ogniu. On jest w człowieku we mnie i w drugim. Problem w tym, że tak trudno dostrzec człowieka w sobie, a wtedy też konsekwentnie w drugim.

Któż nas odłączy…?

Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? Każda osoba zaznajomiona z lekturą Pisma Świętego doskonale wie, kto jest autorem tych słów. Pytanie jest naprawdę ważne, ponieważ zdarza się, że nawet człowiek wierzący zostaje odłączony od Chrystusa. Świadomie używam zwrotu „zostaje odłączony”, a nie odłącza się, gdyż w pierwszym odruchu odpowiedzialność za to próbujemy przypisać innym.

Sacrum – profanum. Może nas odłączyć również taki podział świata na to co święte i na to co przed świątynią, czy lepiej, poza świątynią. Co nie mieści się w porządku świątynnym, czy też samo się z tego porządku wykluczyło. Do zatarcia różnicy pomiędzy sacrum i profanum przyczynił się sam Jezus. Uczył poza świątynią i to nie dla samego faktu wyróżnienia się. Chodziło o to, że świątynia, która miała być miejscem świętym, coraz bardziej stawała się miejscem handlu, polityki, układów. Jednak celem nie było rozdzielenie porządków. Sobór Watykański II w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes” postawił przed Kościołem jasne zadanie: ma on być Kościołem w świecie. Konsekwencją tego jest wejście świata do świątyni. To oczywiście ma swoją cenę.

Można rozdzielić na nowo sacrum i profanum. Wtedy nie zapłacimy ceny za otwarcie na świat, za niebezpieczeństwo przenikania elementów świeckich do porządku świątynnego. Pytanie tylko, czy o to chodzi. Czy chodzi o Kościół nieskalany światem i szczelnie przed nim zamknięty? Kościół jest Mistyczną Świątynią, a ta składa się z żywych kamieni, które przecież żyją w samym środku świata. Jak więc w człowieku wierzącym rozdzielić sacrum i profanum?

Któż nas może odłączyć? Najpierw my sami. Jak łatwo przypisać winę innym i każdą niewierność i odłączenie od Chrystusa dopisywać do rachunku innych. Może nas odłączyć również bezmyślność, powtarzanie pewnych sloganów na temat wiary, choćby takich jak teza, że – podobno według badań – spowiedź małych dzieci rodzi w nich traumę. Mnie już ta bezmyślność nie dziwi, ale niektórzy ciągle wierzą, że to wynik badań uczonych – tym razem nie radzieckich, tylko amerykańskich. Odłączają nas też obowiązki. Kiedyś jedna pani powiedziała mi, że nie ma czasu chodzić do kościoła, ponieważ komunią jeszcze nikt się nie najadł. I dodała, że chyba to jest dostatecznie racjonalne. Odpowiedziałem jej, że znam osoby najedzone, którym wcale nie przysporzyło to rozumu.

Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Powtórzmy raz jeszcze to pytanie, ale już w sposób bardziej świadomy i konkretny: Zamiast „któż”, zapytajmy wprost: KTO i CO nas odłącza każdego dnia?

Bogactwo i perła

Bogactwo i perła. Bogactwo kojarzymy zazwyczaj z posiadaniem, ale w sensie ilościowym, obszarowym czy wagowym. Jestem bogaty, kiedy coś mam. Zadziwiające jest to, że do pewnego momentu nie cenimy tego co mamy – rodziny, miłości, zdrowia. Cenimy to co mamy poza nami, coś co jest zewnętrzne w stosunku do nas. Dopiero z czasem zaczynamy rozumieć, że bogaty nie jest ten, kto pcha wózek wypchany starociami, ale ten, kto czasem nawet nie ma teczki, ma tylko to, co jest jego ubiorem. I chociaż niczego za sobą nie ciągnie, wiemy, że jest bogaty. O tym tak naprawdę jest przypowieść o perle. O bogactwie prawdziwym. O tym, że trzeba się pozbyć tych różnych skrawków szczęścia i posiadania i kupić perłę.

Bogactwo jako mądrość i wiedza. Musimy jednak zauważyć, że zanim ktoś kupił perłę miał bogactwo i kiedy ją kupił nadal jest bogaty. Perła nie jest więc ilościowym podejściem do bogactwa, nie jest też wyrzeczeniem się go, jest raczej jakościowym spojrzeniem na to, co się posiada. O tym mówi biblijna modlitwa Salomona. Ma prawo prosić o co chce i wybiera mądrość. To ona sprawia, że umie być bogaty, że zyskuje respekt. Postawmy sobie pytanie o obszary mądrości. Pierwszym jest zapewne wiedza i dobrze umeblowany rozum. Gdyby ktoś kupił dyplom czy certyfikat językowy i nagle w czasie wojny znalazł się w zupełnie nowym miejscu, na co mu się to przyda. Będzie się liczyć to co ma w głowie. Kupiona pozycja będzie bez znaczenia.

Bogactwo jako prawda. Można pięknie opowiadać o rzeczywistości, o której nie ma się pojęcia. I nawet, jeśli się tego pięknie słucha, ostatecznie to nic nie da. Jak często słuchamy opowieści ludzi o czymś, o czym nie mają pojęcia. Szczególnie istotne jest to wtedy, kiedy dotyczy wiary, życia przyszłego, Boga, nieba. Czasem takie bezsensowne opowieści mogą nawet urzekać, ale bajanie o kosmosie nie zmienia kosmosu. Warto o tym pamiętać. I pamiętać również o tym, że istnieje prawda o wolności i o autonomii człowieka. Prawda o wolności pokazuje, że są granice, których przekroczyć nie można. Druga to prawda o autonomii, która pokazuje, że nie da się żyć bez relacji. Granice i relacje są dwoma skrzydłami mądrości chroniącymi człowieka przed utopią życia.

Perła jako wolność. Kiedy zrozumiemy czym jest perła, że nie jest miernikiem posiadania, lecz bycia, wtedy szybko zaczynamy rozumieć dlaczego odpoczywamy na wakacjach. Odpoczywamy dlatego, że zabieramy wtedy z sobą wyłącznie rzeczy niezbędne. Tak właśnie mamy kojarzyć niebo. Zabierzemy tam tylko to, co niezbędne. Ludzi, których nie przestaniemy kochać i relacji bez których nie bylibyśmy w pełni sobą. Cała reszta nie będzie miała żadnego znaczenia. I to jest właśnie sztuka sprzedania wszystkiego, by kupić perłę.