„Pokolenie latte” – rachunek sumienia dla „pokolenia 50+”

Łatwo obrazić człowieka. Tak można odciąć się od odpowiedzialności za ludzi młodych, tak też można usprawiedliwić siebie. 15 sierpnia jest w naszej Ojczyźnie dniem szczególnej pamięci; począwszy od Bitwy Warszawskiej, poprzez historię Powstania Warszawskiego aż po Solidarność. Wielkie etosy do przekazania. Do tego dochodzą sierpniowe manifestacje ostatnich dwóch lat o…

A młodzi w tym czasie piją latte…

Niedawno ktoś napisał w mediach społecznościowych o proporcjach ludzi młodych do pokolenia 50+, zestawiając uliczne manifestacje i supermarkety. Na manifestacjach pokolenie 50+ stanowi 70 %, reszta to mniej i bardziej młodzi. W supermarketach jest odwrotnie. Czy młodych nie interesuje już nic? A może nie interesuje ich to, co ich nie dotyczy. Dawne etosy pociągają bardziej niż bieżące problemy. Bo może w tych problemach nie ma etosu? Może ludzie młodzi chcą pokazać swój bunt za lata bezideowego wychowania. Jak napisała jedna z osób młodych, że dano im wszelkie prawa (czytaj: zbyt wiele), nauczono myśleć pod „klucz”, a dzisiaj oczekuje się od nich ideowego zapału.

Każdy chce w życiu przeżyć coś wyjątkowego. Młode pokolenie też. Może tylko trzeba dać im prawo do myślenia, do wyrażania tego, co sami czują, a nie tylko przyłączania się do etosów innych. Może nie chcą składać wyłącznie wiązanek kwiatów za walkę innych, ale może sami chcą walczyć. O co? Właśnie tego ich nie nauczono.

Każde pokolenie chce śpiewać swoje własne pieśni. Jeśli tego nie zrozumiemy, to za dziesięć lat na wszelkich manifestacjach proporcje będą podobne, tylko, że 70 % manifestantów będzie stanowiło pokolenie 60+. Warto o tym pomyśleć, kiedy młodzi jeszcze są w stanie przebaczyć i spróbować własnych sił.

Przedziwna czy uczciwa wymiana?

Niedziela dla wierzących jest dniem, który w pierwszym rzędzie kojarzy się z Eucharystią. Jedno z piękniejszych określeń to „przedziwna wymiana”. Na czym polega ów przedziwny charakter tej wymiany? Na tym, że my dajemy nasz chleb, owoc naszej pracy, natomiast otrzymujemy Ciało Chrystusa, niebieski chleb, owoc pracy Boga. Ale przecież nie o bazar tu chodzi i nie o wymianę czegoś za coś. Chodzi bardziej o nastawienie.

Dajemy chleb, który jest owocem naszej pracy. A jaka jest nasza praca – ta zawodowa, praca nad relacjami w rodzinie, praca nad sobą? Czy kupujemy chleb za prane pieniądze, czy kupujemy go za uczciwą pracę? Dlaczego to jest tak ważne? Bo zdobywaniu chleba towarzyszy pewne nasze nastawienie, otwartość, gotowość do poświęcenia i wyrzeczeń. Wypracowując nasz chleb, jednocześnie wypracowujemy w sobie określoną postawę. A ta postawa jest ważna, by przyjąć chleb od drugiego.

Eucharystia – tym samym sercem, którym daję, tym samym przyjmuję. Rodzina – tym samym sercem, którym kocham, tym samym sercem przyjmuję miłość.

Przedziwna wymiana. Bo jeśli oszukam w dawaniu, życie oszuka mnie w przyjmowaniu.

Język za chleb?

Większość z nas zna jakiś język obcy. Nauczenie się tego języka było z reguły wypadkową różnych okoliczności życia. Rzadko stawiamy sobie pytanie, czy nauczyliśmy się tego języka dla chleba czy z pasji. A odpowiedź jest daleko idąca w skutkach. Bo jeśli nowy język nie był powodowany pasją tylko chlebem, to nauczyliśmy się go dla chleba, ale też dla chleba potrafimy o nim zapomnieć i nauczyć się innego.

Podobnie jest z językiem wiary, miłości. Jeśli wierzę dla chleba, to również dla chleba potrafię tę wiarę porzucić. Jeśli kochałem dla innych korzyści niż prawdziwa pasja serca, to dla chleba potrafię o miłości zapomnieć.

Jest tylko jeden problem. Język, który jest mi najbliższy (ojczysty) wyraża mnie. A jeśli wszystkie języki jakie znam są tylko językami chleba?

Spróbujmy dzisiaj określić „nasz” język, który niezależnie od chleba będzie wyrażał nas zawsze. A jeśli tego nie wiem, to czy potrafię wyrazić siebie i to co dla mnie najważniejsze? To jest tylko na pozór pytanie banalne. Od niego zależy w życiu wiele, czasem wszystko.