Dogonić impuls elektryczny

Nauczono nas szybkiej komunikacji. Telefon, Internet, media. Ta szybkość prowokuje w nas nadciśnienie emocji, doznań i wzruszeń. Czasem wręcz doprowadza nas do zawału współczucia. No właśnie, zawału a nie współczucia. Bo co można powiedzieć o reakcji świata na ludzką tragedię, choćby tę ostatnią, jaka wydarzyła się na Haiti.

Już kilka chwil po tragedii mogliśmy współczuć. Najpierw tym, którzy już nie będą mogli cieszyć się życiem, potem tym, którzy zostali, by żyć… w piekle na ziemi. Toczyliśmy dyskusje, obejrzeliśmy po kilka razy zdjęcia tej samej tragedii. Tylko, że tragedia nie była w nas. Tragedia rosła w nich, biednych ludziach czekających na konkretne wsparcie.

Po kilku dobach doznań i wzruszeń zrodzonych przez szybką komunikację, wreszcie ludzka reakcja w aż nazbyt tradycyjnym tempie. Wysyłamy ekipę ratowników. Oczywiście dobre i to. Zresztą to nie wina ludzi, lecz procedur, czasu na zdobycie pieniędzy, potrzebne decyzje. Wielu już nie doczeka tej pomocy. Doczekało jej dziecko ponad sześćdziesiąt godzin czekające na ratunek. Doczekało, bo jeszcze nie zna tempa współczesnej komunikacji. I czekało powoli, nieświadome bezradności współczesnego świata.

Szybką mamy komunikację. Potrzeba tylko, by nasz rozum, serce i decyzje dogoniły impuls elektryczny.

Życzenia na Nowy Rok

Jednostka – zerem, jednostka – bzdurą, sama – nie ruszy pięciocalowej kłody, choćby i wielką była figurą, cóż dopiero podnieść dom pięciopiętrowy.

Starsi zapewne pamiętają ten wiersz, młodszym przyda się trochę powtórki z kiepskiej, ale wracającej w upiorach przeszłości literatury. Kiedy bowiem ogląda się telewizyjne podsumowania minionego roku można odnieść wrażenie, że jednostka ciągle jest zerem i bzdurą – może w nieco odmiennej konfiguracji.

Nauczono nas lęku przed autonomią, wolnością, indywidualnością. Bo kogoś takiego trudno okiełznać, zawsze wystaje z szeregu, nie myśli jak gazeta, nie wyśle smsa na każdą wymyśloną akcję. Nie łatwo bowiem sterować Człowiekiem… jeśli jest człowiekiem.

W jeden z ostatnich grudniowych dni nasze media doszły do absurdu. Nie chodziło już nawet o to, że gwiazda coś zrobiła, ale o to, że nic nie zrobiła i to NIC trzeba było pokazać. Ktoś ochrzcił dziecko i nie życzył sobie kamer, i właśnie to stało się przebojem.

W pierwszy dzień roku prezenter zachodził w głowę co też robiły nasze gwiazdy w tym czasie, a ja w tym samym momencie szukałem odpowiedzi na kołaczące się w mojej głowie pytanie: A co mnie to obchodzi?

Bycie zerem i bzdurą wyssaliśmy chyba z mlekiem z kartonu. Ciągle bowiem nie wierzymy w siebie. Nie bardzo dociera do nas fakt, że to nie my mamy być jak otaczający świat, lecz świat ma odzwierciedlać nas. Jak długo nie nauczymy się zachwycać własnym życiem, tak długo będziemy spoglądać w stronę gwiazd, i to nie tych na niebie.

Życzę więc wszystkim moim Czytelnikiem zachwytu nad swoim własnym życiem, zepsutych telewizorów i nie dostarczanych na czas gazet. Wtedy jest szansa, że zaczniemy czytać i oglądać siebie. Bo to w nas drzemie ten lepszy świat za którym tęsknimy.