Nadzieja dla wszystkich

Lekarze bronią się przed określaniem ich zawodu jako powołania. Często podkreślają, że powołaniem chce się przysłonić brak materialnej troski o nich. Młody człowiek cieszy się, że uniknął powołania do wojska. Uratował kilka miesięcy służby za darmo. Rodzina martwi się, bo dziecko poszło za głosem powołania, czyli zmarnuje sobie życie.

Powołanie. Nie lubimy tego słowa, ale wszyscy chcemy żyć nadzieją. A skąd bierze się nadzieja? Czy nie z realizacji powołania? Na co można mieć nadzieję, co nie byłoby odpowiedzią na jakieś wezwanie?

Nadzieja jest dla wszystkich, ale nie jest ona dla człowieka tak długo, jak długo nie chce wpisać się on w życie innych ludzi. „Missio” powiązane z „promissio”. Łacina tłumaczy wiele. Nie ma misji bez obietnicy. A obietnica jest osiągalna dla tych, którzy podejmują jej wyzwanie – misję. Dopiero wypełniając misję człowiek doświadcza spełnienia.

Nadzieja jest dla wszystkich i może jej doświadczyć każdy, kto nie chce być sam.

Samotność zabija wiele rzeczy, ale najskuteczniej zabija nadzieję. Zabija dlatego, że nie idzie w parze z człowiekiem, który zakochał się w małym, kurczącym się świecie samowystarczalności. Trudno wyobrazić sobie życie w zamkniętym wszechświecie. Ale chyba jeszcze trudniej w zamkniętym na innych dobrobycie. Człowiek opływający we wszystko bez innych, bynajmniej nie jest królem.

A kim? Na to niestety może odpowiedzieć wielu z nas.