Ułatwienia dostępu

A myśmy się spodziewali…

To już trzeci dzień mija. Można dopowiedzieć – trzeci tydzień, trzeci rok… A myśmy się spodziewali. Szczególne jest rozczarowanie w wierze. Czasem bowiem szukamy w niej tego, co jest spoza wiary. Szukamy w niej Chrystusa, który ma triumfować, a Pismo Święte mówi, że Mesjasz musiał cierpieć. Szukamy człowieka wierzącego bez grzechu, tymczasem On wziął na siebie nasze słabości. Szukamy w wierze Kościoła świętego, tymczasem nie oznacza to, że Kościół składający się z ludzi będzie bez grzechu. Szukamy w wierze czegoś, co nigdy nie było jej przedmiotem, a potem czujemy rozczarowanie. Oczywiście, że potrzebujemy świętych, to są chrześcijańscy nobliści, którzy wdrożyli to, co w wierze najważniejsze w sposób doskonały. Ale przecież w fizyce, chemii, też nie wszyscy są noblistami, ile mamy tam osób przeciętnych, czy wręcz wyrobników odstraszających swoją postawą od zajęcia się tymi dyscyplinami.

Czego powinniśmy się spodziewać? Benedykt XVI zostawił bardzo piękną definicję nadziei chrześcijańskiej: „Nadzieja to oczekiwanie dobra, którego się pragnie”. I tu wraca wcześniejszy wątek – pragnąć nie czegoś spoza wiary, ale tego, co jest jej przedmiotem. Ten przedmiot jest opisany w Piśmie Świętym, które uczy prawdziwego przedmiotu pragnień (Boga), a przy okazji porządkuje nasze ludzkie pragnienia i daje w nich wolność. W ten sposób otwarcie na nowy przedmiot pragnień jest jednocześnie otwarciem na doświadczenie religijne, które różni się od doświadczenia codzienności. Doświadczenie wiary to wolność i moc Słowa, które nie więzi ani Boga, ani człowieka.

Droga do Emaus. Zwyczajny opis ludzi rozczarowanych. Idą i rozmawiają. Próbują zwerbalizować to, co w doświadczeniu ostatnich dni jest trudne. I nagle przyłącza się do nich jakiś nieznajomy. Nie zaczyna jednak od wygłoszenia jakiejś swojej tezy, ale od prostego pytania: Co się stało? O czym rozmawiacie w drodze? Jak często nasze kroczenie z drugim człowiekiem zaczyna się od ewangelizacji, ale pojętej jak jakiś obowiązek – muszę to powiedzieć, muszę to zrobić, jak gdyby nie liczył się w ogóle drugi człowiek. To czym żyje, co stanowi jego problemy codzienne. Warto więc przywołać pierwszą programową encyklikę Jana Pawła II, Redemptor hominis, w której papież mocno przypomina, że pierwszą i podstawową drogą Kościoła jest człowiek (RH 14).

Droga wiary. Na większości dróg, które prowadzą do jakiegoś celu nie jesteśmy najważniejsi. Drogą na wschód nie dojedziemy z Warszawy do Poznania, a autostradą A2 nie dojedziemy do Katowic. Wystarczy wybrać właściwą drogę i dać się prowadzić. Tymczasem w wierze nie ma jednej drogi. Droga poszczególnego człowieka przebiega niezależnie, oryginalnie, w sposób niepowtarzalny. Taka jest właśnie droga wiary. Najbliższe miesiące przypominają o pewnych utartych drogach polskiej pobożności, pierwsza komunia w maju, spora część przez nią przechodzi, tylko, że ta droga nie zawsze prowadzi do celu, czasem nawet po roku człowiek nie umie już trafić do Kościoła. Droga wiary nie zależy od tego skąd dokąd jest wyznaczona, tylko od tego, czy jest na niej Chrystus. Nie ma więc dla wiary drogi ani lepszej, ani gorszej. Droga z Jerozolimy do Emaus też była tylko etapem drogi wiary uczniów. Po ludzku prowadziła w przeciwną stronę, a jednak okazała się czymś niezbędnym w całokształcie procesu wiary. Doceńmy nasze osobiste drogi, nawet jeśli na nich na jakiś czas odchodzimy, wątpimy. Ważne by mieć świadomość, że sens drogi zależy od tego, czy spotkamy na niej Chrystusa.

Emaus A.D. 2020

(dla lepszego zrozumienia zachęcam do lektury Łk 24, 13-35)

W tradycji biblijnej często napotyka się trudność, która polega na tym, że rzeczy i miejsca ważne dla zasadniczego przesłania biblijnego trudno usytuować jednoznacznie w czasie czy przestrzeni. Podobnie jest z Emaus. Można wskazać przynajmniej na trzy tradycje, wskazujące trzy różne miejsca niedaleko Jerozolimy. Trafnie podsumował to papież Benedykt XVI w 2008 roku. Mówił tak: „Są różne hipotezy i ma to swój urok, ponieważ pozwala nam przypuszczać, że w rzeczywistości Emaus symbolizuje każde miejsce: droga, która do niego prowadzi jest drogą każdego chrześcijanina, każdego człowieka”.

O tym miejscu wiemy tyle, że było oddalone o 60 stadiów od Jerozolimy. To niedaleko, około 11 kilometrów. Jeśli miało się ku wieczorowi, to znaczy, że uczniom nie bardzo się spieszyło. Można odnieść wrażenie, jak gdyby rozczarowanie tym, co się stało walczyło z tlącym się gdzieś we wnętrzu przekonaniem „a myśmy się spodziewali”. Rozczarowanie…

Jak bardzo nasze domy są w tym roku podobne do Emaus. Miejsca rozczarowania. Planowaliśmy tak różne sprawy: ślub, wyjazd, matura… Wszystko miało być inaczej. Spodziewaliśmy się…

I nagle na drodze uczniów pojawia się On. Zaczyna wyjaśniać Pisma. Właściwie nie tyle wyjaśniać, co pokazywać, że gdyby było inaczej (gdyby nie cierpiał), to właśnie wtedy wątpliwości powinny zrodzić się w sercach uczniów. Tymczasem wszystko przebiegło zgodnie z planem. Skąd więc rozczarowanie?

No właśnie, zgodnie z planem, tylko czyim? Spodziewałem się. Czego? Że również Jego mogę omamić pobożnym „szczęść Boże”? Wszystko przebiegło zgodnie z planem, z tą różnicą, że zgodnie z Jego planem, nie moim.

Gdy jeszcze po ludzku uczniowie chcą Go zatrzymać, bo ma się ku wieczorowi, On znika im z oczu. To oni chcieli zapomnieć o Jerozolimie, po ludzku również Jego nie wysyłać w drogę po nocy. I nagle rozumieją, że On jest „słońcem nie znającym zachodu” (Exultet). I pomimo, iż jest wieczór (w tej samej chwili, kiedy zrozumieli) wracają do Jerozolimy.

Kiedy wrócę ja z pokładów moich rozczarowań? Gdy rozproszą się mroki mojego wieczora, gdy zrozumiem, że trzeba wracać ku nadziei. Gdy przyznam, że zawiódł nie On, tylko ja.