Ułatwienia dostępu

Duch Święty obecności

Duch Święty. Czasem próbujemy sobie wyobrazić, gdzie w naszym życiu zauważamy obecność Ducha Świętego. Trudniej byłoby chyba wskazać miejsca, gdzie jest nieobecny. Człowiek powstaje z tchnienia Bożego, a więc z pierwszej obecności Ducha Świętego, potem uświadamia sobie, że składa się z ciała, duszy i ducha, czyli siedliska tego, co pociąga człowieka ku wyższej perspektywie istnienia. Karmi się Słowem, które zostało spisane pod natchnieniem Ducha Świętego. Modli się inspirowany Duchem Świętym. Wyznaje grzechy dzięki łasce pokuty: „Łaska Ducha Świętego niech zstąpi na ciebie…”. I wreszcie, kiedy wyzionie ducha tu na ziemi usłyszy, że jego ciało było świątynią Ducha Świętego.

Wieża Babel. Wieża wiedzy, by zapanować na drugim człowiekiem, a może nawet wyzwolić się od Boga. Dzisiaj odeszliśmy daleko od daru mądrości i wiedzy, jakie daje nam Duch Święty. Cierpimy na opisywaną w psychologii niestrawność informacyjną – przeciążenie ciężką i zbędną treścią informacyjną, która sprawia, że cierpimy w konsekwencji na przeciążenie poznawcze – wiedząc dużo, nie wiemy prawie nic. Cierpimy na niezdolność do podejmowania decyzji, bo nadmiar danych jest tak samo wyczerpujący dla decyzji jak ich brak. Wreszcie odczuwamy lęk informacyjny, który sprawia, że informacja jakby przecieka przez człowieka, nie zostawiając nic ku refleksji, własnemu zbudowaniu.

Potrzeba Pięćdziesiątnicy. Hraban Maur, autor hymnu Veni Creator Spiritus, nazwał Ducha Świętego duchem obecności Ojca i Syna. Ta obecność polega na dostrzeganiu Boga w historii, w Słowie i w Kościele. W historii, ponieważ tak często chcemy tworzyć historię bez Boga. W Słowie, gdyż coraz częściej nie jest ono drogowskazem, ale tekstem, który służy do stopni i awansów, a jego tłumaczenie do kolejnych wydań i edycji. Kościół zaś, nawet dla tych, którzy proszą z tradycji o sakramenty, nie jest rzeczywistością konieczną. Jeśli więc nie potrzebujemy Ducha Świętego w odczytywaniu historii, w interpretacji Słowa i rozumieniu rzeczywistości Kościoła, to faktycznie jesteśmy ludźmi niewierzącymi.

Wieża Babel a wspólnota. W jakimś sensie to też była wspólnota, miała swój cel, budowanie własnego imienia. Tylko, że nie była wspólnotą z Bogiem, a wspólnotą z Bogiem nie jest, gdy nie jest wspólnotą charyzmatu. Jeśli jeden ma charyzmat, a reszta ma go realizować, jest to forma tyranii a nie Kościoła. Tak upadają diecezje, gdy charyzmat biskupa jest silniejszy niż charyzmaty Ducha Świętego. Tak człowiek staje się coraz bardziej samotny, chociaż wierzy. Bo niby budujemy kościoły, zakony, wspólnoty, tylko budujemy je dla chwały własnego imienia. A kolejne „wieże Babel” nie przejdą do historii, zwłaszcza świętej.