Wskrzeszenie Łazarza jest pełną śmiercią (nie przenośnią, nie analogią). Różni się jednak zasadniczo od zmartwychwstania. Najprościej można powiedzieć, że Łazarz naprawdę umarł, ale został przywrócony do życia sprzed śmierci. A to życie sprzed śmierci, to na nowo starzenie się, choroby i nieunikniona śmierć. Natomiast zmartwychwstanie zakłada nie tyle powrót do czegoś sprzed śmierci, co raczej radykalną przemianę w nową formę istnienia w niczym nie przypominającą egzystencji przed śmiercią.
Wyznajemy zmartwychwstanie. Wiara chrześcijańska nie skupia się na tajemnicy umierania, ale na śmierci i życiu wiecznym. Jezus nie obiecuje, że w przypadku śmierci przywróci nas do życia, ale że po śmierci da nam nowe życie. Śmierć jest jedynym sposobem wejścia w życie wieczne. Zmartwychwstanie to nie uporczywa terapia, która miałaby na celu zachowanie życia biologicznego za wszelką cenę. To nadzieja, że kiedy zniszczeje przybytek naszego doczesnego zamieszkania, wtedy otrzymamy pełne uczestnictwo w życiu Boga, które nie podlega przemijaniu i śmierci. Scena z Łazarzem pokazuje tylko jedno: Bóg jest większy niż śmierć! A reszta dla nas na ziemi ciągle pozostaje tajemnicą.
Zmartwychwstanie nie jest więc „powrotem”, lecz „przejściem” — nie cofnięciem historii, ale jej dopełnieniem. To, co doczesne, nie zostaje anulowane, lecz przemienione i wyniesione do nowego porządku istnienia. Dlatego nie można myśleć o nim w kategoriach przedłużenia życia, lecz raczej jego spełnienia w Bogu. Człowiek nie odzyskuje tego samego życia, które utracił, ale otrzymuje życie, którego wcześniej nie znał — życie wolne od czasu, cierpienia i śmierci. W tym sensie zmartwychwstanie nie jest odpowiedzią na lęk przed śmiercią, lecz objawieniem sensu całej egzystencji, która dopiero w Bogu osiąga swoją pełnię.
