Wierzę, więc milczę (2)

Milczenie poprzedza słowo i przychodzi również po nim, gdy już wszystko zostało powiedziane. Jest trudnym sposobem bycia z kimś. Trudnym, bo w milczeniu traci się kontrolę nad drugą stroną. Wtedy już nie wiadomo, czy ja jestem bardziej z kimś, czy też ktoś jest bardziej ze mną.

Milczenie jest trudnym sposobem bycia, zdarza się, że nie ma go w ogóle. Pytamy o to, czy mamy czas z sobą porozmawiać. A czy mamy czas razem pomilczeć?

Milczenie nie ma jednak nic wspólnego z niemyśleniem czy niemówieniem. Jest rozważaniem. W perspektywie religijnej nazywano je modlitwą myślną – rozmyślaniem. Dzisiaj już nikt nie pyta o czas na rozmyślanie. Nawet w zakonach. Pyta się o „modlitwy”, czyli o „bycie” w kaplicy. Rozmyślanie staje się sprawą prywatną i – konsekwentnie –  wspólne staje się puste.

Tymczasem rozważanie jest myśleniem o tym, czego nie umie się jeszcze powiedzieć. Dopiero z niego rodzą się słowa i czyny.