Ułatwienia dostępu

Głupcze, jeszcze tej nocy

Jeszcze tej nocy. Jedną z cech domorosłych ewangelizatorów jest straszenie. Ma ono jednak dwa słabe punkty – jeśli straszymy czymś, co ma nadejść za rok, człowiek jeszcze się nie boi; jeśli straszymy czymś, co ma nadejść tej nocy, to jeśli obudzi się rano, będzie się z nas śmiał. Straszymy końcem świata, piekłem, mękami. Najczęściej straszą ci, którzy sami się ich nie boją. Jest jednak jeden tekst, który jest natchniony, a mówi o marności, co więcej, że wszystko jest marnością. To czego poszukujemy w życiu codziennym to pracy i dóbr. W nauczaniu Kościoła praca ma godność, jeśli pomaga człowiekowi w przeżywaniu własnej godności. Dobra mają wartość, ponieważ warunkują wolność. Panem (Dominus) jest ten, kto ma coś własnego (dominium). Czasem też mylnie stawia się ubóstwo jako brak środków. Tymczasem mnisi teologowie mieli najlepsze zbiory w swojej epoce, św. Maksymilian Kolbe miał najlepsze maszyny drukarskie. Nie trzeba się bać dóbr ani nocy, trzeba tylko pamiętać, że marnością jest wszystko, co nie ma sensu.

Szukać tego co w górze. Ta zachęta wraca wielokrotnie w roku liturgicznym. Szukać w górze nie oznacza jednak odlecieć z rzeczywistości, ale uświadomić sobie, że z góry widać lepiej. Znamy przysłowie: „Widzieć, jak świnia niebo” oraz tekst biblijny „twarde były ich karki”. Świnia nie widzi nieba, bo ma właśnie twardy kark, trzeba by ją przewrócić, by bez wysiłku widziała niebo. Czasem człowiek o twardym karku widzi niebo dopiero z trumny, kiedy leży na plecach.

Marność w przykładach. I wreszcie dwa przykłady z dzisiejszej Ewangelii. Pierwszy – rozsądzić spór o spadek. Lubię tę nazwę „spadek”, jakby coś spadło, ku zdziwieniu wszystkich. Można postawić pytanie, skąd się bierze spadek? Generalnie z faktu, że ktoś umarł. Zostawić coś, tylko nie nauczył, jak się tym dzielić. Drugi przykład – głupiec, który gromadzi. Problem umiaru i pozytywnego spojrzenia na życie. Umiar to nie zakaz używania, ani też wprowadzanie ograniczeń. Umiar to nie kwestia ilości, lecz jakości. To kwestia tożsamości. Wiem, kim jestem, więc wiem, czego potrzebuję. Podobnie Dekalog nie jest zbiorem ograniczeń i zakazów, lecz sposobem definiowania siebie – ograniczeniem był przed wejściem do ziemi obiecanej, potem przybrał już formę pozytywną. Przykład: „nie będziesz miał cudzych bogów” (forma negatywna) i „wierzę w jednego Boga” (forma pozytywna). Można by tak właśnie wyrazić cały dekalog: imię Boga wymawiam z szacunkiem, umiem świętować i szanować ludzi, cenię życie i wierność, szanuję własność, mówię prawdę, znam sens słów „moje” i „wystarczy”.

Mądry zaczyna od słuchania, głupi od mówienia

Mądry zaczyna od słuchania. Chyba nie ma człowieka, przynajmniej w naszym kręgu kulturowo-religijnym, który nie słyszałby nigdy pierwszych słów modlitwy „Słuchaj Izraelu”. Słuchaj, a gdy będziesz zdolny usłyszeć, usłyszysz słowa: Będziesz miłował! Bo będziesz miłował oznacza, że nie będziesz stawiał granic słuchaniu. Nasza niezdolność do kochania bierze się często z naszej niezdolności do słuchania. Warto postawić pytanie, gdzie ja stawiam granice w słuchaniu Boga, ludzi, siebie?

Mistrz słucha. Po czym poznać, że miłość jest naprawdę ze słuchania? Po tym samym, po czym rozpoznaje się, że matka kocha swoje dzieci. Najgorsza matka to ta, która wie najlepiej, czego dziecku potrzeba. Prawdziwa to ta, która potrafi się wsłuchać w to, czego dziecko naprawdę potrzebuje. Kiedy szukamy mistrzów, nie szukamy ludzi z największą łatwością mówienia, ale ze zdolnością do słuchania. Najwięcej pomoże mi nie ten, kto każe słuchać, ale ten, kto umie słuchać. W rozmowie, kiedy ktoś szuka porady, więcej nie może mówić ten, kto radzi od tego, kto przyszedł po poradę. W konfesjonale nie może spowiednik mówić więcej od penitenta, bo to oznacza, że nie słucha, a skoro nie słucha, to znaczy, że nie pomoże. Nie wierzę w ewangelizację przez Internet, bo tam nie ma miejsca na słuchanie tego, kto ma usłyszeć. Komunikacja nie znosi pustki. Mówienie bez słuchania jest komunikacją pustki.

Cisza muzyki i poezji. By usłyszeć trzeba przestać mówić. Dobrze uczy tego muzyka czy poezja. One rodzą się ze słuchania, dopiero potem się je zapisuje, wykonuje, by usłyszeć na nowo. Podobnie przychodzi Bóg. Wiara nie bierze się z głoszenia, ale ze słuchania. Bóg jest często porównywany do ognia. A gdzie jest najciszej w płomieniu? W samym środku, tam, gdzie jest czyste światło, prawie nieme. Trzask ogniska to skutek uboczny ciszy ognia.

Kogo więc warto szukać? Pozornie wydaje się, że tego, kto wszystko wie i pięknie przemawia. Taki człowiek daje pewność, a pewność potwierdza schemat. Tymczasem prawda nie jest w pewności, ale w otwartości na nowe. Niedouczony magister wie zawsze, wybitny profesor potrafi uczyć się nawet od ucznia.

Słuchaj, będziesz miłował. Słuchaj, czyli miej uszy otwarte! Kochaj, czyli miej serce otwarte! Szukaj, czyli miej umysł otwarty!