Ułatwienia dostępu

Chrystus Król Wszechświata

Król Wszechświata. Tym, co najbardziej przeszkadza w teologicznym zrozumieniu roli Jezusa Chrystusa jest uprzywilejowana pozycja człowieka. Od razu jednak dopowiedzmy, to uprzywilejowanie ma źródło w nieskończonej miłości Boga i słabości natury człowieka. Bóg umiłował wszelkie stworzenie, a gdy człowiek zasłużył przez grzech na potępienie, Bóg postanowił odkupić go w swoim miłosierdziu. I w tym wyraża się cała wyjątkowość człowieka – potrzeba odkupienia. To właśnie z tej miłości do zagubionego człowieka Jezus Chrystus staje się człowiekiem, łącząc w sobie, w jednej Osobie dwie natury: boską i ludzką. Ale ta ludzka natura nie czyni człowieka większym od innych istot. To przecież Psalm 8 doprecyzuje: „Uczyniłeś go [człowieka] niewiele mniejszym od aniołów”. Chrystus tylko w jednym miejscu jest tak bardzo wyraźnie nazwany królem i przeciwko temu nie protestuje – to Krzyż. Prawda pomiędzy łotrami, pomiędzy dwiema wizjami królestwa.

Jakiego króla szukamy? On jest pierworodnym wobec całego stworzenia. W Nim wszystko zostało stworzone – byty widzialne i niewidzialne. W Nim wszystko ma istnienie. Spróbujmy zrozumieć te słowa: całe stworzenie, byty widzialne i niewidzialne, wszystko, co stworzone, wszystko, co ma istnienie. Prolog Ewangelii według św. Jana dopowie: „Wszystko przez Nie [Słowo] się stało”. Czy mamy świadomość, że Chrystus jest królem wszechświata? Jeżeli więc odkrywamy nieogarniony kosmos, to Chrystus jest królem kosmosu. Jeżeli kiedykolwiek odkryjemy gdzieś w kosmosie życie, to Chrystus będzie dawcą tego życia. Już w roku 1277 potępiono tezę (Etienne Tempier), że Bóg nie może stworzyć wielu światów. Może, ponieważ jest wszechmocny. Nie oznacza to, że jeśli pojawią się stworzenia inne co do natury, to Bóg przyjmie kolejną naturę. Wszechmoc Boga nie polega na kolekcjonowaniu natur.

A człowiek i odkupienie? Pozycja człowieka jest szczególna w tym względzie, bo z jednej strony reprezentuje cały kosmos (materia i duch), z drugiej szczególnie potrzebuje odkupienia. A czy można dopuścić myśl, że mogą istnieć poza nami inne istoty rozumne? Nie tylko można dopuścić, ale trzeba to przyjąć. Takimi istotami są anioły, byty czyste, które nie mają potrzeby odkupienia. Czy Bóg mógł stworzyć inne światy? Tak, ponieważ jest wszechmocny. Z jednej strony mamy więc Króla wszechświata i wszelkiego stworzenia, z drugiej chcemy sprowadzić Go do pozycji króla konkretnego narodu. Czy rozumiemy potęgę Boga? Czy rozumiemy wszechświat? Czy rozumiemy, że On jest Królem wszystkiego co istnieje? A to czego potrzebujemy my, ludzie do zbawienia, to daje nam Bóg w Objawieniu. Nie sprowadzajmy więc Boga do wszechświata na miarę naszego pojmowania. I nie ograniczajmy naszą ograniczoną perspektywą Jego wszechmocy. Teologia Boga jest z innego wymiaru niż teologia człowieka. Ona może wpływać na nas, ale my nie możemy jej redukować do naszej zdolności pojmowania.

Niepodległość z resztek? Refleksja w 100. rocznicę odzyskania niepodległości

Setna rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę stawia przed nami ważne pytanie, pytanie o przyszłość. W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie współbrzmią wyjątkowo główne wątki czytań na dzisiejszą niedzielę.

Prorok przychodzi do ubogiej wdowy i wyraża dwukrotnie swoją prośbę w dziwnej kolejności. Najpierw „daj mi wody, potem przynieść chleb”. Woda kojarzyła się zawsze z czymś darmo danym (z nieba), ale chleb już nie. Prorok prosi więc najpierw o to, co łatwiej dać, ale później prosi już o to, co moje, często nie w nadmiarze. I druga prośba, równie dziwna. Znając sytuację kobiety, prosi najpierw, by dała jemu, a dopiero potem sobie i dziecku. Przypomina to zasadę obowiązującą w samolocie w przypadku awarii – najpierw dorosły nakłada maskę sobie, potem dziecku. Dlaczego taka, jakby nienaturalna kolejność? Bo dziecko nie przetrwa bez dorosłego, tak jak wdowa nie przetrwa bez proroka, który zapewni jej dzban mąki, który się nie wyczerpie. I konsekwentnie, tak jak człowiek nie przetrwa bez Boga i bez Ojczyzny, jeśli najpierw będzie myślał wyłącznie o sobie. Inaczej pozostaną tylko resztki jako pokarm ku śmierci.

Filozofia resztek – tak prosta i tak prawdziwa. Można karmić się resztkami wiary, nadziei i miłości. Ludzkimi resztkami jako pokarmem ku śmierci, mając obok wiarę, nadzieję i miłość w całej pełni. Pozostając tylko na ludzkich resztkach wiary nie pragnie się już ideału. Ludzkie resztki nadziei pozwalają już tylko w każdym problemie widzieć koniec. Ludzkie resztki miłości potęgują egoizm jako głód miłości, której nie ma kto nasycić.

Filozofia resztek ma też swoje odniesienie do ojczyzny. Służba przestaje być poświęceniem życia, a życie bez poświęcenia jest jak kapitał nie puszczony w obrót. Jest już tylko resztką posiadania. Dobro wspólne nie jest już czymś do podziału i budowania, ale z gardła wyciągniętymi resztkami przez fiskus. Solidarność oparta na resztkach jest już tylko solidarnością ludzi połączonych najniższymi instynktami.

Nasza ojczyzna jest w niebie. To nie jest zachęta do porzucenia świata. To jest przestroga zarówno dla ateistów, jak i nacjonalistów. Bez tego ideału ojczyzny, każda inna próba jej budowania jest formą budowania z resztek. Tak karłowacieje ideał ojczyzny, ale również patriotyzmu. Bo pierwszym jego problemem nie jest kolor korony orła, ale obraz życia człowieka. Orłu przywróciliśmy koronę, a z człowieka robimy niewolnika i wroga.

Często w czasie jubileuszów i rocznic śpiewamy polskie „sto lat”. Ale to nie jest śpiew na jubileusz naszej niepodległości. Sto lat jest już za nami. Pozostaje więc życzyć naszej Ojczyźnie wszystkiego najlepszego na nowej drodze. Co na tę drogę zabrać? Może tylko Boga jako cel, honor jako koronę na głowie człowieka wolnego i umiłowanie Ojczyzny jako antidotum na samotność, bezdomność i wykorzenienie.

I może warto jeszcze z sobą zabrać tę myśl, aby nie budować z resztek, ani własnego życia, ani przyszłości Ojczyzny.