Ułatwienia dostępu

Osiem Błogosławieństw

Błogosławieństwa, czyli co? Są takie tematy, na temat których powiedziało się już wszystko. Przynajmniej tak się może wydawać. A jednak… Można z nich uczynić nowe prawdy wiary i tak właśnie definiować chrześcijaństwo: ubóstwo, smutek, egzystencja bez znaczenia, poddanie się niesprawiedliwości, łatwe przebaczenie, abstynencja seksualna, zgoda na prześladowanie. Można też przywołać K. Marksa, by stwierdzić, że takie ich rozumienie to nic innego jak „opium dla ludu”. Robimy krzywdę wierze, kiedy w taki właśnie sposób próbujemy przeinaczyć błogosławieństwa. Jeden z moich profesorów mawiał, że kiedy zabrakło w Kościele prześladowań, zaczęto wymyślać inne niedole. Może to uproszczenie, a może coś, co ma jednak głęboki sens.

Błogosławieństwa porządkują życie. Można przywołać dwa skrajnie różne podejścia do życia. Jedni cieszą się nim bez konsekwencji. Drudzy próbują płacić z góry, nawet nie próbując życia zasmakować. Błogosławieństwa porządkują życie, ponieważ uczą z jednej strony, by nie cieszyć się bezmyślnie, z drugiej zaś przestrzegają, by nie zaczynać od płaczu, bo i tak kiedyś radość się skończy. Błogosławieństwa uczą przede wszystkim pokonywania natury, i nie chodzi o żywioły, ale o pokonywanie samego siebie. Znajomy, który prowadzi szkołę wspinaczki skałkowej opowiadał mi kiedyś, że są dwa typy adeptów tej trudnej sztuki. Pierwsi niby chcą się wspinać, ale ich główne zainteresowanie to techniczna kwestia wytrzymałości liny. Drudzy chcą się wspinać, by pokonać siebie, swoje lęki i ograniczenia. Podobnie jest z wiarą i błogosławieństwami. One nie są po to, by je ubóstwiać, ani też po to, by przed nimi uciekać. One uczą pokonywania siebie.

Reszta Izraela. Od reszty zaczyna się wszystko, co wielkie w Piśmie Świętym. Ale znowu, resztę można rozumieć dwojako. Reszta to ci, którzy jeszcze zostali ze starego porządku oraz reszta biblijna, czyli ci, którzy porzucili stare, by stać się zaczynem nowego. Zbyt łatwo nazywamy siebie resztą, gdy inni nas opuścili. Ale czy jesteśmy zaczynem? Nie szukajmy dla wiary kontekstu. Rozpoczynając nowe w taki sposób jesteśmy podobni do człowieka, który chciałby śpiewać, ale jednocześnie stawia warunek – nie zaśpiewa bez sceny. A przecież najważniejszy nie jest sceniczny kontekst, ale prawdziwy talent i pragnienie śpiewania. Kontekst przyjdzie z czasem. Najlepszym przykładem są relacje międzyludzkie. Ze starego sposobu odnoszenia się dzieci do rodziców, męża do żony pozostało dziś niewiele. Ale czy to musi oznaczać, że relacje z założenia muszą być gorsze? Bądźmy błogosławieni, czyli szczęśliwi, czyli odważni, a to oznacza zdolnych do bycia zaczynem.

Czy chrześcijaństwo upadnie?

Kiedy słyszymy słowo „reszta”, oznacza to, że coś się kończy. Reszta ciasta, obiadu, reszta z kwoty zapłaconej w kasie. Z resztą jesteśmy w stanie się rozstać – „reszty nie trzeba”, „proszę zatrzymać resztę”. Tymczasem w Piśmie Świętym reszta nie jest zapowiedzią końca, lecz twórczego początku. Na reszcie się nie kończy, przeciwnie – od reszty się zaczyna.

Błogosławiony z Ewangelii należy do reszty, gdyż reszta symbolizuje tych, którzy mają odwagę pokonać własną naturę. Są ludzie, którzy z jednej strony chcieliby skoczyć na spadochronie, ale z drugiej – czy się otworzy? Poszliby za Chrystusem, ale czy nic im się nie stanie?

Błogosławieni nie gloryfikują biedy, płaczu czy niesprawiedliwości, ale z nimi walczą. Nie ma więc jednego sposobu kroczenia drogą błogosławieństw. Św. Franciszek Salezy porównywał ludzi do ziarna. Stworzeni w jeden sposób, jednak z każdego ziarna wyrasta inny plon. Przestrzegał, by biskup nie usiłował praktykować duchowości mnicha, a małżonek pobożności kapucyna. Każdy ma stać się sobą, niepowtarzalnym ziarnem.

Błogosławiony to człowiek wolny. Św. Paweł pisał, że umie cierpieć niedostatek, umie też obfitować. Oznacza to, że umie pokonywać własną naturę. Może dlatego cierpimy na brak powołań, że konsekrujemy formę, a nie treść.

Nie wymyślajmy kontekstu, by w nim przyjąć Boga. Przyjmijmy Boga, a kontekst przyniesie samo życie.

Powróćmy na koniec do obrazu „reszty”. Niektórzy z lubością starają się wieszczyć kres chrześcijaństwa. Wolę jednak postawę św. Augustyna. Widząc niechybny upadek Cesarstwa, postawił z mocą pytanie, które stawiali wszyscy: Czy Rzym upadnie? I odpowiedział: Nie, jeśli przetrwają Rzymianie. Nie muszę dopasowywać tego pytania do kontekstu chrześcijaństwa. Myślę, że każdy rozumie, że odpowiedź będzie podobna. Jedno jest pewne – nie przesądzą statystyki, ale żywy człowiek.