Śp. Prof. Barbara Skarga

W wieku 90. lat odeszła do wieczności Pani Profesor Barbara Skarga. Odeszła – jak przystało na wielkiego Filozofa i Człowieka – wypełniając twórczym a jednocześnie trudnym życiem te piękne pojęcia. Są bowiem dwa typy filozofów: tacy, którzy szukają odpowiedzi na pytanie KTO? i tacy którzy stawiają pytanie CO? Odpowiedź na drugie pytania sprawia, że łatwiej sprzedać owoce poszukiwań, prościej zaistnieć. Procesami zajmują się dzisiaj prawie wszyscy. Coraz mniej filozofów zajmujących się człowiekiem. Może dlatego, że po to, by pytać o człowieka, najpierw człowiekiem trzeba być.

Śp. Barbara Skarga nie potrzebuje zbędnych, nawet pośmiertnych laurek. Jej filozofia tłumaczy bowiem ją samą. Niech więc w hołdzie Pani Profesor wybrzmią raz jeszcze jej własne słowa: Kiedy jeden coś do mnie mówi, a drugi mówi to samo, to nie jest to to samo. Kiedy człowiek zwraca się do człowieka ze słowem, w którym wypowiada to, co zrozumiał, to nie idzie przy tym jedynie o idealne treści zdań. Te są dobre, by grać nimi w karty. Słowa jednak, które przekazują rozumienie, nabierają znaczenia w zależności od tego, kto je wypowiada.

Autor

Jarosław A. Sobkowiak

Nauczyciel akademicki. Zakres badań: antropologia i aksjologia kultury, etyka, hermeneutyka filozoficzna i teologiczna, moralność w aspekcie "intellectus fidei".

2 myśli do „Śp. Prof. Barbara Skarga”

  1. Myślę, że rozwiązanie daje św. Paweł – czynić prawdę w miłości. Prawdę bez miłości można czynić ulegając skrajnościom: można prawdę relatywizować, zawsze mieć jakieś „ale”, powoływać się na okoliczności. Można też prawdą nienawidzić. Natomiast prawda w miłości to mniej więcej to, co w moralności nazywa się subiektywną odpowiedzialnością. Prościej, jeśli ktoś zabija dziecko – to jest to zabójstwo. Ale do tego, by nazwać kogoś zabójcą, trzeba znać wszystkie okoliczności. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, iż do oceny moralnej czynu trzeba brać pod uwagę trzy elementy: przedmiot, intencję i okoliczności. I raz jeszcze powiadam: kiedy ginie człowiek z ręki człowieka, to jest to zabójstwo (ze względu na przedmiot). Ale biorąc pod uwagę intencję sprawcy, do tego, by ją ocenić, trzeba ją znać. Chodzi o świadomość moralną, poczytalność, prawdziwe motywy. Nie wystarczy kilka wycinków prasowych, by je znać. I są też okoliczności – czasem łagodzą odpowiedzialność, czasem wręcz przeciwnie. Jeśli chciało się dziecko zabić, to taki czyn byłby, jest i zawsze będzie zabójstwem, bo jak można nazwać to, że człowiek jest i nagle przestaje być? Ale nie znając dogłębnie sprawy nigdy nie nazwałbym człowieka zabójcą. I chyba tu jest cały problem. Nie zawsze da się postawić znak równości pomiędzy zabójstwem a zabójcą. To byłoby zbyt proste. A w ewangelicznym „tak, tak” nie chodzi bynajmniej o prawo odwetu. Chrystus nie przyszedł prawa znieść, ale dopełnić. Oznacza to, że nie przyszedł zabicia człowieka nazwać inaczej, tylko dopełnić pełną prawdą o zdarzeniu. Czasem zaś trochę za szybko szafuje się pewnymi mocnymi słowami. Tego przypadku nie jestem w stanie ocenić – za mało wiem. A to, co mówi mi intuicja – wydaje się, że ta osoba jest dość ograniczona intelektualnie i to inni pokazali jej, że na tym można zrobić pieniądze. Zabójstwo przyzywa zabójcę. I zapewne chęć zabicia dziecka domagałaby się zabójcy. Ale manipulacja tym, co się nie stało jest tylko domniemaniem. Czym innym jest więc ocena moralna, czym innym wyrok sądu. Sąd może skazać za to, co jest treścią prawa, a prawo w tym względzie jest po stronie tej Pani. Zatem mamy szerszy problem. Łatwo bowiem skazać człowieka, trudniej naprawić system. A jak dotąd zarówno obecny jak i poprzednie rządy rozdzierają szaty na konkretny przypadek, tylko, że nie zrobiły nic, żeby takie przypadki nie miały miejsca. Ale sprowokował mnie Pan do jednego. Do napisania felietonu o relacji pomiędzy moralnością i prawem. Wkrótce postaram się to uczynić.

  2. Ważna rzecz stała się niedawno w Polsce. Mam na myśli wyrok sądu skazujący „Gościa Niedzielnego” za napisanie, tego co, co zostało napisane (mógłbym użyć tu zwrotu „napisanie prawdy”, ale tego nie zrobię, bo strach pomyśleć, za co można być w RP skazanym).

    Jakie jest księdza zdanie na ten temat? Czy o kobiecie, która chciała zabić swoje dziecko można napisać: „chciała zabić swoje dziecko”? Czy może trzeba napisać o tym w inny sposób? Może delikatnie, tylko jak, żeby nie mijać się z prawdą i nazywać rzeczy po imieniu? Ojciec Maciej Zięba w programie Tomasza Lisa, powiedział, że on użyłby innych słów, co w kontekście wypowiedzi Kazimiery Szczuki i posła R. Kalisza o języku nienawiści, wypadło, jak potwierdzenie, że taki język właśnie był stosowany w artykułach w „Gościu Niedzielnym”.
    Jak mają się do tego ewangeliczne „tak, tak , nie, nie”?

Możliwość komentowania jest wyłączona.