Prawda i wolność

Komentarze do poprzedniego wpisu sprowokowały mnie do uściślenia pewnych pojęć. Najpierw prawda. Nie chciałbym przenosić jej od razu na Boga. Relatywizm i sceptycyzm zasiały wystarczająco dużo spustoszenia i to nie tylko w odniesieniu do Boga, ale również w odniesieniu do rzeczywistości, tej, którą możemy poznać w sposób bardziej prosty.

Otóż, jeśli istnieje jakiś przedmiot i chcemy go poznać, to oczywiście nasze drogi mogą być różne. Ta różność pokazuje jednak nie tyle bogactwo naszego poznania, co raczej oddalenie od poznawanego przedmiotu. Im bardziej się oddalamy, tym mniej widzimy, wtedy zaczynamy widzieć coraz bardziej „inaczej”.

Co więc oznacza wolność? Oznacza z jednej strony jakieś zainteresowanie samym przedmiotem poznania, a dalej, zainteresowanie tymi, którzy go poznają. Można to nazwać ciekawością świata, ale również ukochaniem rzeczywistości. Ukochać, to ulokować serce w przedmiocie.  To właśnie ukochanie rzeczywistości jakby uprzedza nasze poznanie. Prawda jest związana z intelektem, umiłowanie rzeczywistości z wolą. Poznanie oparte na miłości jest spontanicznością woli, co w praktyce oznacza odwagę wychodzenia z siebie. Wtedy inni to nie piekło, wtedy też rzeczywistość to nie poznawcze przekleństwo.

Kiedy się nie ukocha przedmiotu poznawanego, wtedy każde wyjście z siebie jakby naruszało naszą wolność. Muszę – to właśnie towarzyszy wtedy człowiekowi. Muszę poznać Boga, świat, ludzi. Ale jest też inne słowo: „chcę”. Chcę poznawać, bo poznanie zewnętrzne dopełnia głębię poznania samego siebie. Dopiero wtedy, kiedy jestem zdolny ukochać inne, moje „inaczej” zaczyna mieć sens. Bo pomimo iż jest inne, to nie jest to inność, która oddziela, lecz łączy. Inność jest wtedy cennym dopełnieniem a nie przeciwieństwem.

Wolność do poznania czegoś jest więc w jakimś sensie wolnością do porzucania siebie. Jest niezbędnym dystansem, by uczynić prawdę prawdą. Prościej, wtedy nie ja jestem miarą rzeczy, lecz prawda mierzy wartość rzeczy i mnie  pośród rzeczy.

Wolność daje też dystans do pojęciowania. Zgadzam się, że nie wszystko trzeba ponazywać, ale trzeba przynajmniej chcieć nazwać. To właśnie dlatego, kiedy poznajemy człowieka zaczynamy od poznania jego imienia. Bezimienność to brak zainteresowania poznanym. A czy można by żyć tym, co nie interesuje?

Dlatego prawda ma tak wiele imion. Ale ostatecznie dopełnia się w przedmiocie. I moja wiara w prawdę nie polega na tym, że ja wiem, ale że wierzę, iż wiedząc, że prawda jest w przedmiocie, szukam, zbliżam się… poznaję, by choć trochę się do niej przybliżyć. A czasem nawet mam pokusę jakoś ją nazwać wiedząc, że zamykanie prawdy w pojęciu jest nieznośną, ale i niezbędną „ułomnością” ludzkiego umysłu.

Autor

Jarosław Andrzej Sobkowiak

Dyrektor Centrum Komunikacji Społecznej i Cyfrowej UKSW, nauczyciel akademicki, Instytut Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW, Katedra Teorii, Etyki i Prawa Mediów. Aktualny zakres badań: kognitywistyka komunikacji, etyka i metaetyka dziennikarska, komunikacja religijna. Wcześniejsze badania: hermeneutyka filozoficzna, podmiot w procesie komunikacji, nowy porządek moralny a nowy porządek światowy