Media w służbie nowej ewangelizacji – debata

Ostatnio dużo mówi się i pisze na temat nowej ewangelizacji. Podkreśla się przy tym, że Ewangelia niezmiennie jest ta sama. Zatem nie chodzi o nową treść, tylko o nową formę. W nowych zaś okolicznościach szczególną „amboną” zdają się być media. No właśnie… Chciałoby się dopowiedzieć: media katolickie. Ale czym one faktycznie są?

Spróbujmy nieco uporządkować przedpole. Najpierw czym są media? Są sposobem łączenia ludzi w próbach odczytywania rzeczywistości. Warto zauważyć, że zanim pojawi się „medium” musi istnieć rzeczywistość i żywe podmioty komunikujące między sobą. Komunikacja nie może być wyłącznie procesem. Ona musi nieść zawartość treściową.  Jednak i sama treść nie wystarczy. Trzeba komunikować „coś” – „komuś” – „w jakimś celu”. Celem tym jest budowanie prawdziwej ludzkiej wspólnoty.  I dopiero w zestawieniu tych trzech elementów można mówić o prawdziwej odpowiedzialności.

Mamy zatem następujący schemat: proces komunikacji – treść (komunikat) – wspólnota. I tu pojawia się kolejny problem. Jeśli postawi się akcent na proces, wtedy zauważa się potrzebę różnorodności sposobów i form komunikacji – pluralizm mediów. Jeśli zaś postawi się akcent na wspólnotę, wtedy w imię budowania jedności można czasem podważyć sens różnorodności, odmienności czy wprost wykluczyć istnienie odmiennych stanowisk. Zarówno w jednym, jak i w drugim wypadku, przerysowania prowadzą do zniekształcenia treści.

A media katolickie? Można wymienić trzy ich typy (A. Boniecki):

  • Media katolickie w ścisłym sensie, będące swoistym organem instytucji kościelnych;
  • Media, które nie są organem kościelnym, ale ze względu na treść i sposób opisu rzeczywistości, można do nich odnieść określenie „katolickie”;
  • Wreszcie media, które nie stawiają sobie za cel podejmowanie problematyki religijnej, ale akceptując religię jako istotny element życia społecznego, zachowują dla niej mniej czy bardziej obszerny „dział religijny”.

Powtórzę więc pytanie: a media katolickie? Czy chodzi o źródło finansowania, czy o dziennikarza, który ma być katolicki ze względu na obowiązek respektowania zasadniczej linii pisma, czy chodzi po prostu o człowieka, który skoro jest katolikiem powinien pisać zgodnie z własnym sumieniem i zgodnie z prawdą rzeczy (rzetelnie)?

Problem komplikuje się jeszcze bardziej, jeśli dziennikarzem jest kapłan. Kojarzy się on z założenia z osobą w sposób instytucjonalny reprezentującą Kościół. Każda więc próba zbyt daleko idącego komentarza może wprowadzać odbiorcę w błąd. Czy jednak to obostrzenie obowiązuje tylko wtedy, kiedy pisze się rzeczy trudne dla wspólnoty kościelnej? A jeśli broni się jej metodami, które nie są bliskie ewangelii? Jedną z właściwych metod ukazuje sama Ewangelia: iść jak owce między wilki. Oznacza to, że wierzący, który respektuje obiektywność prawdy, wie jednocześnie, że nie musi jej szukać i przedstawiać metodami wilków. Prawda jest bowiem obiektywna. Prościej: PRAWDA JEST! W dynamicznym ujęciu przybiera to formę: PRAWDA JEST DO ODKRYCIA! Jeśli zaś zakłada się, że odkrywa się w jakimś celu, wtedy: ODKRYWANIE PRAWDY JEST MORALNYM OBOWIĄZKIEM!

Czy więc pisać zgodnie z prawdą obiektywną czy zgodnie z własnym sumieniem? Pisać zgodnie z prawdą obiektywną, to nie pisać wcale, bo całej prawdy nie znamy. Zatem pisać obiektywnie, to pisać rzetelnie, a rzetelnie to zgodnie z etapem rozpoznania prawdy. Rzetelnie oznacza jednocześnie sumiennie – na miarę prawdy poznanej odpowiedzialnie. Jeśli zaś w sumieniu pojawia się wątpliwość a sumienie jest – skomplikujmy jeszcze bardziej – sumieniem księdza, czy ma on prawo nadal pisać sumiennie-czyli rzetelnie-czyli prawdziwie na miarę własnego odczytania rzeczywistości? Czy nie ma prawa wątpić? A jeśli wątpi, czy nie ma prawa pytać? Jeśli zaś pyta, czy nie ma prawa tego napisać, wypowiedzieć głośno?

Nie ma prostych rozwiązań. Ale niewątpliwie potrzebna jest debata. Rzetelna, sumienna i odważna, nawet jeśli musi niekiedy być trudna i bolesna.

„Czynić prawdę w miłości”! A jeśli miłość i prawda są w konflikcie? Czy dziecko musi pisać źle o własnej matce, żeby było prawdziwie? Czy lepiej nie pisać, jeśli to matkę obraża? A jeśli matka (w tym wypadku Kościół) jest Matką wielu dzieci, czy nie mają one prawa rozmawiać o niej między sobą głośno? A jeśli rozmawiają, czy można mówić rzeczy trudne o Matce przy „obcych”? A jeśli Matka chce być matką również obcych? Jak rozmawiać o matce na „dziedzińcu pogan”?

Wydarzyły się w naszym społeczeństwie rzeczy trudne, a przy tym bardzo ważne. Otworzyły potrzebną debatę na temat roli mediów, zwłaszcza katolickich w nowej ewangelizacji. Warto więc wznieść się ponad personalne spory, bo one jednak redukują debatę do emocji i postawić sobie te trudne pytania bez zbędnych podtekstów i zbyt rozwiniętych kontekstów.

Autor

Jarosław Andrzej Sobkowiak

Dyrektor Centrum Komunikacji Społecznej i Cyfrowej UKSW, nauczyciel akademicki, Instytut Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW, Katedra Teorii, Etyki i Prawa Mediów. Aktualny zakres badań: kognitywistyka komunikacji, etyka i metaetyka dziennikarska, komunikacja religijna. Wcześniejsze badania: hermeneutyka filozoficzna, podmiot w procesie komunikacji, nowy porządek moralny a nowy porządek światowy

44 myśli do „Media w służbie nowej ewangelizacji – debata”

  1. A czy nie jest tak, że przeceniamy trochę rolę mediów w nowej ewangelizacji? Bo tak naprawdę do czego ma owa nowa ewangelizacja prowadzić? No przecież do nawrócenia. A nawrócenie, to nie tylko zmiana myślenia, ale również prowokowanie do niego.

    Po pierwsze, media skupiają się na masie. Nie ważne, czy chrześcijańskie, czy niechrześcijańskie. Media to system. Aby nawrócić człowieka trzeba przede wszystkim pokazać mu jego istotę i skupić się na nim. Media nie mają szansy tego zrobić. Istotę człowieczeństwa często należy właśnie pokazać, a nie wytłumaczyć. Człowiek zmienia się przez konkretne doświadczenia. O ile w mediach jest miejsce na świadectwo, o tyle nie ma na świadczenie i na doświadczenie. Często opowieści innych ludzi w mediach nas po prostu nie przekonują.

    Benedyknt XVI stwierdził, że czasami jeden człowiekiem jest jedyną ewangelią, jaką przeczyta drugi człowiek. Żeby cokolwiek zrobić w ramach ewangelizacji potrzeba dwóch stron: ewangelizatora i ewangelizowanego. Ewangelizowany musi mieć świadomość, że ten ewangelizowanym ( chęć bycia nim ), a ewangelizator musi mieć świadomość, że jest ewangelizatorem. Bez aktu woli obu stron trudno cokolwiek zrobić. Ewangelizator musi odpowiedzieć sobie na pytanie: po co ? dlaczego? I kiedy odpowie sobie na to pytanie, stawia sobie kolejne: czy ja jestem godny do tej misji? Na ile ja dążę do świętości w swoim życiu, aby zainspirować to dążenie w życiu drugiego człowieka? Trudno też mówić o mediach, jako narzędziu w rękach ewangelizatora. Jedynym takim powinna być Ewangelia.

    Ewangelizujemy przez słowo, ale Żywe Słowo. Media mogą pomóc człowiekowi na „dalszej drodze”. Mogą nam jedynie podać jakąś informację do tego wybraną subiektywnie i opatrzoną konkretnym subiektywnym komentarzem. Bo co z tego, że ktoś mi powie w mediach „Bóg jest!”? Uwierzę? Rzeczywiście zmienię swoje myślenie? Wtedy zazwyczaj przyciskam taki czerwony przycisk „off” na pilocie. Moja wiara wyraża się nie wtedy, kiedy mówię „Bóg jest”, tylko wtedy, kiedy mówię „Jezu, ufam Tobie”. Niestety, media nie zbudują w nas takiej postawy. To może zrobić tylko Bóg… za pośrednictwem drugiego człowieka, nie mediów.

  2. Jeżeli chodzi o upatrywanie szansy dla nowej ewangelizacji w mediach i środkach masowego przekazu, byłbym bardzo ostrożny.
    Wiele osób biorących udział w dyskusji, widzi w mediach, dziennikarzach (katolickich, czy świeckich), Internecie i innych środkach przekazu, szanse dla propagowania wartości chrześcijańskich oraz rozkrzewiania wiary. Osobiście uważam, że wiara posiada określony, specyficzny charakter, sacrum, dzięki któremu nie zginie. Także, czy pewnego rodzaju „reklamowanie się” ma sens? Czy takie działania mają jedynie same zalety?
    Nowa Ewangelizacja wg mnie to dawanie świadectwa przez nas, wierzących. Nowa Ewangelizacja czyli głoszenie Ewangelii w czasach najnowszych przez członków Kościoła, będących żywym świadectwem. Podsumowując przywołam wypowiedź księdza Sobkowiaka dotyczącą przyszłości religii: „mądrzy ludzie o tym mówią, nawet to głoszą, tylko nie narzucają tego siłą, ale zachęcają świadectwem własnego życia.”
    Jeśli chodzi o wypowiedzi księży w mediach, podzielam stanowisko Marioli Szmurło, która stwierdziła, że podczas wypowiedzi należy wyraźnie rozgraniczać obiektywne informacje, od własnych, subiektywnych komentarzy w danej sprawie. Jeżeli księża wypowiadają się w imieniu Kościoła, powinni mówić jednym głosem, uprzednio wypracowanym. Jeżeli księża dzielą się subiektywnymi komentarzami, po pierwsze powinno zostać to uprzednio podkreślone. Jeśli chodzi o dzielenie się przez duchownych wątpliwościami, pytaniami dotyczącymi wiary uważam, że mają do tego prawo.
    Wojtek Biś stwierdził, że ksiądz przed opublikowaniem takiego komunikatu powinien odpowiedzieć sobie, czy komunikat przekazuje wiarę. Sądzę, że wiara zakłada zwątpienie, dlatego też zadawanie pytań i szukanie odpowiedzi pomagają w odkrywaniu prawdy.
    Na koniec odniosę się do wypowiedzi Karoliny Jabłońskiej odnośnie obiektywności mediów. Uważam, że media są nieobiektywne, ale nie znaczy to, że są nierzetelne. Na potwierdzenie mojego stanowiska, warto prześledzić jedno konkretne wydarzenie z któregokolwiek dnia. Wydarzenie to, inaczej zostanie przedstawione w Wiadomościach (TVP1), inaczej w Wydarzeniach w Polsacie, a jeszcze inaczej w Faktach. Co nie musi być równoznaczne ze stwierdzeniem, że media są nierzetelne.

  3. Zgadzam się z wypowiedzią mojego poprzednika, Łukasza Waszelewskiego, przynajmniej w tym aspekcie, że po co komu ksiądz który nie myśli, oraz, że księdza zobowiązuje w sposób ścisły jedynie wypowiedź dotycząca dogmatów.
    To prawda, że ksiądz jest w pierwszej kolejności człowiekiem, a dopiero w dalszej pełni swą funkcję, oraz, że wypowiadać się powinien przede wszystkim w zgodzie ze swymi prywatnymi poglądami.
    Jestem jednak przekonany, że jeżeli wypowiadający się ksiądz jest osobą myślącą, to jest księdzem w pełnym wymiarze, a jego poglądy są zgodne z nauczaniem Kościoła. Przy czym nie należy mylić Magisterium Kościoła z poglądami jego poszczególnych stronnictw bardziej lub mniej słyszalnych, na tematy, które nie zostały w sposób oficjalny sformułowane i opracowane.
    W Kościele krytyka i analiza jest bardzo potrzebna i pożądana, ponieważ Kościół stale musi wychodzić na przeciw zmieniającemu się światu. Lepiej by takiej krytyki podejmowały się “osoby Kościoła”, ponieważ są one do tego najlepiej przygotowane pod względem merytorycznym.
    W przeszłości zdarzało się już, że Kościół zbyt długo zwlekał ze sformułowaniem oficjalnego stanowisko w sprawach niecierpiących zwłoki. Może gdyby niektóre środowiska w Kościele były bardziej otwarte na dyskusję i pluralizm poglądów wewnątrz, ważne kwestie byłyby podejmowane wcześniej, a konstruktywna krytyka nie byłaby odbierana jako atak.

  4. Uważam, że każdy dziennikarz powinien przede wszystkim pisać w zgodzie z własnym sumieniem, tak jak zostało to już wcześniej wspomniane, ale nie oszukujmy się – w dzisiejszych czasach trudno o takiego. Bardziej liczą się pieniądze bądź uznanie prezesa niż sumienie, które łatwo można zagłuszyć.
    Myślę, że trochę inaczej jest z dziennikarzami katolickimi, którzy u podstaw swojej pracy powinni widzieć właśnie odkrywanie prawdy jako moralny obowiązek.
    Niewątpliwie media, a szczególnie media katolickie, mają ogromną rolę w nowej ewangelizacji. I jak to wspomniał już ktoś wcześniej, powinny one dostosowywać się do zmieniającego się świata, do potrzeb ludzi, którym sprostać coraz ciężej. Na pewno będzie to trudne, na pewno nie ma idealnych rozwiązań, bo zawsze komuś nie będzie coś pasowało lub znajdzie się jakiś krytykant.
    Potrzebujemy debaty, potrzebujemy prawdy, potrzebujemy o tym rozmawiać, jednak na tę chwilę nie potrafię sobie wyobrazić jak miałoby to wyglądać. Być może wszystko w rękach dziennikarzy katolickich właśnie.

  5. W tej sytuacji ważne jest, żeby ludzie zrozumieli, że ksiądz jest księdzem w drugiej kolejności- bo w pierwszej jest człowiekiem. Świadomość sytuacji, gdzie wszyscy jedziemy na tym samym wózku wydaje się być znacznie zdrowsza.
    Ok, ksiądz jest niezaprzeczalnie sprzężony z instytucją kościoła. „Gracz nie neguje zasad gry”. Więc nie przeciwstawia się dogmatom. Jednak w momencie gdy nie chodzi o dogmaty- po co komu ksiądz który nie myśli? W XXI wieku można go już skutecznie zastąpić audiobookiem.

    „Rzetelnie oznacza jednocześnie sumiennie – na miarę prawdy poznanej odpowiedzialnie. Jeśli zaś w sumieniu pojawia się wątpliwość a sumienie jest – skomplikujmy jeszcze bardziej – sumieniem księdza, czy ma on prawo nadal pisać sumiennie-czyli rzetelnie-czyli prawdziwie na miarę własnego odczytania rzeczywistości? ”
    Można skomplikować jeszcze bardziej. -A jeśli ksiądz ma sumienie źle ukształtowane?
    A kto miałby to sądzić?
    Poza dogmatami nie mamy kryterium. Nie znamy prawdy obiektywnej. I owszem, pole dialogu jest tu niezbędne.
    Najbardziej obrazoburcza dyskusja, może przynieść najwięcej korzyści. Nawet dla zdeklarowanych wierzących praktykujących tradycyjnych katolików. Nie uwierzy prawdziwie ten, kto nie zwątpił ani razu.

    Zaś jeśli chodzi o matkę- myślę, że kiedy jest chora, syn powinien szukać lekarstwa. Chyba, że zależy mu na rychłym spadku. Ale dlaczego wówczas jakakolwiek sierota miałaby skorzystać z takiej opieki?

    *W niniejszym poście nie została zawarta doktryna żadnej wspólnoty, jedynie poglądy autora.

  6. Ostatnie wydarzenia medialne związane ze sprawą ks. Bonieckiego, szeroko komentowane przez szereg środowisk, skłaniają do refleksji odnośnie przekazu mediów katolickich.
    Dlaczego osobie, uważanej przez wielu za autorytet, wyrażającej swoje poglądy, zgodne z własnym sumieniem i co więcej z przesłaniem Ewangelicznym knebluje się usta? W ostatnich tygodniach ‘kneblowanie’ odmieniane jest zresztą w mediach przez wszystkie przypadki. Co jest dowodem na to,że sprawa jest istotna. A przede wszystkim może stać się punktem zwrotnym w debacie na temat Nowej Ewangelizacji w mediach. Nie sposób nie powtórzyć za przedmówczyniami, a konkretnie mam na myśli Dorotę Sys i Monikę Burczaniuk, które słusznie odwołały się do „dziedzińca pogan”. Św. Paweł przemawiał przecież do pogan na ateńskim Areopagu – wydarzenia te opisane w Dziejach Apostolskich mają charakter paradygmatyczny, tzn. stanowią pewien wzorzec, do którego winien odwoływać się Kościół wszystkich czasów. Jednak kiedy dziś abp Michalik jest gościem programu Rymanowskiego nie wszyscy przyjmują to z entuzjazmem. Jedno jest pewne, gdyby abp gościł w TV TRWAM na pewno publiczność byłaby inna i jego słowa dotarłyby do niewielu. Potrzebna jest debata otwarta, która skupiać będzie ludzi wielu środowisk, i której odbiorcami będą nie tylko ludzie ‘z jednej strony’.
    Pół wieku temu za odmowę druku nekrologu Stalina zamknięto TP, który jako jedyny miał wówczas kręgosłup moralny i trwał konsekwentnie przy prawdzie. Dziś zamyka się usta ks. Bonieckiemu bo nie potępia człowieka, nazywając go ironicznie diabłem raczej jasełkowym. Współcześnie według niektórych TP jest zbyt otwarty. Warto postawić sobie pytanie czy w obecnej sytuacji warto zadawać trudne pytania, czy udawać raczej,że wszystko jest w porządku? Niestety media katolickie unikają niekiedy stawiania trudnych pytań, co poniekąd jest zrozumiale, ze względu na krytykę ze strony środowisk konserwatywnych. Ale czy nie warto przerwać milczenia? Wyjść bardziej do ludzi? A nie oddzielać się jeszcze bardziej. Przykładem mogą być listy Episkopatu do wiernych, które pisane językiem ezopowym i podejmujące problemy zgoła nie dotyczące życia przeciętnego wiernego nie zbliżają go do wspólnoty Kościoła. I wreszcie czy my, odbiorcy jesteśmy gotowi na te niewygodne i często trudne tematy? Myślę,że duża rola leży tutaj po stronie katolików świeckich, których może chętniej mogliby wysłuchać ludzie żyjący z dala od Kościoła.

  7. Wszystko wokół nas się zmienia, my również. Media kreują świat, wydarzenia, nieustannie szukają sensacji, a człowiek biernie przyjmuje informacje. Dlaczego sam nie stara się analizować, porównywać, kształtować własne zdanie? Media jedynie mogą nam pokazać pewne tory, którymi możemy podążać, ale nie wepchną nas na nie. Musimy podjąć decyzje, choć nie zawsze może się ona okazać słuszna. Człowiek jest tylko człowiekiem i popełnia błędy.
    Katolik, nie-katolik…jeden i drugi musi pisać zgodnie z własnym sumieniem, bo inaczej zatraci samego siebie.
    Media są ważnym składnikiem nowej ewangelizacji, nie da się ich pominąć (bo ciasto się nie uda).
    Debata na “dziedzińcu pogan” jest potrzebna, choć nikt nie ukrywa, że będzie trudna.

  8. Chciałabym problem potraktować nieco szerzej, gdyż wydaje mi się iż problem z przekazem informacji nie leży po stronie mediów katolickich – tudzież nadawcy, a zaburzony proces społecznego komunikowania, w tym wypadku głoszenia Ewangelii spowodowany jest rzeczywistością w której przyszło nam żyć. Żyjemy w świecie kultury masowej, której głównym wyznacznikiem jest ogrom zestandaryzowanego produktu, także informacji przekazywanej poprzez środki masowego przekazu. Obecnie jesteśmy ,,zalewani” ogromną ilością komunikatów, poprzez prasę,radio czy telewizję jesteśmy atakowani ,, newsami “, mniej lub bardziej dla nas atrakcyjnymi. Zmierzam do tego iż poprzez taki efekt jesteśmy zmuszeni dokonywać selekcji i wybierać dla siebie wiadomości nas interesujące, kosztem tych podrzędnych, które wydaja nam się mało ciekawe. Jesteśmy rozpieszczani ,, sztuczną ” możliwością wyboru, sztuczną bo większość produktu, informacji jest podobna do siebie i się powiela. Chciałabym aby każdy z nas zastanowił się i odpowiedział sobie na pytanie co byłoby dla nas, odbiorców ważniejsze i co byśmy z chęcią obejrzeli tudzież przeczytali, a z czego zrezygnowali. Transmisja meczu czy też transmisja Mszy Św.? Artykuł o nowej kolekcji Prady czy też artykuł w “Gościu Niedzielnym”. Nie ważne jak ciekawy byłby artykuł o ,,mediach w służbie nowej ewangelizacji”, ginie on niczym igła w stogu siana w natłoku wiadomości…

  9. Dziś dużym problemem wielu ludzi jest przyznanie się do katolicyzmu i wiary w ogóle. Bardziej popularne jest głoszenie swojej tolerancji dla wszystkiego co wymyślają ludzie. Byłaś/eś dziś w Kościele?! Nie, to jest passe! Katolik=konserwatysta, nic nie wie o współczesnym świecie. Tak myśli wielu ludzi. Ale skoro dzisiejsze społeczeństwo jest takie tolerancyjne, to czemu nie może zaakceptować katolika i jego wiary…?
    Myślę, że nowa ewangelizacja powinna pokazać, że wiara wcale nie jest passe, że rozumie dzisiejszego człowieka i wychodzi na przeciw jego problemom i rozterkom. Kościół, Matka, my wszyscy, nie jesteśmy nieomylni, więc aby móc coś naprawić czy zmienić, należy najpierw przyznać się do błędów.
    Być może tutaj mają swoją rolę media i dziennikarz-katolik. Według mnie powinien w sposób szczery opowiedzieć o tym, jaki dzisiejszy Kościół jest, bez pomijania błędów. Przyznanie się do niedoskonałości to pokazanie, że się myśli nad swoim postępowaniem i je ocenia. Daje to wnioski, które są kolejnym krokiem do zmian na lepsze.
    Myślę, że stanięcie w prawdzie co jest dobre a co błędne w dzisiejszym funkcjonowaniu Kościoła jest jakimś wyjściem. Pomimo niektórych opinii, nie jesteśmy “społeczeństwem debili” i sami widzimy, co się dzieje. I nie ma nic gorszego, jeśli ktoś nam mówi, że białe jest czarne. Traci wtedy wiarygodność i zaufanie. A przecież Kościół powinien opierać się na prawdzie i zaufaniu.

  10. Uważam, że dziennikarstwo powinno być wykonywane ze świadomością, że potężne środki masowego przekazu zostały im powierzone w celu przekazywania prawdy obiektywnej. Czyli ukazywanie opinii zgodnie z własnym sumieniem. Każdy dziennikarz (czy jest nim ksiądz czy osoba świecka) nie powinien bać się pisać o sprawach drażliwych, które mogą być niewygodne dla pewnych osób, bo jaki jest wtedy sens bycia dziennikarzem. Nie można biernie się przyglądać, trzeba reagować. Dlatego uważam, że każde słowo krytyki jest bezcenne, bo pozwala wyeliminować błędy.
    Wiele nieporozumień na temat Kościoła w mediach wynika z zamknięcia się na dziennikarzy. Należałoby spojrzeć na dziennikarza jako na człowieka, który jest w pracy i któremu należy pomóc. Za to dziennikarz nie powinien przeinaczać słów duchownych, szukać tanich sensacji. Przez to rodzi się nieufność z którą trzeba walczyć. Dialog na wszystkich płaszczyznach jest potrzebny. Przez dialog dochodzimy do prawdy.
    W dzisiejszym świecie istnieje zapotrzebowanie na nową ewangelizację- ewangelizacje pielgrzymującą wraz z człowiekiem. Nowa ewangelizacja musi być dynamiczna, otwarta aby przyciągać ludzi. Powinna wykorzystywać media czyli prasę, radio, telewizję, internet- są to środki przez, które łatwo dotrzeć do współczesnego człowieka. W rozpowszechnianie ewangelii muszą być zaangażowani wszyscy chrześcijanie

  11. W dzisiejszych czasach media odrywają ważną rolę w życiu każdego człowieka. Są głównym narzędziem informacyjnym i formacyjnym, z nich czerpie się wzory zachowań i postaw indywidualnych, rodzinnych i społecznych. Ich działalność obejmuje cały glob- są obecne wszędzie. Dlatego też w kontekście Nowej Ewangelizacji media powinny stać się podstawowym polem działalności Kościoła – głoszenia Dobrej Nowiny o Jezusie Chrystusie, kształtowania sumień oraz duchowych postaw. To trudne i odpowiedzialne zadanie bezpośrednio spoczywa na dziennikarzach, zwanych katolickimi. W swej pracy powinni pamiętać o podstawowej misji, a zarazem obowiązku jakim jest ukazywanie prawdy. Istotny jest również sposób dotarcia do niej- poznanie prawdy odpowiedzialnie. To co dziennikarz pisze powinno być zgodne, z jego sumieniem, rzetelne oraz prawdziwe. Uważam, że spełniając te trzy „normy” ma prawo poruszać wszelkie tematy, krytykować i pytać, pod warunkiem, że cel w którym to robi jest dobry.

  12. Każdy powinien móc i zdobyć się na odwagę wypowiedzenia wprost tego co leży mu na sercu. Nawet jak ktoś ma powiedzieć coś o swojej matce, chodź nie jest to chlubne, a jest prawdą to proszę bardzo. Jak przy tym będzie czuł się moralnie to inna sprawa. Natomiast jak ten temat jest dla niego za ciężki to niech milczy. Nic na siłę, łopatologicznie mówiąc. Dlaczego? Bo moim zdaniem mimo, że prawda jest ważna i powinna być nam ujawniana nawet ta najgorsza, a my powinniśmy ją przyjmować do wiadomości, to też potrzeba do przekazania nam jej odpowiedniego człowieka. Charyzmatu przygotowanego na ewentualne obelgi i retora gotowego wytłumaczyć nam wszystkim też podłoże problemu. Idąc tym tropem dziennikarz katolicki nie musi być katolikiem biczującym się co piątek i modlącym się od rana do wieczora. Jak dla mnie nawet nie musi być wierzący. Ma wierzyć w to, co pisze i mówi. Ma mieć wiarygodne źródła i ma nie bać się swojego własnego dzieła. Po prostu jak każdy dziennikarz ma wykonywać zawód z pasją Amen

  13. W dzisiejszych czasach Kościół musi po prostu być otwarty na media, w szczególności na internet, bo to najprostszy i coraz częściej jedyny sposób na dotarcie do naszego pokolenia. Co do dziennikarza-nie gra roli to czy jest katolikiem czy nie. Muszę tu powtórzyć banał, ale najważniejsze, żeby kierował się własnym sumieniem i rozumem, pisał to, co mu ” w duszy gra”-nie jest przecież nigdzie powiedziane, że musimy się z dziennikarzem zgadzać, bo każdy ma wyrobione poglądy na różne sprawy. Ważne, żeby z wymiany odmiennych poglądów rodziła się dyskusja, z której każdy coś wyniesie. Natomiast pisanie o Matce źle wg mnie ma służyć wskazaniu błędów i ułatwieniu naprawy tych błędów, a nie krytykę dla samej krytyki.

  14. Wydaje mi się, że krytyczne spojrzenie na Kościół nie stanowi problemu, przynajmniej w Polsce. Każdy, od Torunia do Krakowa, wie kogo i za co krytykować, problem leży w praktyce, ponieważ ile krytycznych głosów tyle interpretacji słusznego, katolickiego postępowania. Najbardziej boli mnie to, że krytyka jest pojmowana u nas raczej jako oręż w walce, a nie forma dialogu. Niektórzy są wręcz zadowoleni, że kogoś udało im się ugodzić ostrym i wyrafinowanym słowem.
    Każdy katolik (nie tylko dziennikarz) powinien zdawać sobie sprawę z tego, że krytyka Kościoła dotyczy także jego samego i jeśli mówi o błędach popełnionych przez Kościół lub przez któregoś z jego członków, a nie odczuwa przy tym bólu czy smutku, to albo nie czuje jakiejś specjalnej więzi ze wspólnotą Kościoła, albo jest po prostu dziecinny.
    Inną zasadniczą sprawą jest umiejętność przyjęcia krytyki. Nie można od niej zupełnie się odcinać, węsząc wszędzie wrogów Kościoła. Nie możemy liczyć także na to, że wiara sama się obroni, a my tymczasem, wierząc w dobrą wolę wszystkich ludzi, będziemy przytakiwać każdemu wypowiedzianemu przez nich głupstwu.
    Musimy przede wszystkim przy przyjmowaniu krytyki kierować się roztropnością, czyli przyjmować otwarcie uczciwą i konstruktywną oraz polemizować z nieuczciwą. Bardzo wielkim zagrożeniem dla postawy roztropności stała się dyplomacja, tj. “Z jednej strony to, ale z drugiej tamto.” Wypowiedzi w tym duchu najłatwiej jest zmanipulować i nieopatrznie zrozumieć.

  15. Współcześnie media wywierają duży wpływ na każdego człowieka, nazywane są „Trzecią władzą”. Z tego też względu powinny być wykorzystywane w dobie nowej ewangelizacji. Kościół powinien zauważyć tę znaczącą rolę mediów w życiu człowieka i docenić ich możliwości jeśli chodzi o zasięg odbiorców. Znacznie więcej ludzi w niedzielę ogląda telewizję i słucha radia niż uczestniczy we Mszy Świętej.
    Jeśli chodzi o dziennikarzy, to niezależnie od tego czy są wierzący czy też nie powinni zawsze przekazywać informacje do publicznej wiadomości zgodne z prawdą i ze swoim sumieniem, w innym razie ich praca po prostu nie będzie miała sensu.

  16. W dzisiejszych czasach media niewątpliwie mają ogromny wpływ na kształtowanie opinii publicznej, a zwłaszcza osoba która wypowiada się publicznie. Według mnie nie ma znaczenia jaki zawód pełni ów osoba, jednak powinna stanowic autorytet w danej dziedzinie. Wypowiadając się, musimy mówic prawdę w zgodzie z naszym sumieniem, nie ulegac wpływom innym, gdyż wówczas mamy doczynienie z zafałszowaniem rzeczywistości, a przecież nikt z nas nie chce byc oszukiwany (czasy komuny już minęły). Nie bójmy się mówic prawdy, chociażby dla czystości własnego sumienia.
    Kościół w duchu ewangelizacji, zwraca szczególną uwagę na kształtowanie świadomości młodzieży, co podkreślał w swej działalności Jan Paweł II. Ksiądz jako przedstawiciel Kościoła również ma prawo do wyrażenia swej opinii i nie powinien byc za to krytykowany. Dziś jednak można zaobserwowac szeroko posuniętą krytykę działalności Kościoła w zakresie ewangelizacji. Czy aby napewno jest to tylko zdrowa krytyka, czy głupie wyśmiewanie się? Za nim jednak ktokolwiek postanowi wypowiadac sie na dany temat, powiniem dogłębnie przemyślec swe stanowisko. Sczera wypwiedź oraz ocena sytuacji jest obowiązkiem każdego z nas, dlatego nie bójmy się tego.

  17. Moim zdaniem nowa ewangelizacja jest wyzwaniem dla mediów. W całym schemacie komunikowania, łatwo coś przeakcentować, czy nie dopowiedzieć. Jeśli media mają rozpoznawać prawdę to muszą ją wyrażać, jakakolwiek by ona nie była. Jeśli chodzi o dziennikarzy katolickich to warto przyjrzeć się problemowi stawiania pytań i odpowiedzi. Dziennikarz – katloik musi dbać o depozyt wiary, w swoich wypowiedziach i nie uniknie trudnych pytań. W krytyce kościoła, pytania muszą mieć związek z rzeczywistością, dziennikarz powinien się także zastanowić nad zasadnością ich stawiania. Media są wspólczesnym areopagiem i musi się znaleść miejsce na debatę, bowiem odkrywanie prawdy, jest moralnym obowiązkiem

  18. Mówi się, że mamy w Polsce „media katolickie”,„katolickich dziennikarzy”, „katolickich posłów”, „katolickich lekarzy” itp. itd. „Katolickość” dla wielu ludzi, tak wierzących jak i niewierzących, intelektualistów w tym dziennikarzy, a nawet księży oznacza obok „wolności”, „lewicowości”, „indywidualizmu” i setek innych tego typu pojęć, pewną hybrydę znaczeniową. Prowadzi to w konsekwencji do tego, że „katolickość”, w sensie semantycznym stanowi dla mnie coś zupełnie innego niż chociażby dla moich rodziców, koleżanek ze studiów i siostry katechetki, która uczyła mnie w liceum. Jest to wynikiem w dużej mierze kontekstu społecznego w którym się znalazłam. Kiedyś wszystko było prostsze. „Katolickość” Polaków miała pewne konkretne cechy, a Kościół pełnił określone „patriotyczne” funkcje. Jest hipoteza, z którą nie sposób się nie zgodzić, że Kościół przetrwał siermięgę PRL-u, bo miał także wybitnych przywódców (przede wszystkim Prymasa Stefana Wyszyńskiego). Obecnie, przejawem katolicyzmu dla mojej koleżanki jest to, że rodzice posyłali ją na lekcje religii w szkole. Inna zaś koleżanka uznałaby to już za zbyt płytkie podejście do kwestii wiary. Niejednoznaczność pojęcia „katolickości” prowadzi do wielu negatywnie ocenianych przeze mnie nadużyć na granicy perswazji.
    Weźmy pod lupę np. pojęcie „katolickiego dziennikarza”: Czy osoba taka należy do Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy? Czy może chodzi o kwestię jej chrztu? „Chodzenia do kościoła”? Uznawania papieża za głowę Kościoła na Ziemi? Przyjęcia dogmatów Magisterium Kościoła? Właśnie…, czy tylko dziennikarze wiedzący jakie dogmaty ogłosił Kościół są „katoliccy”? Albo inaczej, czy dziennikarze, którzy wiedzą jakie dogmaty ogłosił Kościół muszą być od razu nazywani „katolickimi”? Fakty w tym przypadku są zatrważająca. Wiedzę tą posiada bardzo wąska grupa dziennikarzy (ba… w ogóle ludzi) w Polsce. W obszarze zainteresowań chociażby politologów, oczywiście nie uogólniając, przeważnie nie mieści się teologia. Czy zatem dziennikarz, który nie ma ku temu kwalifikacji powinien wypowiadać się na tematy, co do których nie ma pojęcia? Niestety praktyka redakcyjna pokazuje, że tematy artykułów wybierane są odgórnie, zgodnie z linią redakcyjną czasopisma. Prowadzi to do tego, że ktoś, kto uważa siebie za katolika pisze np. artykuł promujący eutanazję, albo nienawiść wobec pewnej grupy społecznej. Człowiek nie powinien głosić dwóch sprzecznych ze sobą doktryn z kilku przyczyn, które notabene Bóg w mistrzowski sposób ze sobą powiązał. Nie chodzi tylko tu o wymiar etyczny, ale także np. o zachowanie pewnej estetyki oraz dobrego stanu własnego zdrowia psychicznego.

  19. W dobie nowej ewangelizacji Kościół nie może sobie pozwolić na ignorowanie czy zaniedbywanie mediów. Powinien wreszcie docenić ich możliwości i zasięg, tak bardzo potrzebne by docierać do szerokich kręgów. W tym sensie porównanie mediów do ambony wydaje mi się szczególnie trafne. Oczywiście bez względu na to, czy jest się “dziennikarzem-katolikiem” czy też nie, przekazy medialne zawsze powinno się formułować w zgodzie ze swoim sumieniem i z prawdą. W naturę każdego człowieka wpisane jest wątpienie i w dawaniu wyrazu tym wątpliwościom nie widzę nic złego, oczywiście pod warunkiem, że wypowiedzi te są wyważone i dobrze przemyślane, oraz nie mają na celu szkodzić, czy to Kościołowi, czy też czemukolwiek i komukolwiek innemu. Jeśli o to chodzi, to tak na prawdę nie ma znaczenia wiara dziennikarza, to czy jest księdzem czy nie. Każdy jest w równym stopniu zobowiązany do sumienności i przekazu prawdy, nikt nie powinien być z tego obowiązku zwolniony i – w drugą stronę – za postępowanie w zgodzie z sumieniem i prawdę nikt nie powinien być karany czy napiętnowany. Dociekanie i zadawanie pytań nie jest niczym złym, a w dziennikarstwie wręcz koniecznym.

  20. Przy lawinie informacji, które docierają do nas każdego dnia, dziennikarze prześcigają się w atrakcyjności newsów. Ludzie ” biorą” to co atrakcyjniejsze i prostsze w odbiorze. Mało tu miejsca na poważne i merytoryczne rozważania. Kościół w Polsce niestety nie umie ” sprzedać” swoich wartości w atrakcyjnym opakowaniu. Media katolickie kojarzone są z Radiem Maryja, co jest oczywiście skojarzeniem krzywdzącym i niesprawiedliwym. Społeczeństwo uważa , że ksiądz nie może wypowiadać się w pewnych kwestiach takich jak in vitro czy aborcja, bo jego te problemy bezpośrednio nie dotyczą. Oczywiście to nieprawda, ale trzeba pamiętać, że są różni księża np. którzy mówią tylko co wolno a czego nie, ale nie mówią dlaczego…?
    Dziennikarz, czy dziennikarz katolik to przede wszystkim człowiek, który musi mieć odwagę szukać i relacjonować prawdę, nawet wtedy, gdy jest ona niepoprawna politycznie lub niewygodna. Gdy postępuje inaczej jego misja nie ma sensu…
    Dziennikarze mogą nam wskazywać drogę, ale to my sami musimy ją odkryć. Każdy człowiek ma prawo popełniać błędy, nawet Matka… ale trzeba oddać jej należyty szacunek.

  21. Obecnie żyjemy w czasach gdzie środki społecznego przekazu są wszechobecne. Kiedyś informacja nie była tak rozwinięta. teraz natomiast wkroczyła ona prawie w każdą sferę życia człowieka. Powoduje to, że nasza rzeczywistość staje się rzeczywistością wirtualną.Niekiedy odbieramy fałszywy obraz wykreowany przez media.Duża rola tutaj powinna być Kościoła. Musi on nauczyć się przekazu w świecie audiowizualnym. W Ewangelizacji i komunikacji najważniejsze jest aby forma i treść przekazu była zgodna z postawą Chrystusa. Jak również każdy człowiek powinien wykonać pracę sam ze sobą i żyć zgodnie z duchem Ewangelii, ponieważ jest to jedyne świadectwo wiary. Odwołując się do dziennikarzy. Każdy dziennikarz powinien wykonywać swoją pracę zgodnie z własnym sumieniem i powinni postepować zgodnie z prawdą. Nie ważne jest to czy dziennikarz jest osobą wierzącą czy nie, księdzem. Zawsze powinien postępować zgodnie z prawdą. Nie należy zapominać, że ewangelizacja będzie wtedy możliwa ,jeśli będziemy kochać, naczuać o wartościach, zasadach a drugiego człowieka potraktujemy na równi ze sobą.

  22. To, co odróżnia dziennikarza-katolika od dziennikarza-niekatolika, to powinność przekazu wiary, która leży tylko po stronie tego pierwszego. Powinność ta obowiązuje bez względu na to, czy pracuje się w medium katolickim czy świeckim. Nie wystarczy więc tylko rzetelność i sumienność.

    Pamiętając o tym, myślę, że łatwiej nam będzie odpowiedzieć na pytania o treść komunikatu formułowanego w mediach przez katolika. Zgadzając się z Pauliną Jaworską, zapytam retorycznie: czy ksiądz-dziennikarz, który, w zgodzie z własnym sumieniem, wymieni w gazecie ciurkiem wszystkie swoje wątpliwości w wierze, nie opatrując ich odpowiednim komentarzem, będzie swoim artykułem budził wiarę u czytelników? Albo inna opcja: czy przemilczanie jawnych grzechów Kościoła ma pozytywny wpływ na wiarę u odbiorców? Twierdzę, że dziennikarz-katolik powinien zawsze przed publikacją swojego artykułu zadać sobie pytanie: czy ten komunikat rzeczywiście przekazuje wiarę?

  23. Ja zawtóruję za Bonieckim, który jednoznacznie stwierdza w artykule “Przekaz wiary w mediach”, że od mediów w ogóle, jak i mediów katolickich nie można oczekiwać rzetelnego spełniania funkcji katechezy. Mają one otwierać człowieka na katechezę, a uczynią to, jeśli dostosują swą formę do współczesnych wymogów, bo w dzisiejszym świecie nie ma miejsca na pobłażliwość dla najgorszych w tym względzie. Rynek prasy katolickiej to rynek – rządzą nim prawa ekonomii (niekiedy zakłócane przez instytucje kościelne – jak choćby przypadek tygodnika “Idziemy” i konieczności wykupu określonej części nakładu przez parafie diecezji, co przywodzi na myśl koncepcję gospodarki centralnie planowanej).

  24. Mimo, iż każdy dziennikarz powinien pisać prawdę i tylko prawdę to nie da się wykluczyć tego, że nasza rzeczywistość zmusza nas niekiedy do zachowań “wbrew”; wbrew samym sobą czy też wbrew innym. Robimy rzeczy których tak naprawdę nie chcemy. Każdy dziennikarz bez wyjątku kimkolwiek by tylko nie był, powinien(przynajmniej tak mi się wydaję)kierować się wartościami.Rozumiem, że wartości dla każdego mogą mieć inne znaczenie jednakże to co porusza nas zazwyczaj porusza też innych.To, że jest spora grupa ludzi będąca bardziej przychylna wierzyć w małe kłamstewka niż w największą prawdę nie zmusza nas do tego abyśmy jako przyszli dziennikarze szukali poklasku w czymś co odbiega od naszych prawdziwych wartości i od spojrzenia na to co czasem jest ważniejsze od milionów monet.

  25. Moim zdaniem, tak jak dopuszczane do głosu były i nadal są osoby krytykujące Kościół, wyśmiewający chrześcijan i wiarę, tak też powinno dopuszczać się do głosu obrońców chrześcijaństwa i Kościoła. Ostatnio modne stało się bycie ,,anty”, jeśli ktoś wypowiada się negatywnie na tematy związane z Kościołem katolickim w Polsce, jest w porządku, bo przecież ma prawdo do wyrażania własnych poglądów w demokratycznym, wolnym państwie. Jeśli jednak pojawiają się w mediach wypowiedzi w których jasno dana osoba wyraża swoją wiarę w Boga, wyraża się pozytywnie o Kościele katolickim i mówi głośno: ,,tak jestem chrześcijaninem” zostaje wyśmiewana i obrażana. Więc gdzie ta wolność słowa? Jeśli chodzi o dziennikarzy, rzetelne przekazywanie informacji zawsze powinno być dla nich priorytetem, bez względu na to czy jest to dziennikarz pracujący w mediach katolickich, czy jest po prostu dziennikarzem-katolikiem. Rzetelność świadczy o jakości informacji i zaangażowania w pracę.

  26. Mam wrażenie, że bardziej niż o „Matkę”, chodzi o jej dzieci, które usilnie pragną pokazać, że jest dobrze, miło i przyjemnie. „Zgorszenie dla pogan” i „głupstwo dla Żydów” wymaga od chrześcijan heroicznej postawy, także teraz. A może przede wszystkim wymaga świadectwa, a nie gadania. Wymaga prawdy o nas samych: nie o misjach w Afryce, o pięknych rekolekcjach, nawróconym sąsiedzie-alkoholiku, ale PRAWDY O NAS. A z tym już gorzej. Lubimy być takim „Pop-kościołem”, z kolorowym kiermaszem świątecznym, uśmiechniętymi rodzinami i „porządnym prowadzeniem się”. Tylko, gdzie tu miejsce dla Piotra, który się zaparł, dla Marii Magdaleny, z pokrętnym życiem, dla … Ukrzyżowanego ( Który, nota bene: medialnym obrazem nie jest)? Nie podważam znaczenia pokazywania Kościoła w mediach, prowadzenia nowej ewangelizacji. Zastanawia mnie tylko, czy bardziej niż poganie, ewangelizacji nie potrzebujemy my sami, tj. zgromadzeni w Kościele? Jeśli chcemy wychodzić i mówić, że Kościół jest miejscem dla każdego, to dlaczego? Dlatego, że chcemy udowodnić , że nie jesteśmy „głupcami”, czy dlatego, że mamy miłosierdzie wobec tych cierpiących, którzy nie wiedzą, że ich grzechy zostały odkupione, że ich cierpienie już niósł Ktoś Inny? Jeśli wydaje nam się, że znamy Prawdę, to warto jeszcze zapytać, czy znamy Miłość? Co się stanie, jeśli będziemy głosić usłyszaną, przekazywaną w tradycji Kościoła Prawdę, bez osobistego doświadczenia Miłości. Wówczas nie będzie chrześcijańskich dziennikarzy, tylko „głośniki” kościelnych dogmatów. A tego żadne media nie przyjmą. Katolickie czy niekatolickie.

  27. W stu procentach podpisuję się pod opinią Doroty Sys.Także uważam,że “dziedziniec pogan” powinien zostać otwarty na dobre.Nie będę powtarzać słów Przedmówczyni, aczkolwiek myślę, że bardzo istotnym punktem są właśnie “szukający” (tu pojawia się kwestia celu ewangelizacji). Co do krytyki Matki – w przypadku członków Kościoła jest to samokrytyka. Dopóki nie jest to wyżej przywoływane biadolenie i narzekanie,a konstruktywna, rzeczowa krytyka,jest nadzieja na otwarcie oczu na problem i pozytwyne zmiany. Nawiązując do księży dziennikarzy,a nawet nie dziennikarzy, niemiłosiernie mnie to denerwuje, że robi się z nich ludzi, których pole widzenia nie sięga dalej niż lekcje religii w szkole, krzyż pod Pałacem bądź w Sejmie itp. Niektórzy naprawdę mają coś do powiedzenia i to nie tylko na tematy wiary, co może być wbrew pozorom świetnym środkiem ewangelizacyjnym, bo niektórych ludzi można przyciągnąć do Kościoła elokwentnym księdzem.

  28. Warto podkreślić, że nikt nie jest ZWOLNIONY Z MYŚLENIA i nikomu nie można tego zabraniać. Ludzie mediów świeckich i katolickich, dziennikarze będący katolikami i księża publicyści powinni postępować w zgodzie z prawdą, być spójni wewnętrznie i w przekazie, postępować z sumieniem pewnym. Korzystając z prawa gwarantującego wolność słowa nikt nie możne zapominać o ODPOWIEDZIALNOŚCI za to co mówi czy pisze. Trzeba pamiętać, że to co zostało opublikowane może spotkać się z krytyką. Słowa te jeśli dotyczą np. wiary czy zasad religii (a padają z ust publicysty- księdza) mogą stać się swego rodzaju „wyrocznią” w danym temacie, jeśli osoba wypowiadająca je uchodzi w pewnych kręgach za autorytet. Nie ma tu równowagi między treściami wypowiedzi- inaczej wierni odbiorą wypowiedź dziennikarza, który przyznaje się do tego, że jest katolikiem (i takie poglądy prezentuje), a np. biskupa czy kapłana będącego autorytetem w mediach- także i tych laickich. Mimo rozwoju świadomości społeczeństwa, wielu nadal w księżach upatruje nieomylnych i głoszących jedynie słuszną prawdę osób. Gorzej, gdy odbiorca katolik dostaje sprzeczne sygnały z „katolickiej” strony, może poczuć się zagubiony. O ile sam potrafi myśleć i dojść do własnego wniosku o tyle dobrze. Gorzej, że istnieją środowiska, choćby wiejskie gdzie nadal to co usłyszane z ambony jest prawdą absolutną.

  29. Podstawowym zadaniem w pracy każdego dziennikarza jest dążenie do prawdy i podawanie informacji w sposób obiektywny. Każdy dziennikarz ma jednak określone poglądy, które w mniejszym lub w większym stopniu przenikają do publikacji. Istnieje ryzyko, że dziennikarz w swoich materiałach będzie narzucał odbiorcom swój punkt widzenia, jako jedynie słuszny. Rozwiązaniem tej sytuacji wydawałaby się debata, w której odbiorca mógłby się zapoznać z różnymi opiniami i poglądami w danej sprawie i samemu ustosunkować się do tematu. Problem polega jednak na tym, że media często dopuszczają się manipulacji i same kreują różnego rodzaju autorytety. Jeśli natomiast chodzi o miejsce debaty i swobodę wypowiedzi kapłanów i dziennikarzy należy zwrócić uwagę, że zarówno księża jak i dziennikarze cieszą się sporym zaufaniem społecznym i z ich opiniami utożsamia się wielu odbiorców. Należy zatem pamiętać, aby podczas wypowiedzi wyraźnie rozgraniczać obiektywne informacje od własnych subiektywnych komentarzy w danej sprawie. Bez wątpienia współczesny Kościół potrzebuje debaty. Nie oznacza to jednak, że powinna się ona toczyć w świetle kamer i przy udziale „obcych”. Na „dziedzińcu pogan” Kościół powinien mówić jednym głosem wypracowanym uprzednio na podstawie debaty z udziałem jego członków, bazującej na swobodzie wypowiedzi i prezentowania poglądów.

  30. Chciałbym zwrócić uwagę na potrzebę “dziedzińca pogan”. Miejsce, gdzie mogłaby się toczyć rzeczowa debata na różne tematy religijno – moralne. Dziś mamy do czynienia z miejscami, gdzie debata prowadzona jest w sposób hermetyczny, biorą w niej udział tylko osoby wierzące, a niewierzący, czy poszukujący nie sięgną po owy tytuł, nie włączą danego programu i nie wejdą na taki portal, co jest oczywiście uzasadnione. Inne miejsca to takie, gdzie prowadzona jest tylko krytyka Kościoła, prowadzona w sposób nierzetelny, oparta na niedomówieniach i przekłamaniach. Gdzie nawet jeśli zapraszane są osoby z Kościoła to takie, które (wiadomo z góry)nie poradzą sobie z atakiem. Dlatego zauważam potrzebę “dziedzińca pogan”, przestrzeni gdzie będzie można prowadzić rzetelną, uczciwą debatę, gdzie Kościół nie będzie bezpodstawnie oskarżany, ale także będzie potrafił stanąć w prawdzie i przyznać się do tego, że nie wszystko jest jak powinno być. Gdzie dyskusja na często trudne tematy będzie prowadzona z pełną kulturą i poszanowaniem siebie nawzajem i będzie dostępna dla wszystkich, którzy SZUKAJĄ. Być może ta idea trąci utopizmem, ale sam Jezus dbał o to, by takie miejsce było przy Świątyni. Dlatego wpisując się w nurt Nowej Ewangelizacji, która wg Jana Pawła II ma być głoszeniem tej samej, niezmiennej Ewangelii, ale z nową gorliwością i zapałem, należałoby próbować stworzyć taką przestrzeń “dziedzińca pogan”. Jest to niewątpliwie trudne zadanie, skierowane do wszystkich ludzi Kościoła i ludzi dobrej woli, którzy mają wpływ na kształt szeroko rozumianego świata medialnego.

  31. Na początek – nie zgodzę się ze stwierdzeniem, które padło w dyskusji, że “Media były, są i będą nieobiektywne, bo taka ich natura” – nie uważam, że naturą mediów jest ich nieobiektywność. Nieobiektyność często kojarzy się z nierzetelnością. A jeżeli dziennikarz – nieważne z jakiej opcji i o jakich sympatiach, wykona swoją pracę sumiennie i rzetelnie – automatycznie jego praca będzie dążyła do obiektywnej. Z pewnością jest to niebywale trudne, by usunąc swoje”ja”, ale czy jest to niemożliwe? Stąd też – jezeli Matka cos robi zle, z pewnością nie nalezy tego przemilczec. Trzeba pamietac, aby krytyka byla tworcza i nieraniąca – ale nie tylko w przypadku krytyki matki – uwazam, ze każda krytyka winna taka być.

  32. Tak jak świat idzie z postępem, tak też i metody docierania do ludzi ulegają zmianie. W dzisiejszych czasach, potrzeba nowej ewangelizacji, która zwróci szczególną uwagę na to co dobre, ale nie pomijając tego co złe. Wszyscy przyzwyczailiśmy się że w mediach największą sensacją jest krzywda ludzka, spory( czasem komiczne) w polityce, a już najwięcej kontrowersji wzbudza różnica poglądów Kościoła a poglądów osób które za wszelką cenę chcą wprowadzić niepokój i mają taką możliwość, ponieważ reprezentują nasz kraj. I gdzie w tym wszystkim prawda? jako istoty rozumne mamy prawo wyboru, pomiędzy opinią z mediów katolickich a opinią mediów świeckich. Ale czy możemy myśleć inaczej? Owszem możemy, jeśli te myśli będą wypływały z nas samych i będą nakreślone przez nasze sumienie. Nie znaczy to jednak że każda nasza opinia jest słuszna, może ona ocierać się o herezję, i wtedy warto poszukać odpowiedzi u autorytetów chociażby Kościoła. Wniosek jest krótki: całe nasze życie polega na szukaniu prawdy: w sobie oraz w informacjach które do nas docierają. Warto jednak mieć na względzie, że jesteśmy aż ale i tylko ludźmi, którzy mogą wątpić nawet jeśli są w sutannie.

  33. Moim zdaniem,trzeba się najpierw zastanowić co osiągamy krytykując Matkę? Czy jest to tylko krytyka dla krytyki? (My Polacy lubimy narzekać, dla samej przyjemności narzekania). Może kogoś tą krytyką zranimy? A może ktoś bez wyrobionego zdania po przeczytaniu naszych słów uzna, że Matka jest zła i trzeba się trzymać od Niej z daleka. Czyli mówiąc prościej straci wiarę. Tylko czy tak naprawdę miał tą wiarę, skoro czyjeś zdanie może go jej pozbawić? Innym pytaniem jakie mi się nasuwa jest to czy nasza krytyka będzie obiektywna? A może lepiej nie wypowiadać się na temat Matki Kościoła? Chyba jednak nie o to chodzi żeby tworzyć temat tabu. Według mnie, krytyka musi być, ale oparta na starej zasadzie dziennikarskiej – komentarz powinien być wyraźnie oddzielony od informacji, od faktów.

  34. Sumienie jest zwierciadłem czynów człowieka i jego drogowskazem. Wybory dobre przynoszą spokój człowiekowi, natomiast złe niszczą sumienie. Wiadomo, że u postaw wszystkich wyborów leży ludzka decyzja, która jest każdorazowym ,,tak” lub ,,nie” w kierunku prawdy. A decyzja wyboru stanowi o wolności, odpowiedzialności i godności…
    Każdy człowiek, a zwłaszcza dziennikarz, powinien dążyć do prawdy. Nikt z nas nie lubi być okłamywany. Nie można być obojętnym na to co się dzieje dookoła.Dlatego też media, które są jedną z podstawowych form przekazywania informacji powinny być głównym środkiem do głoszenia prawdy.
    Dziennikarz, nie tylko dziennikarz-katolik powinien docierać do każdego człowieka swoim słowem i czynem. Dawać przykład, że można wyrażać swoje poglądy w sposób prosty, słuszny i rzetelny, a przede wszystkim, że się tego nie boi. Ma odwagę powiedzieć PRAWDĘ, a przynajmniej ją ODKRYWAĆ. Być może wtedy większość, która teraz boi się wyjść ,,z cienia” zmobilizuje się i zacznie działać, zacznie głośno mówić co jest dobre, a co złe. Tak naprawdę wiele osób potrzebuje przykładu.
    Myślę, że od debaty należałoby zacząć i w tym wszystkim byłaby najlepszym początkiem.

  35. Według mnie po prostu; prosty, etyczny dziennikarz nie ma szansy w dzisiejszym bezwzględnie komercyjnym świecie, bo wcześniej czy później nawet najbardziej chrześcijański zmieni swe wielebne poglądy, bo telewizja i prasa i internet twierdzi, że odbiorca nie chce słuchać o dobrej nowinie. Przeciętny Kowalski woli słuchać o niezwykle ubarwionych tragediach lub o dziwolągach jak np. świat mody i anachroniczni modele. A zatem media katolickie powinny dogonić ewolucję, a przynajmniej postarać się do niej zbliżyć, wykorzystując przy tym swoistość etyki w
    nowomowie.

  36. Według wielu osób, żyjących w naszym kraju ksiądz ma prawo wypowiadać się na tematy WYŁĄCZNIE religijne. Niektórzy najchętniej „zamknęliby duchownych w zakrystii”. A niby dlaczego ksiądz nie miałby prawa wypowiadać się na tematy społeczne i polityczne, od których zależy przyszłość narodu i religii? Czym on się różni od zwykłego śmiertelnika? Każda osoba bez najmniejszych wyjątków ma PRAWO do wypowiadania własnego zdania, nieważne, czy jest księdzem, ogrodnikiem, czy sprzątaczką! W tym momencie trzeba byłoby przywołać już wcześniej postawione pytanie: „Jak mówić, by zechcieli mnie słuchać”? Właśnie w tym tkwi cały problem! Zanim spróbuję odpowiedzieć na to pytanie, konieczne jest zadanie kolejnego. Dlaczego coraz mniej ludzi chodzi do Kościoła, a szczególnie ludzi młodych? Według mnie problem tkwi w PRZEKAZIE… Mamy wielu wspaniałych kapłanów, ale tak niewielu potrafi do nas dotrzeć. Często na kazaniach słyszymy oklepane formułki, które znamy już na pamięć, a które mają się nijak do naszego życia… Te słowa są często oderwane od rzeczywistości, a ksiądz wydaje nam się przybyszem z obcej planety. A więc, dlaczego mielibyśmy słuchać kosmity, który totalnie nie zna naszych problemów? Duchowni powinni mieć charyzmę, a w swoich kazanich nawiązywać do problemów zwykłego człowieka, aby móc pociągnąć za sobą wiernych!

  37. Każdy dziennikarz, nie tylko katolicki, powinien pisać zgodnie z sumieniem. Za to co opublikował świadczy swoim nazwiskiem, dlatego zawsze musi pozostawać w zgodzie z własnymi przekonaniami. Istnieje przecież wolność do wyrażania własnych opinii, do własnego zdania. Jeśli zatem ma jakieś wątpliwości, to dlaczego nie ma zadawać pytań? Może ktoś z jego czytelników ma podobny problem, który dzięki dyskusji zostanie zażegnany. Poszukiwanie prawdy leży w naturze każdego człowieka, dociekamy jej, szukamy różnych dróg by ją poznać.
    To, ze ktoś czasem powie coś złego o Matce, nie oznacza wcale braku miłości, a troskę! Dyskusja może być przecież dbałością o rozwój, o wyjaśnianie niejasności.

  38. Podobnie jak moi przedmówcy uważam, że dziennikarz mediów katolickich powinien dążyć do rozwiązywania problemów i poszukiwania prawdy za pomocą debaty. Najgorsza bowiem jest postawa obojętności wobec Kościoła. Ludzie myślą stereotypowo, ponieważ nie znają tematu, tylko powtarzają coś, co kiedyś gdzieś usłyszeli. Są nieuświadomieni. Właśnie dlatego potrzebny jest ktoś kompetentny i rzetelny, by im pewne rzeczy uświadomić.
    Pytanie brzmi: “Jak mówić, by zechcieli mnie słuchać?”. Myślę, że Matka, która nie potrafi przyznać się do swoich błędów przestaje być dla dziecka wiarygodna. Kościół powinien głośno powiedzieć, że coś jest nie tak i próbować ten problem rozwiązać; z drugiej jednak strony zawsze znajdzie się “ktoś”, kto zechce tą słabość wykorzystać….

  39. Kiedy widzimy, że komuś dzieje się krzywda czy stajemy obojętni wobec drugiego człowieka? Naturalnym odruchem przed atakiem jest obrona własnego życia. Dlaczego, więc kiedy Jezus zostaje publicznie atakowany nikt nie staje po jego stronie, a przecież On jest naszą Drogą, Prawdą i Życiem! Kościół obecnie przyjmuje role biernego obserwatora. Nie reaguje na wewnętrzne problemy. Kolejny problem jaki możemy zaobserwować na rodzimym podwórku, to ksiądz – dziennikarz. Wątpię, więc myślę! Księdzu odbierany jest ten przywilej. Kościół nie daje nam gotowego modelu życia, ale daje nam kryteria wobec, których mamy postępować. Czy ten, który dąży do odkrycia Prawdy innymi metodami musi być potępiany? Nowa ewangelizacja powinna skupić się nie na krytykowaniu świata, który jest zły, ale na zadaniu sobie pytania czy chrześcijaństwo jest dobre? Nie możemy ślepo wierzyć, że wszystko, co powie biskup itp. jest dobre. Musimy być radykalni w swoich osądach i dążyć do odkrycia Prawdy, chociażby za cenę krytyki samego siebie.

  40. Moim zdaniem każda osoba – niezależnie czy chodzi o księdza, ateistę, kogokolwiek innego – ma prawo do publicznego wyrażania własnych opinii i wątpliwości. Istotną rolę pełni tutaj odpowiedzialność za swoje słowa. W tym uwidacznia się wielka różnica między krytyką a zwykłym krytykanctwem.
    Współczesna argumentacja – stosowana przez niektórych – często (nie zawsze!) bazuje na dwóch skrajnych wobec siebie poglądach: pierwszy zakłada bezrefleksyjne posłuszeństwo autorytetowi, który narzuca własne przekonania; drugi stawia za największą wartość prawo do wolności słowa, nieważne czy to słowo obraża czy nie.
    W obu przypadkach poszukiwanie i przekazywanie PRAWDY zostaje zepchnięte na boczny tor a celem staje się wykazanie wyższości swoich przemyśleń nad pozostałymi. Wymiana poglądów zamiast pomagać w rozwiązywaniu danego problemu, zaczyna mieć za zadanie tylko przedstawienie różnych stanowisk. Jest to jedna z przyczyn, dlaczego niemało ludzi (którzy przecież mają różniące się od siebie punkty widzenia) nie są zainteresowani żadną debatą. Kwintesencją takiej postawy są słowa Antoniego Słonimskiego: „Nie lubię wymiany poglądów. Zawsze na tym tracę.”
    Myślę, że rolą/zadaniem dziennikarza mediów katolickich jest przeciwstawienie się takiej sytuacji poprzez sumienne włączenie się do odkrywania PRAWDY razem z innymi poszukującymi oraz jej przekazanie dalej w myśl zasady:„otrzymać znaczy dać – dać znaczy otrzymać”.

  41. Wydaje mi się, że każdy może mówić wszystko, co zgadza się z jego sumieniem. Jednak jest to trochę jak reklama leków. Bez niezbędnej klauzuli “przed użyciem skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu” można narobić kłopotów – niedopowiedzeń, sporów opartych na błędnych przekonaniach, nieporozumień. Jeśli ksiądz będący dziennikarzem katolickim wypowiada swe pytające przemyślenia dotyczące swej Matki powinien zawrzeć niezbędną klauzulę mówiącą, że właśnie to robi. Żeby nikt nie miał wątpliwości. MA prawo dyskutować i poddawać w wątpliwość. Powinien jednak mówić o tym jasno i zrozumiale. Tak, aby dzieci innych matek zrozumiały, że mówi “Kocham swoją matkę, ale zastanawiam się czy gotując wczoraj zupę nie rozkojarzyła się wsypując do niej zbyt wiele soli”. W przeciwnym wypadku inne dzieci mogą usłyszeć “Moja matka jest głupia. Nawet zupy nie potrafi zrobić dobrze.”. Czasem lepiej chyba powiedzieć trochę więcej niż ciut za mało. “Jestem, wierzę i dzięki mej wierze mogę poddawać w wątpliwość i dyskutować” zamiast “Wątpię”.

  42. Wydaję mi się, że problem leży zarówno u ludzi jak i postulatów Kościoła. Odnoszę wrażenie, że “nieprawda” kierowana w stronę Kościoła, jego działalności jest dość krytycznie przez niego odbierana. Kościół bowiem jest nastawiony na “tak”, ludzie niekoniecznie muszą się godzić z tym co jest właśnie na “tak”, stąd coraz mniejsza liczba osób głównie młodych w kościołach, brak zaangażowania w życie religijne, czasem nawet społeczne. Przyjmujemy postawę bierną, bo tak jest łatwiej, nikt mi nie przeszkadza, więc czemu ja mam komuś przeszkadzać? Ludzie wykorzystują media, ale czy właściwie? Czy poprzez “używanie” mediów katolickich jesteśmy w stanie uświadomić sobie co jest dobre a co jest złe? Czy jesteśmy w stanie rozpoznać w tym przekazie prawdę? Czy kierujemy się prawdą nie tylko w odbieraniu komunikatów, ale także we własnym życiu? Zasadnicza kwestia, jaki wpływ ma na to Kościół… Kształtowanie własnych myśli bywa czasem niezwykle trudne, a co dopiero udawać, że uznaję prawdę, gdy świadomie myślę inaczej…

  43. Trudno sobie wyobrazić, aby we współczesnym świecie, media nie były traktowane jako jedna z podstawowych form ewangelizacji.
    W ludzkich rękach powinny być one narzędziem służącym do przekazywania PRAWDY. Zadanie każdego dziennikarza, a już na pewno dziennikarza- katolika to pisanie w zgodzie z własnym sumieniem. Jest ono szczególnie ważne wtedy, kiedy porusza on tematy trudne, budzące kontrowersje. Powinien głośno wyrażać poglądy, które uznaje za słuszne i rzetelne. Nie może pisać tego, z czym sam się nie zgadza, a co spotka się ze społeczną aprobatą. Najważniejszy jest bowiem przekaz prawdy,choć często nie jest on łatwym zadaniem.
    Debata jest na pewno potrzebna, lecz by przyniosła zamierzone skutki, musi być mądra i dojrzała.

  44. Wydaje się, że problem jest bardziej złożony.
    Pierwsza rzecz to Kościół, jego współczesny rys, problemy i członkowie. nie tylko ci komentowani, ale również ci, komentujący, albowiem Kościół, to nie bezosobowy, sztuczny twór, tworzą go ludzie. A zatem rzecz sama z siebie skomplikowana.
    Druga sprawa, to media. Były, są i będę nieobiektywne, bo taka ich natura i tylko świadomy i dobrowolny wybór odbiorców może mieć realny udział w ich tworzeniu.
    Trzecia sprawa to rzeczowa, racjonalna i bez emocjonalna debata na tematy dla naszego kraju, naszej kultury i tradycji najważniejsze. Czy będzie to wiara i jej atrybuty, okaże się w argumentach debaty, a nie przez fakt zdjęcia lub zawieszenia krzyża w Sejmie.
    Ostatnią rzeczą lecz najważniejszą jest PRAWDA, która łączy wszystkie te elementy.
    Pisanie i mówienie zgodnie z PRAWDĄ i o PRAWDZIE zawsze było trudne, ale jakże ważne.
    Kościół katolicki niestety nie radzi sobie ostatnimi czasy z prawdą o sobie, a już na pewno media są ostatnim narzędziem do jej poszukiwania.

Możliwość komentowania jest wyłączona.