Ułatwienia dostępu

Horyzont pragnień horyzontem ludzkich działań

Horyzont pragnień. Niekiedy wydaje się, że wystarczy mieć pomysł na jeden krok, na jedną wygraną bitwę. Tymczasem jedną bitwą nie wygrywa się wojen, a jednym – nawet udanym – działaniem nie przesądza się o życiu człowieka. Potrzeba horyzontu, którym jest nie tylko horyzont potrzeb, ale przede wszystkim horyzont pragnień. Taki klucz rozumienia życia i działalności Jezusa jest bardzo istotny w zrozumieniu Jego misji. Właśnie tym fragmentem Ewangelista próbuje dać klucz zrozumienia Jezusa. Łączy to co leży na przeciwległym biegunie: pierwsze słowa publicznej działalności z ostatnimi słowami na krzyżu, pogańską Galileę ze świętym miastem Jeruzalem, przejście z ciemności do światła. Do światła, by widzieć.

Pragnę tego, co widzę. Można to zestawić w opozycji do pragnę, by widzieć. W świecie konsumenta ważne jest oczywiście to pierwsze. Człowiek musi zobaczyć, by zaczął pragnąć. Uczy się go widzieć, czyli pragnąć, wręcz uzależnia się go od sposobu widzenia życia i świata. Wtedy jego pragnienia przestają by już jego. Ilu rzeczy pragniemy? Ilu zazdrościmy drugiemu. To jest nasz mały horyzont pragnień, ponieważ mało widzimy.

Pragnę, by widzieć. W tym wyraża się istota Objawienia. Dzięki niemu uczę się widzieć, by zacząć właściwie pragnąć. Tak właśnie rodzi się wiara. Rodzi się z łaski, a łaska bazuje na naturze, czyli konsekwentnie na niewierze, bo bez wiary natura jest tylko niewiarą. Dopiero, gdy się to zrozumie, łaska zaczyna rodzić w naturze nowe pragnienia. Do tego potrzebne jest stopniowanie wiary. Jest to sztuka odkrywania nowych pragnień: etapami rozciągniętymi w czasie, dostosowanymi do jeszcze nie przenikniętej do końca łaską natury. Wtedy zaczynamy rozumieć co znaczy, że Kościół jest jeden, że wiara jest jedna, a jednocześnie wierzący mogą być na jej różnych etapach – etapie Pawła, Apollosa. Nie oznacza to, że Kościół jest podzielony, tylko że ma różne rytmy przenikania natury łaską.

Pragnienia a sztuczna inteligencja. Leon XIV idąc tradycją poprzedników daje nam nowe orędzie na światowy dzień środków społecznego przekazu. Znamienny jest tytuł: „Chronić ludzkie głosy i twarze”. Głos i twarz, fundamentalne znaki tożsamości osoby. W głosie bowiem człowiek jawi się jako rozmówca Boga, zaś twarz pokazuje podobieństwo do Stwórcy. Człowiek jednak „ukrywa” twarz, chowa się za czyimś głosem. Staje się anonimowym rozmówcą mówiącym głosem innych, pokazuje twarz, która nie jest jego twarzą. W ten sposób dwa podmioty bez głosu i twarzy próbują się komunikować. Wchodzą w relacje, w których nie mają odwagi mówić własnym głosem, nie mają odwagi pokazać twarzy. Tak rodzi się miłość, małżeństwo, rodzina, relacje społeczne – bez głosu i twarzy.

Dopóki mamy twarze. To tytuł jednej z książek C.S. Lewisa, autora znanego chociażby z takich tytułów jak „Listy starego diabła do młodego” czy „Bóg na ławie oskarżonych”, nie wspominając o małej książeczce „Cztery miłości”. Dlaczego tak ważne jest zachowanie twarzy i własnego głosu? Ponieważ poznanie Boga domaga się prawdziwego ja, zdjęcia maski, odsłonięcia twarzy. Jeśli nie odkryje się motywów, wtedy miłość egoistyczna, nawet jeśli jest ubrana w poświęcenie, jest tylko skrywaniem intencji. Wreszcie świadomość, że Bóg odpowiada dopiero wtedy, gdy pytanie jest prawdziwe, a prawdziwe jest wtedy, gdy człowiek pyta własnym głosem i zwraca się twarzą, która należy do niego. Może zachęta do obrony głosu i twarzy nie jest spóźniona, może jeszcze stać nas na własny głos i na własną twarz.

Autor

Jarosław Andrzej Sobkowiak

#WiaraRozumDialog #SztucznaInteligencja #EtykaMediow #KognitywistykaKomunikacji #MediaStudies//#FaithReasonDialogue #ArtificialIntelligence #MediaEthics #CognitiveCommunication #MediaStudies