Ułatwienia dostępu

Zmartwychwstanie Pańskie: My jesteśmy tego świadkami!

My jesteśmy tego świadkami! W każde Święta Zmartwychwstania Pańskiego słyszymy te słowa. Mamy być świadkami wiarygodnymi. Gdybyśmy postawili sobie pytanie o czym tak naprawdę możemy świadczyć, wtedy moglibyśmy powiedzieć, że wielu z nas było w Ziemi Świętej, widziało pusty grób. Ale czy widzieliśmy Jezusa Zmartwychwstałego? Nie. A kobiety przy grobie? Nie. O czym więc możemy świadczyć? Przekazujemy tradycję, zwyczaje, ale czy przekazujemy wiarę? Czym jest wiara w Zmartwychwstanie? Jest czymś bardzo osobistym, do tego stopnia, że gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, daremna byłaby nasza wiara, ale gdyby nasza wiara w zmartwychwstanie nie była silna, daremne byłoby zmartwychwstanie Chrystusa, przynajmniej dla mnie.

Liczy się osobiste doświadczenie. Nigdy nie zapomnę opowiadania osoby, która w czasie Powstania Warszawskiego została wyprowadzona przez hitlerowców na podwórze kamienicy, w której mieszkała. Jak rozstrzelano wiele osób, a ona pod zwłokami żywa czekała na wieczór, by mogła wygrzebać się z martwych. I jej pierwsze wspomnienie, spojrzała w niebo i postanowiła tak żyć, by nie być nigdy martwą za życia. Szukać tego, co w górze. Teksty liturgiczne zaczynają żyć dopiero wtedy, gdy rezonują w naszym osobistym życiu.

Pascha jest przejściem. Jedna z niedziel Wielkiego Postu przywołała scenę wskrzeszenia Łazarza. Czasem rozumiemy to wskrzeszenie jak zmartwychwstanie, ale to był tylko powrót do żywych, ale jeszcze ciągle żywych przed śmiercią. Zmartwychwstanie nie jest powrotem do tego co było. To nie jest powrót do dawnego starego człowieka, upiększonego kosmetyką religijną. To przejście przez śmierć, nieodwracalną i trudną, do nowego, ale naprawdę nowego życia. To nie powrót do Egiptu na nowych warunkach, ale bezpowrotne wyjście z domu niewoli, to nie powrót do Jerozolimy, by tym razem przekonać starszych, ale pójście do Galilei pogan.

Kamień od grobu został odsunięty. Ale przewrotność ludzka każe szukać nowego kamienia, który zapieczętuje pusty grób, który ma sprawić, że prawda tym razem nie ujrzy światła dziennego. Charakterystyczny jest od kilku lat Grób Pański na Marymoncie. Wcześniej monstrancja była zawsze na ścianie, przed obrazem Jezusa Miłosiernego. Przygotowując dekorację w 2023 roku zaprojektowano, że monstrancja będzie w roku, pomiędzy obrazem a wejściem do zakrystii. 6 marca 2023 roku TVN wyemitowało reportaż szkalujący pamięć św. Jana Pawła II. Wielu chciało nawet, by jego obraz został zdjęty. I ku zdziwieniu wszystkich, kiedy postawiono monstrancję przy Grobie Pańskim w nowym miejscu, za nią, jakby w tle był obraz św. Jana Pawła II. Sam Jezus bronił świętości papieża. Za kilka lat nikt nie będzie pamiętał tego robionego pod tezę programu. Ale czasem warto mieć w pamięci takie chwile, bo kamieni zamykających prawdę o Zmartwychwstaniu w grobie będzie jeszcze sporo.

My jesteśmy tego świadkami! Tylko u Mateusza jest użyte słowo, że Jezus chciał urządzić Paschę ze swoimi uczniami. Nie tylko spożyć. Spożywał wiele razy wpisując się w tradycję żydowskiej paschy. Teraz chciał urządzić, greckie poieo, co oznacza dopełnić. Jezus dopełnił Paschę na krzyżu. My też od wielu lat spożywamy Paschę, która ma nas przygotować do dopełnienia jej kiedyś u kresu naszego życia. Wtedy w pełni będziemy tego świadkami.

Logika Zmartwychwstania

Logika Zmartwychwstania. Do tej pory wszystko było bolesne, trudne do przyjęcia, ale jednak logiczne. Działalność Jezusa poprzez każdy kolejny etap prowadziła do napięć pomiędzy Nim a Sanhedrynem. Oczywiście, że – po ludzku – wolałoby się uniknąć takiego scenariusza. Jednak do tej pory wszystko było logiczne. Konsekwentnie, nawet wiara oparta na pustym grobie byłaby logiczna. Z pewnością jednak w tę logikę nie wpisuje się zmartwychwstanie. Istnieją oczywiście jakieś zapowiedzi, chociażby apokryf „Życie Adama i Ewy”, mówiący o tym jak syn Adama, Set, na prośbę chorego ojca udaje się do raju po „olej miłosierdzia”. Ale na tym ludzkie intuicje się kończą. I kiedy słyszymy słowa o zmartwychwstaniu, przypominają się słowa Rudolfa Bultmanna: „Jakie znaczenie ma ożywienie trupa, skoro nie ma z nami związku”.

Świadkowie zmartwychwstania. Im dalej od zmartwychwstania, tym więcej świadków. Można by nawet wyprowadzić zależność: rośnie liczba świadków, słabnie siła świadectwa. I tak naprawdę – jeśli policzyć świętych w danym momencie – nie mam ich więcej niż kiedyś uczniów po zmartwychwstaniu. Kilkanaście osób na świecie, którym można wierzyć, że wiedzą o czym mówią. Czy mam szansę spotkać prawdziwego świadka zmartwychwstania. Czy sam jestem świadkiem zmartwychwstania? To doświadczenie, które było udziałem uczniów, my otrzymujemy przez chrzest. A jednocześnie jest z nami jeden świadek tamtego zmartwychwstania – Duch Święty, Pan i Ożywiciel. Ożywiciel naszej wiary.

Twarz świadka. Kiedy Mojżesz schodził z góry Horeb, jego twarz jaśniała. Można postawić pytanie, jaka była twarz niewiast, gdy zobaczyły pusty grób? Jaka była twarz uczniów, kiedy usłyszeli od niewiast o zmartwychwstaniu? A jaka jest moja twarz, gdy uczestniczę w wydarzeniach liturgicznych opowiadających o zmartwychwstaniu? Przecież to moja twarz ma być świadectwem tamtych wydarzeń. Ma je dzisiaj uobecnić każdemu, kto na mnie spojrzy.

Może więc pusty grób? Może byłby lepszy, gdyż bardziej konkretny. Ile jednak mamy grobów zniszczonych, zdewastowanych, zapomnianych. Mamy bieżące doniesienia o odkryciach związanych z pustym grobem. My jednak mamy Eucharystię, której nie można zapomnieć, zniszczyć. Czy mamy świadomość, że jeśli będzie żył chociaż jeden kapłan, ciągle będzie Eucharystia? Będzie dowodem zmartwychwstania Chrystusa przez wieki. Dlaczego więc tak mała siła świadectwa, dlaczego nie jest to święto wszystkich ludzi wychodzących z różnych niewoli? Nie brakuje nam Ducha Świętego, Pana i Ożywiciela, nie brakuje możliwości chrztu ani Eucharystii. Czasem po prostu brakuje nam wiary, czyli przejęcia się tym, co posiadamy.

Świadkowie zmartwychwstania, czyli czego?

Wy jesteście tego świadkami! Świadkami zmartwychwstania, o którym opowiada pusty grób. Świadkami zmartwychwstania, czyli opowieści innych. Świadkami zmartwychwstania, w które często sami nie wierzymy. Czego więc świadkami są świadkowie zmartwychwstania? Pytanie niełatwe, ale ważne i dlatego trzeba podjąć niełatwą próbę odpowiedzi.

W liturgii często słyszymy słowa „przekażcie sobie znak pokoju”. Ale o jaki znak chodzi, a właściwie, czy w ogóle chodzi o znak. Raczej chodzi o to, byśmy przekazywali pokój. Jeśli zaś mowa o znakach, to sugeruje, że pokój musi wyrażać się w czymś konkretnym.

Pokój jako dar. Nie chodzi wyłącznie o ludzki wysiłek, czy o zewnętrzny brak wojny. Trochę jak z chorobą. Zdrowie to nie tylko brak choroby, ale jakieś pozytywne wymiary egzystencji człowieka. Chodzi więc o pokój wewnętrzny, ten zaś wyraża się w postawie – myślę o Bogu i jestem spokojny, bo będąc z Nim nie może mnie spotkać zło.

Pokój jako misja. Misja jest czymś do przekazania, co zaś przekazać mówiąc pokój? Przekazać Jezusa niosącego pokój, Jezusa, który jest naszym pokojem. Chodzi więc o naśladowanie, a pierwszym wymiarem pokoju, który przynosi Jezus jest dialog. Pokój otrzymujemy w liturgii, a cała liturgia jest usiana dialogiem. To nie są nakazy – w górę serca, idźcie w pokoju! Chodzi raczej o zachęty, które domagają się odpowiedzi. Pokój to także sprawiedliwość, która wyraża się w tym, że Bóg przebacza więcej niż zasługuję, bym ja mógł przebaczyć więcej niż ktoś na to zasługuje. Naśladować, czyniąc pokój.

Pokój jako cierpliwość. Oznacza on akceptację niepewności, czyli pogodzenie się z tym, że nie na wszystkie pytania odpowiedź pada od razu. Zamiast szukać odpowiedzi chrześcijanin jest wezwany do pogłębiania życia duchowego. Nie chodzi więc o prymitywnie postawione pytania, bo one nic nie dadzą. Jeśli np. zapytam Boga, kiedy umrę? – może paść odpowiedź: Jutro! I nie wiem, czy to przyniesie pokój? Chodzi raczej o pokój wewnętrzny, z którym czekam na odpowiedź, która kiedyś nadejdzie.

Jest jeszcze jeden istotny aspekt pokoju. Zdanie z drugiej części Ewangelii na Niedzielę Miłosierdzia. „Komu grzechy zatrzymacie…”. I nie jest to odniesienie do arbitralnych odpowiedzi różnych kapłanów. Chodzi o zrozumienie rzeczywistości mojego życia. Czasem, kiedy próbuje się coś zrozumieć, trzeba się zatrzymać, a kiedy człowiek bezmyślnie chce biec dalej, ktoś musi go zatrzymać, by zrozumiał. Taka właśnie jest rola i sens tych słów. Zatrzymać mnie, bym mógł zrozumieć, a rozumiejąc świadomie przyjąć.

Na koniec problem wątpliwości w wierze, które zdają się być nieodłącznym elementem każdego wierzenia. Kto bezrefleksyjnie wierzy na początku, doczeka się wątpliwości na końcu drogi. Kto ma odwagę rozpocząć od wątpliwości, doczeka się pogłębienia swojej wiary. Wątpliwości są bowiem wyrazem pragnienia osobistego doświadczenia. Nie chcę wierzyć, bo inni wierzą, nie chcę powtarzać, co inni mówią. Chcę wierzyć, więc wątpię, bo chcę doświadczyć.