Uprzejmie donoszę

Niedawno uczestniczyłem w ciekawej dyskusji dotyczącej „troski” o drugiego człowieka. Temat był podjęty w dość akademicki sposób, ale jego rozwiązanie okazało się mało akademickie. Było za to bardzo oparte na tzw. zdrowym rozsądku. Polegało na tym, że owa „troska” o drugiego wyraziła się w trosce o… siebie. I to takiej najbardziej egoistycznej. Dla pełności obrazu dodam – głęboko podszytej chrześcijaństwem.

                W czym jednak tkwił problem? Najpierw w rozumieniu odpowiedzialności. Bo co znaczy troszczyć się? Oznacza wziąć odpowiedzialność: za coś, przed kimś i w jakimś stopniu? Wydaje się, że chrześcijańska odpowiedzialność uczy wzięcia na siebie troski o dobro wspólne, którego istotnym elementem jest jednak dobro osoby. Nie muszę dodawać, że chodzi o osobę, której bezpośrednio „troska” dotyczy. Dopiero później może nastąpić element poszerzenia kręgu „troszczących się”. W przeciwnym razie troska przeradza się w donos, który ma na celu uspokojenie własnego sumienia i dobro… własne.

                W jednym z odcinków serialu „Plebania” rozmawia ze sobą dwóch księży. W pewnym momencie ten, na którego doniósł ów drugi, stawia mu pytanie: Dlaczego to zrobiłeś, nie mówiąc mi osobiście? Ten pełen troski odpowiedział: Nie chciałem, żeby ucierpiały na tym nasze relacje. Pokazuje to, że chcemy budować święte i zdrowe relacje, zapominając jednak, że do takich potrzebny jest zdrowy i święty człowiek. Inaczej nawet w słusznej sprawie troska o dobro przerodzi się w donos, jeśli pominie osobę zainteresowaną. Piszę o tym przed rozmową z osobą, która zainspirowała mnie do takich przemyśleń. Muszę zatem uczciwie dodać: Uprzejmie donoszę!

Interpretować, interpretować…

Dla większości myślących ludzi nie ulega wątpliwości, że działanie moralne człowieka musi mieć jakieś trwałe podstawy. W przeciwnym razie należałoby zrezygnować z idei Sądu Ostatecznego, gdyż byłby on przejawem najbardziej komicznej z dotychczasowych komisji śledczych. Czy jednak za obiektywizmem Sądu Ostatecznego nie stoi subiektywizm Boga? Oczywiście, że tak. A jako w niebie, tak i na ziemi.

                Max Weber pisząc nieco inaczej o tym samym, ukuł pojęcie „teodycei klasy uprzywilejowanej”. Bo gdyby rzeczywiście ukazać moralność jako schemat: norma – wartość – autorytet”, rodzi się od razu pytanie o to, kto ma autorytet. I odpowiedź rysuje się prosta: ten, kto ma władzę, wpływy, oddziaływanie…

                Trzeba dziękować Opatrzności za obiektywizm natury ludzkiej i wpisanych w nią praw. Naturę trzeba jednak interpretować. A w tej interpretacji tak trudno zapomnieć o sobie. Pozostaje więc interpretować, podlegać interpretacji, wpływać na interpretację, być interpretatorem, być Wielkim Interpretatorem. Wreszcie żyć owocami interpretacji. No właśnie, jeszcze nimi żyć…

POLSKA WOBEC PRAW CZŁOWIEKA

CZY PRAWA CZŁOWIEKA WOBEC POLSKI

(refleksja w rocznicę odzyskania niepodległości)

  W ostatnich dniach Komitet Praw Człowieka Organizacji Narodów Zjednoczonych zalecił Polsce liberalizację ustawodawstwa aborcyjnego. W tym właśnie kontekście wypowiedział się koordynator systemu ONZ w Polsce Jaime Ruiz de Santiago stwierdzając, że “jednym z podstawowych zadań dla Polski i innych państw jest respektowanie praw człowieka i praw rodziny”. Czym są zatem prawa człowieka i prawa rodziny i na czym polega brak respektowania tych praw ze strony Polski?

 

            Różne są sposoby określania i interpretacji praw. Jednym z istotnych aspektów jest problematyka ich ugruntowania, a więc pytanie o to, w czym i dlaczego prawa człowieka znajdują uzasadnienie. Chodzi więc o koncepcję praw, człowieka i rodziny. Większość prawników zastrzega się, że zadaniem prawa nie jest tworzenie koncepcji antropologicznych, gdyż to należy np. do filozofii. Czy jednak konkretny wyraz formułowanych praw nie zawiera w sobie odniesienia do konkretnej antropologii? Czy zatem broni się człowieka przed zagrożeniem jego praw, czy też chodzi raczej o obronę funkcjonujących praw przed człowiekiem, który mógłby się domagać ich głębszego uzasadnienia?

            Podobny problem przeżywano w ekonomii i w życiu gospodarczym mówiąc o tzw. decyzjach społecznych. Powoływano się przy tym na zasadę, iż fundamentów gry ekonomicznej nie można ciągle podważać, gdyż inaczej nigdy nie rozpocznie się samej gry. Mówiąc inaczej, nie można pytać o podstawy, gdyż te nie są do końca rozstrzygalne, zatem trzeba stworzyć funkcjonalny system praw i respektować jego przestrzeganie. Nie jest moim celem zachęcanie do łamania praw człowieka w obecnej formie. Pragnę tylko postawić jedno konkretne pytanie: Czy określone lobby jest wystarczającym ugruntowaniem praw człowieka i czy człowiek respektujący taką formę praw powinien czuć się bezpieczniej? Pytanie o koncepcję człowieka będzie wracało tyle razy, ile razy człowiek postawi sobie pytanie o to, kim jest, gdyż do natury praw i ich ochrony należy ochrona konkretnej treści prawnej, zaś treścią fundamentalną w prawach człowieka jest on sam. Nie dokona się obrony praw człowieka bez człowieka, a większościowa zgoda nie jest wystarczająca do rozwiązania kwestii fundamentalnych dotyczących natury praw, człowieka i rodziny.