Look Up

W życiu często jest tak, że kiedy porówna się obietnicę z jej spełnieniem, człowiek doświadcza zawodu. Nadzieje zarysowane przez zapowiedź nie zawsze znajdują dopełnienie. W uroczystość Objawienia Pańskiego mamy pozornie podobną sytuację. Z jednej strony wielka zapowiedź proroka Izajasza, że napłyną do Króla liczne narody, a w praktyce Ewangelia według św. Mateusza pokazuje nam trzech mędrców i na nich kończy się spełnienie obietnicy. Herod patrzy na Jezusa wyłącznie jako na konkurenta swojej władzy, Jerozolima jako stolica zajęta jest swoimi sprawami, a obserwując sytuację w Betlejem nie można odnieść wrażenia, że miasteczko zostało szczególnie poruszone.

Czy Izajasz się mylił? A może nie o to chodziło w jego proroctwie. Co w takim razie widział Izajasz w swoim proroctwie? Widział spełnienie obietnicy rozciągnięte w czasie. Widział to, co jest przedmiotem dzisiejszej uroczystości, ale widział również przyszłe pokolenia, w których ciągle będą znajdować się ci, którzy szczerym sercem będą szukać Boga, przybywając z różnych kultur i języków. W tym właśnie objawia się uniwersalizm proroka Izajasza.

Powróćmy jednak do czasu przybycia mędrców. Wyruszają ze Wschodu za gwiazdą, to znaczy za jakimś znakiem, który niepokojąc, kazał im szukać. Dary, które przygotowują, nie są przedmiotami codziennego użytku potrzebnymi biednej rodzinie, ale są darami uznającymi Króla, Proroka i Kapłana. Idą co prawda szukać do Jerozolimy jako miejsca i symbolu władzy królewskiej, ale właśnie w Jerozolimie tracą znak (gwiazdę). Wtedy dalszą drogę wskazują uczeni w Piśmie, mówiąc o Betlejem jako miejscu narodzenia Mesjasza.

Zadziwiający jest jednak fakt, że tylko mędrcy idą dalej. Zostaje Herod, Jerozolima jest wyłącznie zaniepokojona, uczeni w Piśmie wskazują mędrcom drogę, ale sami pozostają na miejscu. I dopiero opuszczając Jerozolimę, mędrcy odzyskują swój znak (gwiazdę).

Jakie płyną z tego wnioski praktyczne? Po pierwsze, aby dostrzec niebo, trzeba oddalić się od sztucznego światła. Ludzie, którzy obserwują niebo wiedzą to dobrze. W mieście pełnym sztucznych świateł trudno dostrzec prawdziwe światło. Potrzeba też pokory, czyli rezygnacji z jednopłaszczyznowego widzenia świata. Nie chodzi też o fałszywą pokorę patrzenia w ziemię. Trzeba spojrzeć w niebo. I wreszcie odwaga rezygnacji z myślenia stadnego, z wiary w to, że prawda leży po stronie większości. Gwiazdą dla człowieka wierzącego jest światło sumienia, które niezależnie od trendów i aktualnych mód, każe spojrzeć w niebo (Look Up).

Jako dopełnienie i swoisty punkt wyjścia do dalszych poszukiwań polecam świecką refleksję nad fenomenem ślepego zawierzenia doczesności i proponuję film „Nie patrz w górę” (Don’t Look Up).

Nowy Rok, nowy czas

Św. Augustyn napisał kiedyś takie zdanie: „To my, ludzie, jesteśmy czasem”. Czas przypomina trochę ocean pogrążający człowieka. Pozornie wydaje się, że czas jest panem wszystkiego, co dzieje się w naszym życiu, Chronosem pożerającym własne dzieci. Niekiedy tylko uświadamiamy sobie, że specyfika człowieka w relacji do czasu polega na tym, że jego głowa wystaje z wód czasu. Oznacza to, że człowiek żyjący w czasie ma możliwość wzniesienia się ponad i uchwycenia sensu przemijania.

Papież Franciszek skierował do ludzi dobrej woli kolejne Orędzie na Światowy Dzień Pokoju. Dla mnie te orędzia są ważne, gdyż dają nowe kryteria na kolejny czas. Na rok 2022 papież daje trzy kryteria. Pierwszym jest dialog międzypokoleniowy. Z jednej strony wszyscy żyjemy w tym samym czasie, ale kiedy porówna się dwa pokolenia (młodych i starszych) odnosi się wrażenie, że żyją w dwóch różnych czasach. Jest więc czas, ale i każdy ma swój czas. Zapewne też nie wystarczy stwierdzenie, że czasy pokoleń są inne, to jeszcze nie zbliża, ale już otwiera. Tym, co zbliża jest dialog. Drugie kryterium to edukacja, której nie można rozważać wyłącznie w kategoriach kosztów, ale inwestycji. Niestety, ciągle jest to obszar, w którym najłatwiej ciąć koszty. Jakby chciało się powiedzieć, że jedyne dobra wytwarzane to tylko dobra materialne. Biedny to kraj i biedna perspektywa, w której chciałoby się edukację zepchnąć wyłącznie do poziomu kosztów. Trzecie kryterium to praca. Praca, której człowiek nadaje sens. Tymczasem zauważa się jakiś dziwny sposób zarządzania pracą przez wzbudzanie strachu. Tak oto rodzi się nowa kategoria zdemotywowanych pracowników. Ktoś za to ponosi odpowiedzialność i nie jest to zapewne sposób budowania pokoju.

Powróćmy jeszcze do czasu. Pozornie wydaje się, że popłynięcie z prądem czasu usprawiedliwi wszystko. Dobro się rozproszy, o złu się zapomni wraz z upływem czasu. Ale jest jeszcze bardzo czułe narzędzie mierzenia i oceny czasu – sumienie. Ono nie pozwoli przejść złu w niepamięć, nie pozwoli rozproszyć się dobru.

Życzę wszystkim moim Czytelnikom, aby korzystając z obrazu czasu jako oceanu wód, jak najczęściej wynurzali głowę ponad wody czasu, by zobaczyć sens czasu i swojej historii. „To my, ludzie, jesteśmy czasem”. Obyśmy nie przeszli do historii wyłącznie jako pokolenie pandemii, kryzysu ekologicznego i kilku innych. Oby z perspektywy czasu można było nazwać również „nasze czasy” czasem człowieka.

Małżeństwo i rodzina – tematy ciągle aktualne

Wiele lat temu Jan Paweł II – podczas wizyty w Niemczech – porównał rodzinę do sieci. Chodziło oczywiście o sieć rybacką, a jej symbolika miała ukazywać z jednej strony fakt, że sieć stwarza pewne ograniczenia, z drugiej, że jest jednak punktem oparcia dla słabych i chorych. Wiele lat minęło od tamtego momentu, chciałbym więc nieco zmodyfikować ten obraz.

Ciągle pozostajemy w symbolice sieci, ale już nie rybackiej, tylko tej, która więcej mówi młodemu pokoleniu, o sieci połączeń, z jakiej korzysta się w międzynarodowych korporacjach, w mediach społecznościowych. Można też mówić o lęku przed wykluczeniem. Boimy się pozostać poza siecią, a czy małżeństwo i rodzina mogą w tym kontekście pozostać sprawą zupełnie prywatną, czymś „poza siecią”? Jan Paweł II zakończył homilię w Niemczech słowami: „Nie pozwólcie, by sieć się rozerwała”.

Proponuję zatem, abyśmy przyjrzeli się kilku elementom, które mogą sprawić, że rodzina znajdzie się „poza siecią”. Przez sieć rozumiem tak naprawdę relacje, harmonię, a może przede wszystkim łaskę. Natomiast przez jej rozerwanie rozumiem zerwanie harmonii (relacji) pomiędzy człowiekiem a Bogiem, człowiekiem a światem i ostatecznie zerwanie relacji z sobą samym (por. H. Arendt i jej rozumienie banalności zła).

Najpierw kwestia poznania. W poprzednich pokoleniach najpierw poznawano, by móc wybrać. Poznawano przynajmniej w stopniu podstawowym różne życiowe drogi, nie wykluczając żadnej z nich. Takie podstawowe poznanie miało pomóc człowiekowi wybrać pomiędzy rzeczywistościami poznanymi. Dzisiaj jest odwrotnie, sam fakt wyboru jest fundamentalny, a poznaje się dopiero to, co wybrane. Takie rozwiązanie ma przynajmniej dwie słabe strony: pomija to wszystko, co człowiek mógłby wybrać, gdyby wcześniej znał oraz zakłada, że intuicyjny wybór ma zastąpić wszelką racjonalną refleksję nad przedmiotem wyboru. Oznacza to w konsekwencji, że rozum nie służy do poznania, ale wyłącznie do racjonalnego usprawiedliwienia swojego wyboru.

Przeczytałem kiedyś bardzo ciekawe określenie małżeństwa w kontekście braku relacji. Nazwano je „noclegownią egoizmów”. Oznacza to, że liczy się tylko indywiduum, a jeśli z jakichś powodów łączy się w pary, to na zasadzie pragmatyzmu, na jaki stać egoistę. Małżeństwo nie jest już wspólnotą osadzoną na głębszych relacjach, lecz noclegownią, która ma chronić egoizmy przed „chłodem i deszczem”, ale nie wymusza głębszych relacji.

Zauważa się też jakiś element wojny rozumianej najbardziej fundamentalnie jako „zerwanie relacji”. Zerwanie relacji pomiędzy mężczyzną a kobietą rodzi wojnę płci, pomiędzy pokoleniami –  wojnę autorytetów, pomiędzy człowiekiem a społeczeństwem – wojnę indywiduów, zaś pomiędzy człowiekiem a Bogiem –  wojnę czasowości z wiecznością.

Konsekwencją ostatniego jest nowe rozumienie czasu. Życie według klucza „tu i teraz” nie wystarcza. Życie czasowością nie zabezpieczy przyszłości. Konsekwencją jest ucieczka od myślenia o swoim życiu w kategoriach misji, powołania, a jest raczej racjonalnym dostosowaniem do aktualnych warunków, z założeniem, że w przyszłości mogą się zmienić. Bez elementu stałości nie podejmuje się decyzji nieodwołalnych na przyszłość.

Kolejny element odnosi się do sakralności małżeństwa. Żyjemy w epoce pluralizmów, ale jednocześnie próbuje się w tej pluralistycznej panoramie wskazać grupy, które skazuje się na pustkę aksjologiczną. Każda najbardziej nawet dziwna religia ma prawo do manifestowania swoich wierzeń, pozbawia się tylko tego prawa katolicyzm w imię świeckości państwa. Chyba, że również państwo dość luźno podchodzi do tzw. nowych religii nie widząc w nich zagrożenia dla świeckości państwa?

Kiedy nie ma stabilności nie ma też jasno określonych ról. Tu właśnie pojawia się różnica pomiędzy rolą a zadaniem. Do roli się wychowuje, do zadania kształci. Może dlatego jest tak wiele osób świetnie wykształconych i jednocześnie tak słabo wychowanych w kontekście życiowych ról, które pełnią. Rola to coś więcej niż zadanie, a powołanie to coś więcej niż zadaniowość.

To są momenty, które mogą być przyczyną zrywania sieci relacji. Bez relacji małżeństwo i rodzina nie przetrwają, zwłaszcza w momentach kryzysu. Dlatego tak bardzo aktualne jest wezwanie papieża z przywołanej już homilii: „Nie pozwólcie, by sieć się rozerwała”.