Hermeneutyczne koło cierpliwości i wiary

Odniesienie do tych dwóch rzeczywistości nie zależy ani od charakteru, ani od przynależności religijnej. Można więc postawić pytanie: Czy to brak cierpliwości rodzi brak wiary, czy też brak wiary rodzi brak cierpliwości?

Gdyby tego związku nie było, niecierpliwy byłby człowiek, który nie potrafi nad sobą zapanować. Ale przecież znamy osoby, na które reagujemy alergicznie. Jednocześnie potrafimy być bardzo cierpliwi dla innych. Może więc to brak wiary w dialog, w przemianę, w dobre intencje drugiej osoby sprawia, że jesteśmy niecierpliwi?

Jeśli chce się być cierpliwym, warto być wierzącym. Wierzącym w to, że inny może mieć rację, że dialog ma sens, że patrząc na cokolwiek nie widzę jednocześnie drugiej strony rzeczywistości oglądanej. Kiedy zaczniemy wierzyć, zaczniemy być cierpliwi. A kiedy zaczniemy być cierpliwi, wtedy zobaczymy, że jeszcze łatwiej wierzyć drugiemu człowiekowi. Na tym właśnie polega hermeneutyczne koło cierpliwości i wiary.

Po pokorze jako prawdzie najistotniejszej dla mnie, to właśnie cierpliwość zrodzona z wiary jest kolejnym istotnym prawem sensownego życia. Warto tylko dopowiedzieć, że sens temu hermeneutycznemu kołu daje wiara w siebie.

Pokora…

Pokora – prawda o człowieku rozpięta pomiędzy pierwszym i ostatnim miejscem. Problem w tym, że zarówno pierwsze, jak i ostatnie miejsce jest… jedno. Przypomina to arystotelesowskie „grzeszenie” przez nadmiar i niedomiar. Natomiast w prawdziwej pokorze chodzi o prawdę. Pozostając na poziomie empirycznej weryfikacji można powiedzieć, że prawdziwa pokora zaczyna się nie tyle na poziomie „złotego środka”, co raczej na przedostatnim stopniu kariery. Kiedyś żartobliwie określano, że pierwsze miejsce jest początkiem niekompetencji człowieka. Gdyby się „uniżył”, wtedy zajmie miejsce właściwe dla siebie.

Czym jest jednak pierwsze (najważniejsze, najwłaściwsze) miejsce dla człowieka? To miejsce realizacji najwłaściwszego powołania, talentu, zestawu osobistych kompetencji. Słowem, miejsce najpełniejszej realizacji siebie. Dlatego jest ono pierwsze, bo najważniejsze i najwłaściwsze. Nie rodzi się jednak z porównywania z innymi, z rankingu pozycji, lecz z rzetelnego bilansowania swoich mocnych i słabych stron.

Nie ma więc ani wzoru, ani prostej recepty na pokorę. Nie wystarcza odrzucanie pierwszego miejsca ani szukanie na siłę ostatniego. Jedynym sensownym sposobem jest mozolna praca nad odrzucaniem nadmiaru (pychy) i niedomiaru (fałszywej pokory), które zamazują prawdziwy obraz człowieka.

Czy więc warto być pokornym? A czy warto być prawdziwym?

Czy tylko nieliczni?

To pytanie ma bardzo stare religijne korzenie: pewność i niepewność zbawienia. Jeszcze inaczej można by powiedzieć: pewność i niepewność wygranej. Są kandydaci na studia, którzy zaczynają nie od pasji, celu, lecz od pytania o to, jaki procent studentów nie kończy studiów. Są tacy pracownicy, którzy przy każdej reorganizacji zakładu pracy sprzątają swoje biurka, bo może tym razem im podziękują. Dziwne nie jest samo pytanie: Czy tylko nieliczni? Zastanawiająca jest obawa, która towarzyszy ludziom niepewnym, jej źródło.

Jak radzi sobie człowiek niepewny? Skraca drogę do celu. Zamiast pragnąć przeżyć całe życie sensownie, próbuje dzielić je na kawałki i po kawałku przeżywać szczęście. Bywa również, że cel ostateczny postawi już na pierwszych kilometrach drogi. Pozornie wygląda to jak próba ocalenia rzeczy wielkich, a w rzeczywistości jest to wyraz małości i lęku człowieka przed nowym. Nie chce iść dalej, bo boi się, że przy kolejnym pytaniu „czy tylko nieliczni”, zniszczy go jego własna niepewność.

Ciasna ewangeliczna brama jest jak kataklizm w życiu. Trzeba się ratować, a żeby się uratować, trzeba wiedzieć co zostawić, by zdążyć uratować siebie i jednocześnie co zabrać, by móc zacząć życie od nowa.

Warto sobie postawić pytanie, czy wiem, co w takiej sytuacji bym zostawił i czy wiem, na czym mógłbym budować, zaczynając na nowo.

Asceza jest przywilejem ludzi mądrych, którzy inwestują tylko w to, co ma wartość dla przyszłości. Nie bogactwa i przywileje, ale wiara i rozum pozwalają inwestować w przyszłość. Człowiek ze skarłowaciałym rozumem będzie wybierał zawsze to co zna. Człowiek ze skarłowaciałą wiarą będzie próbował sprowadzić ją do praktyk, które zna na pamięć i nigdy go nie zaskoczą. Problem tylko w tym, że aby być zbawionym, trzeba przejść przez bramę w nowe i niepewne. Aby coś w życiu osiągnąć, trzeba udać się w nieznane.

I może dlatego tylko nieliczni w życiu wygrają. W tym i w przyszłym!