Ułatwienia dostępu

Tylko przyjmując, można zrozumieć

Przyjmując rozumieć. Ta droga rozgrywa się w triadzie: przyjąć – pojąć – zrozumieć. Oczywiście nie mam na myśli spraw banalnych, oczywistych, jednowymiarowych. Triadę tę proponuję w uroczystość Trójcy Świętej, czyli jedności Trzech Osób w Bogu. Bóg jest Miłością, a miłość to uczestnictwo. Uczestniczyć można tylko wtedy, gdy jest się w jakiejś rzeczywistości całym sobą. Trójca Święta jest rzeczywistością wiary, a wiara nie może być nieprzemyślana. Jeśli zapraszam do wiary, ktoś może zapytać, czyli do czego? Jeśli zapraszam do kościoła, ktoś może również postawić pytanie – do kościoła, czyli gdzie? Wiara nieprzemyślana nie jest wiarą. Były pokolenia wychowane do odmawiania pacierza, chodzenia do kościoła. Wychowane do… bez zrozumienia głębi. Zrozumienie jest jednak dalszym celem, najpierw jest przyjęcie. To słynna  Augustyńska maksyma: Credo, ut intelligam, intelligo, ut credam. Zrozumieć można coś. Zrozumieć można jakąś rzeczywistość. Najpierw więc musi być przedmiot wiary. Wierzę, czyli przyjmuję, ale skoro przyjmuję jako człowiek, muszę zrozumieć. Ale najpierw przyjąć, potem rozumieć. Uzależnianie wszystkiego od zrozumienia przestaje być racjonalne.

Przyjąć Boga, by Nim myśleć. Co jednak oznacza myślenie Bogiem? Przede wszystkim rezygnację z myślenia w kategoriach opłacalności, ale podejście do rzeczywistości w kategoriach dobra. Myśleć Bogiem, to widzieć w człowieku więcej niż powierzchowność, to widzieć jego godność. Wreszcie myśleć Bogiem, to dać się poprowadzić trzem szkołom: cierpienia, przebaczenia i poświęcenia. Cierpienia, gdyż ono uczy głębi – pokazuje kruchość i ograniczoność człowieka. Cierpienie nie zwodzi, nie obiecuje życia bez bólu. Szkoła przebaczenia uczy ucieleśnienia ideału – nie można kochać człowieka prawdziwie bez jego historii. I wreszcie poświęcenie jest szkołą realizacji ideału, jest sztuką życia talentami wykorzystanymi, a nie potencjałem wiary nigdy nie skonsumowanym. Wiara to nie moc zamknięta w szczelnym systemie, ale to siła udzielająca się bez reszty i bez granic.

Wierzyć to dać się zaprosić. By zapraszać do kościoła trzeba najpierw zrozumieć zaproszenie do miłości. By więc sensownie zapraszać do Kościoła (tym razem pisanego dużą literą), trzeba najpierw zrozumieć zaproszenie do Miłości (też pisanej dużą literą). By więc zapraszać kogoś, trzeba najpierw samemu dać się zaprosić. Wiara w Trójcę Świętą ma jeszcze jeden praktyczny wymiar – rezygnacja z absolutu rodzi absolutyzację rzeczy i ludzi. A kiedy absolutyzuje się ludzi, skazuje się ich na bycie wszechmocnymi. A kiedy do wszechmocy nie dorastają, zaczyna się ich nienawidzić. Może warto o tym pamiętać?

Słowo i rozumienie

Dzisiejsza Ewangelia rozpoczyna się słowami: „Oto siewca wyszedł siać”. Tradycyjna egzegeza przyzwyczaiła nas do dość prostej interpretacji tej perykopy. Ziarnem jest Słowo Boże, ale co jest glebą? Odzwierciedla ona cztery rodzaje ludzi, ale tak naprawdę odzwierciedla naszą zdolność rozumienia Słowa. Zatem ziarno i gleba to tyle, co Słowo i jego rozumienie. Ziarno szuka gleby, jak wiara szuka rozumienia. Dzięki niemu można robić coś gruntownie. To jest właśnie gleba życia człowieka.

Czasem próbuje się cały proces ewangelizacji sprowadzić do słowa jako ziarna i jedyny wysiłek sprowadzić do siania. Tymczasem Kościół nie jest od siania, ale od uprawiania gleby. To właśnie miał na myśli św. Bazyli, kiedy studził zapał ewangelizacyjny swoich mnichów. Nie pytał o to do kogo pójdą, ale kim są ci, którzy chcą siać. Wypuszczał z klasztoru tylko tych, co do których miał pewność, że nie zapomną o Bogu, czyli o tym, kto jest siewcą.

Jakie jest zatem zadanie Kościoła w tym procesie? Czuwać nad kulturą duchową. Najpierw nad „sklerozą serca”. Skleroza serca, czyli zapominanie o Bogu, a postawienie na swoją pewność, która rodzi zatwardziałość. Wtedy nawet pobożność nie oznacza nic ponad przekonywanie Boga do własnych racji. Tymczasem wiara najpierw jest słuchaniem. To dlatego relacja mistrz-uczeń odbywała się w miejscu, które nazywało się audytorium, czyli miejsce słuchania. Drugim niebezpieczeństwem jest ziarno rzucane na drogę, czyli na życie człowieka w ciągłym pośpiechu, na życie oparte na płytkich relacjach, nieprzemyślanym działaniu.

Gleba jest więc poziomem rozumienia. A rozumieć, to odkryć sens natchnienia, nie tego, które było w momencie spisywania Pisma Świętego, ale tego, którego sens trzeba odkryć dzisiaj. Nie skupiać się wyłącznie na tym, co Jezus powiedział wtedy, ale na tym, co mówi dzisiaj. I konsekwentnie, zadaniem Kościoła nie jest sprowadzenie Słowa Bożego do rodzajów literackich i historii redakcji, ale uwrażliwienie, że ten pierwotnie odkryty sens musi być na nowo odkryty dzisiaj dla nas. Kościół nie może też zastąpić osobistego rozumienia słowa. To nie ksiądz ma mi powiedzieć, co Bóg mówi do mnie, ale ma mi powiedzieć, jak czytając to, co mówił Bóg wtedy, odkryć na nowo, co Bóg mówi w moim życiu.

Na koniec jeszcze jeden obraz – siewca wyszedł siać. Ale co robił wcześniej? Użyźniał glebę, czyli przygotowywał ją do rozumienia. Może więc czas uświadomić sobie, że wszystkie emocjonalne sposoby głoszenia Ewangelii nie są niczym więcej, jak rzucaniem ziarna na drogę. Prawdziwa potrzeba nie sprowadza się więc do akcji, ale do powrotu do budowania kultury duchowej, bez której nie ma rozumienia, i konsekwentnie, plonów.