Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej? Każda osoba zaznajomiona z lekturą Pisma Świętego doskonale wie, kto jest autorem tych słów. Pytanie jest naprawdę ważne, ponieważ zdarza się, że nawet człowiek wierzący zostaje odłączony od Chrystusa. Świadomie używam zwrotu „zostaje odłączony”, a nie odłącza się, gdyż w pierwszym odruchu odpowiedzialność za to próbujemy przypisać innym.
Sacrum – profanum. Może nas odłączyć również taki podział świata na to co święte i na to co przed świątynią, czy lepiej, poza świątynią. Co nie mieści się w porządku świątynnym, czy też samo się z tego porządku wykluczyło. Do zatarcia różnicy pomiędzy sacrum i profanum przyczynił się sam Jezus. Uczył poza świątynią i to nie dla samego faktu wyróżnienia się. Chodziło o to, że świątynia, która miała być miejscem świętym, coraz bardziej stawała się miejscem handlu, polityki, układów. Jednak celem nie było rozdzielenie porządków. Sobór Watykański II w Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes” postawił przed Kościołem jasne zadanie: ma on być Kościołem w świecie. Konsekwencją tego jest wejście świata do świątyni. To oczywiście ma swoją cenę.
Można rozdzielić na nowo sacrum i profanum. Wtedy nie zapłacimy ceny za otwarcie na świat, za niebezpieczeństwo przenikania elementów świeckich do porządku świątynnego. Pytanie tylko, czy o to chodzi. Czy chodzi o Kościół nieskalany światem i szczelnie przed nim zamknięty? Kościół jest Mistyczną Świątynią, a ta składa się z żywych kamieni, które przecież żyją w samym środku świata. Jak więc w człowieku wierzącym rozdzielić sacrum i profanum?
Któż nas może odłączyć? Najpierw my sami. Jak łatwo przypisać winę innym i każdą niewierność i odłączenie od Chrystusa dopisywać do rachunku innych. Może nas odłączyć również bezmyślność, powtarzanie pewnych sloganów na temat wiary, choćby takich jak teza, że – podobno według badań – spowiedź małych dzieci rodzi w nich traumę. Mnie już ta bezmyślność nie dziwi, ale niektórzy ciągle wierzą, że to wynik badań uczonych – tym razem nie radzieckich, tylko amerykańskich. Odłączają nas też obowiązki. Kiedyś jedna pani powiedziała mi, że nie ma czasu chodzić do kościoła, ponieważ komunią jeszcze nikt się nie najadł. I dodała, że chyba to jest dostatecznie racjonalne. Odpowiedziałem jej, że znam osoby najedzone, którym wcale nie przysporzyło to rozumu.
Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Powtórzmy raz jeszcze to pytanie, ale już w sposób bardziej świadomy i konkretny: Zamiast „któż”, zapytajmy wprost: KTO i CO nas odłącza każdego dnia?
