Nastrojowy czy nastrojony?

W budowaniu różnego rodzaju wspólnot duży nacisk kładzie się na wytworzenie nastroju. Nastrojowy wieczór poezji, kolęd, nastrojowa kolacja przy świecach. Ile nastrojowość ma wspólnego z rzeczywistością? No właśnie, po to tworzymy nastrój, żeby wyrwać się z rzeczywistości.

Natomiast nastroić coś, oznacza sprawić, aby mogło być harmonijne samo w sobie i harmonijnie współbrzmieć z innymi. Stąd mówimy, gdy nas ktoś zaprasza na jakąś konferencję naukową (zestroić opinie szukając prawdy), że dzisiaj nie mamy nastroju na strojenie. Nastrojowy więc i nastrojony, to dwa różne słowa.

A w wierze? Czy chodzi o nastrój czy o nastrojenie? Ktoś powiedział trudne słowa i zepsuł nastrój. Czy jednak w wierze szukamy nastrojowych wieczorków czy czegoś więcej?

W czytaniu na XXVI Niedzielę Zwykłą padają słowa: „Postępowanie Pana nie jest słuszne”. Można wytłumaczyć to bardzo szybko według schematu: Tak mówią ci, których nie ma z nami. Ale Ewangelia opowiada o dwóch synach – jeden łatwo mówi idę i nie idzie, drugi raczej wiecznie zbuntowany, ale gdy pomyśli, jednak pójdzie.

Prześledźmy nasze ostatnie „Idę Panie”. Trzy tygodnie temu pisałem o upomnieniu, że nie jest ono odgrywaniem się na przeciwniku, ale szukaniem prawdy. Prowadzi to czasem do upomnienia samego siebie. Dwa tygodnie temu pisałem o przebaczeniu, w którym nie można zapomnieć, ale trzeba przestać nienawidzić. Tydzień temu, że nie można odmówić człowiekowi prawa do nawrócenia, bo byłoby to równoznaczne z życzeniem mu śmierci. Kto rozważał te słowa w kościele, dodatkowo mówił jeszcze „Idę Panie”, przynajmniej kilka razy w jednej liturgii.

Jest pewna zasada, która obowiązuje w temacie strojenia instrumentów – dźwięk wzorcowy. Przyjmuje się, że dźwięk wzorcowy bierze się z instrumentu, który najtrudniej nastroić. Powód jest prosty – taki instrument również długo się rozstraja. Przenosząc to na nasz temat, nie są w cenie „instrumenty”, które szybko się stroją i rozstrajają (idę Panie), ale takie, które sprawiają opór, ale za to trzymają dźwięk.

Jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo związane ze strojeniem instrumentów. W domu można nastroić instrument nawet według fałszywego dźwięku wyjściowego i osiągnąć pozorną harmonię. Nie będzie ona jednak współgrać z resztą zespołu, gdybyśmy próbowali grać wspólnie. Jeśli nie otworzymy się na zestrojenie z innymi, na niestrojnym instrumencie możemy sobie zafundować wyłącznie wieczór nastrojowy.

Jednak bez porządnego nastrojenia – wcześniej czy później – z orkiestry i tak nas wyrzucą. I, tak czy inaczej, do przeżycia nastrojowego wieczoru na koncercie potrzebujemy nastrojonych instrumentów.

Myśli moje nie są myślami waszymi

(pytanie o wiarę na wzór dialogów Platona)

Czym jest dla ciebie wiara? Daje sens mojemu życiu, daje pokój. A jeśli nagle wszystko w twoim życiu się skomplikuje i po ludzku straci sens, jeśli zdarzenia codzienne skutecznie pozbawią cię pokoju…

Czym jest dla ciebie wiara? – pytam raz jeszcze. No dobrze, poczytajmy Katechizm – proponujesz. „Wiara jest pewnością tego, czego się spodziewam” – spoglądasz na mnie z miną zwycięzcy. A czego się spodziewasz? – dopytuję. Po ludzku pokoju, zdrowia. A co mówi Katechizm? – pytam zaczepnie. Że spodziewam się – wypowiadasz to jednym tchem – życia wiecznego.

Zgoda. Pytam cię jednak dalej: A skąd wiesz, że je otrzymasz? Bo chodzę do kościoła, przyjmuję sakramenty – odpowiadasz. Ale przecież możesz stracić sens i pokój. Skąd wiesz, że je otrzymasz? Z autorytetu Boga, bo tak powiedział – mówisz udając pewność. To pytam dalej: Kiedy ci to powiedział? Milczysz? To skąd to wiesz? Bo jestem ochrzczony i mam życie w sobie – deklamujesz jak wyuczony na pamięć wiersz. Pozwól, że dopytam: masz je z siebie? Nie, od Niego – odpowiadasz. Pytam więc dalej: A kiedy ci je dał? Mówią, że na chrzcie – odpowiadasz coraz bardziej nerwowo. Ryzykuję jeszcze raz i pytam: A pamiętasz tamtą chwilę? Widzę po twojej minie, że nie pamiętasz. To skąd wiesz, że je masz? Bo patrzę oczami Boga na świat i pragnę tego, czego pragnie Bóg – tym razem znowu dumnie odpowiadasz. A co widzi Bóg, kiedy patrzy na świat? Czego pragnął, kiedy umierał? Żebyś zbawiony był sam jako doskonały, czy może jeszcze z kimś? – pytam dociekliwie. Ale przecież inni to łotry! – wykrzykujesz. No właśnie, może pragnął zbawić łotra – tym doprowadzam cię do furii.

W końcu wyrzucasz z siebie: Ale zbawienie kosztuje! To pytam spokojnie: Ile kosztuje zbawienie? Odpowiadasz, że ty na swoje trudzisz się już siedemdziesiąt lat w pocie czoła. To pozwól, że dopytam czy dobrze rozumiem: Zbawi cię pot? Zaczynasz się denerwować i odpowiadasz: To może najlepiej nic nie robić? Potakuję, że chyba masz rację. Najlepiej nie robić nic z tego co i jak robisz.

A co robię źle? – pytasz. Odpowiadam pytaniem: A czego z tych lat najbardziej żałujesz? Czy żałujesz tego, że byłeś z Nim, kiedy inni byli gdzie indziej? Żałuję, że ja się trudzę całe życie a inni zbawią się za nic – kwitujesz pogodzony z losem. Właśnie owo „nic” pokazuje brak twojej wiary, bo tak nie nazywają Go nawet oni, których nazywasz łotrami. Właśnie za to NIC oni będą zbawieni. A Ciebie zbawi pot czoła i siedemdziesiąt lat wypominanych wyrzeczeń.

Twoja twarz posmutniała i zacząłeś bełkotliwie mówić coś, co usłyszałem dopiero, kiedy powtórzyłeś to kolejny raz: Myśli moje nie są myślami waszymi…, drogi moje nie są drogami waszymi… myśli moje…

Ile razy przebaczać i dlaczego?

Czy dlatego tyle razy mam przebaczać, bo nie umiem zapominać? Czy jednak przebaczenie jest zapominaniem? Wymuszać zapomnienie, byłoby czymś absurdalnym. Jak można zapomnieć, że X oszukuje, kradnie? Przebaczenie nie jest naiwnością. Jak więc przebaczać nie zapominając? Kartezjusz powiedział kiedyś, że nawet Bóg nie może sprawić, by się nie stało, co się stało. Przebaczenie nie jest więc zapominaniem, lecz ustaniem nienawiści.

Dlaczego wybaczamy? Niektórzy powołują się na zdanie z Ewangelii „odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią”. Ale o jaką niewiedzę chodzi? Błąd nie tkwi w świadomości, ale w woli i w sercu.

WOLA. Przebaczenie nie jest zapominaniem, ale próbą zrozumienia motywów sprawcy. Wola cechuje się skłonnością do czegoś. Ale skłonność kształtuje się w pewnym procesie, a na ten proces często mają wpływ inni. Ile razy przebaczać? Można to zamienić na pytanie: Ilu ludziom przebaczać? To dlatego trzeba tyle razy.

SERCE. Przebaczenie nie jest zapominaniem. Czy trzeba jednak nienawidzić, by pamiętać? Ile razy przebaczać? Tyle razy, ile usiłując pamiętać, zaczynam nienawidzić. Przebaczyć, to za każdym razem, kiedy się przypomni, przestać nienawidzić.

Przebaczyć to wyrzucić z serca nienawiść. Są dwie kategorie ludzi, którym nawet Bóg nie może przebaczyć. Katom – którzy w sercu nie żałują. Ofiarom – które w sercu nie przestają nienawidzić. Co łączy wtedy kata i ofiarę? Zajęte nienawiścią serce.