Zesłanie Ducha Świętego

Duchu Święty, odkryj w nas pustkę, którą nosimy, wyraz głodu prawdy. Jesteś jak powietrze, chronisz naszą wiarę i miłość, a jednocześnie jesteś niewidzialny. Ale to dzięki Tobie to co widzialne może przetrwać. Daj nam światło Twojej łaski, światło, które pozwala nie tylko dostrzegać, ale widzieć rzeczy takimi, jakimi są. Widzieć nasze życie takim, jakim jest ono naprawdę.

Czynisz nas dziećmi, bo dajesz Ojca, Ojca ubogich, tych, którzy w Nim pokładają nadzieję. Uzdalniasz nas do przyjmowania darów, byśmy mogli się nimi dzielić. Przybądź światłości sumień, bo nazywając grzech wyzwalasz z lęku przed tym, co nie nazwane. Jesteś radością serca, bo usuwasz z naszego życia złą pamięć, która wyniszcza, zmusza do stania w miejscu. Przemieniając serce, przemieniasz również naszą pamięć. Nie wymazujesz rzeczy trudnych i bolesnych z naszej historii, ale sprawiasz, że stają się one dobrą pamięcią rzeczy złych. Dobrą, bo widzącą historię naszych upadków Twoimi oczami.

Jesteś ochłodą w naszej pracy, ponieważ wpisujesz ją w stworzenie i odkupienie. Sprawiasz, że to co męczy najbardziej – brak sensu, zostaje przemienione w pracę, nawet ciężką, która zyskuje sens. Od momentu chrztu świętego jesteś jak ożywczy strumień w skwarze życia, jesteś utuleniem w płaczu, przebaczeniem w grzechu, pociechą w strapieniu.

Przyjdź Światłości najświętsza, bo kiedy chodzimy w ciemnościach nasz słuch wytęża się ponad miarę, błądzi wzrok a serce nie jest zdolne do ufności. Poddaj Twej potędze nasze sumienia, naucz odczytywać prawdę, bronić jej i znosić cenę jaką trzeba za nią płacić. Udziel nam Twojego tchnienia, które – jak w momencie stworzenia – sprawia, że może ożyć proch ziemi, nasza codzienność, szarość.

Obmyj to co nie-święte, nie-ludzkie, nie-szczęśliwe. Wlej zachętę, kiedy nasze życie dopada demon południa zabijający pierwotną gorliwość, usprawiedliwiający niechęć pójścia dalej. Ulecz rany naszego serca, które sprawiają, że zraniony zasłania to co boli, nie może zaufać na nowo Bogu i człowiekowi. Usuń z naszych serc pychę porównywania się z innymi, prowadź zabłąkanych w życiu, idących drogą, która nie ma celu.

Udziel nam różnorakich darów, nie po to, by karmić naszą samowystarczalność, ale po to byśmy siebie potrzebowali. Daj nam zasługę, czyli to co się liczy w Twoich oczach – łaskę, pomimo naszej małości. Daj nam stałość, uchroń przed obietnicami bez pokrycia, nieroztropnymi ślubami. Daj wieniec zwycięstwa, czyli to co najważniejsze, co pozwala wygrać nasze życie.

Daj nam także szczęście nie na miarę naszych pragnień, ale na miarę Twoich darów. Sam bądź naszym szczęściem, kiedy o to prosimy, jak również wtedy, gdy zapominamy o nie prosić.

Autor

Jarosław A. Sobkowiak

Nauczyciel akademicki. Zakres badań: antropologia i aksjologia kultury, etyka, hermeneutyka filozoficzna i teologiczna, moralność w aspekcie "intellectus fidei".