Wizyta przełomu czy przełom w wizycie?

Zjawiskiem niepokojącym w niektórych prawicowych mediach był fakt pomijania milczeniem zbliżającej się wizyty patriarchy Cyryla I w Polsce. Nie chodzi mi wyłącznie o historyczność poszczególnych punktów tej wizyty (spotkanie z prezydentem, Episkopatem…). Mam dostateczną orientację w sposobie przygotowywania tego typu spotkań, by powstrzymać się przed entuzjastycznym dopatrywaniem się we wszystkich tego typu punktach przełomu historycznego. Jest jednak punkt – w moim przekonaniu szczególnie ważny – tej wizyty. Chodzi o podpisanie w dniu 17 sierpnia Apelu do Polaków i Rosjan o otwarcie na proces wzajemnego pojednania. Sygnatariuszami Apelu są bowiem przedstawiciele Kościoła katolickiego w Polsce i Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego.

Nie wiem czy będzie to wizyta przełomu. Z niecierpliwością czekałem jednak na przełom w podejściu do tej wizyty. Zaczęło się niewinnie – najpierw przywołanie zegarka za trzydzieści tysięcy na ręku patriarchy (nie pamiętam w jakiej walucie, ale jest to w tej sytuacji zupełnie obojętne). Najważniejsze było w tym nazwisko darczyńcy: prezydent Miedwiediew. Potem poszły mocniejsze tony – rozdzieranie szat nad porównywaniem tego dokumentu do słynnego listu biskupów polskich do biskupów niemieckich sprzed wielu lat. Niektórzy autorzy przypominają, że biskupi wyciągnęli rękę do pojednania, wcześniej jednak Niemcy uznali zło systemu. Rosjanie tego nie zrobili, nadal „czcząc” Stalina. Było to jednak tylko preludium do argumentu koronnego – katastrofy pod Smoleńskiem. Otóż dla niektórych, przyjazd Cyryla I ma na celu obłaskawienie Polaków po katastrofie.

Doświadczenie nauczyło mnie, że nie wchodzi się w długi dialog z osobami niesłyszącymi, wystarczy uśmiech. Uśmiecham się więc do tych wszystkich, którzy innych argumentów i tak nie usłyszą.

Pragnę zaś zwrócić uwagę tylko na jeden zatrważający element związany z tą wizytą – instrumentalne traktowanie Kościoła przez niektóre kręgi polityczne. Przecież za tą wizytą i apelem, który podpisze Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, stoi decyzja całego Episkopatu (głosowanie było tajne, więc jak najbardziej szczere). Abp Józef Michalik, to ta sama osoba, którą przywoływano wielokrotnie wtedy, gdy jej głos zbiegał się z interesami niektórych grup politycznych. Czyżby więc tym razem się nie zbiegał? Czyżby warunkiem zgody był brak zgody na pojednanie?

Nie wiem o co w tym chodzi, a właściwie wiem. Nie chcąc jednak nikomu sugerować kierunku myślenia na temat tej wizyty zachęcam tylko do tego, aby śledzić komentarze polityczne podczas samej wizyty. Po podpisaniu listu biskupów polskich do biskupów niemieckich, komuniści nazywali biskupów narzędziami imperialistycznego systemu, skierowanego przeciw władzy ludowej. Jaki aparat reprezentują obecnie biskupi wzywający do pojednania?

Wiedzą to zapewne ci, którzy zawsze wiedzą.

Autor

Jarosław A. Sobkowiak

Nauczyciel akademicki. Zakres badań: antropologia i aksjologia kultury, etyka, hermeneutyka filozoficzna i teologiczna, moralność w aspekcie "intellectus fidei".

Jedna myśl do “Wizyta przełomu czy przełom w wizycie?”

  1. Skoro wpadłem na tę stronę, to zostanę na dłużej. Dopiero ją odkrywam. Daję się porywać zachwytom, na usprawiedliwienie i za wytłumaczenie podam, że ten i ów mieszkaniec Rzeczpospolitej Norwidowskiej bywa „w wieczne za-chwycony”. W sprawie minionej wizyty muszę dawać świadectwo bardzo osobiste.

    Nie wiem, dlaczego mnie, aż tak porwała. Intuicyjnie? Tłumaczę sobie, że może to spłacanie olbrzymich długów wobec literatury rosyjskiej? Przecież jeśli ktoś przeczytał (byłem podprowadzony przez swoją miłość do Tomasza Manna, który był z kolei zakochany w Tołstoju), co się dało, z Dostojewskiego, Tołstoja, uzupełnił co-nie-co Czechowem, Turgieniewiem, Jesieninem, Sołżenicynem, Okudżawą, Achmatową… to MUSIAŁ czekać na to spotkanie, wizytę. Ot, to proste jak drut. Jasne i oczywiste jak to, że jestem teraz na stronie księdza profesora i muszę pisać ten komentarz.

    Ale dlaczego słucham od czasu tej wizyty tyle chórów archanielskich, śpiewów mnichów z jeziora Ładoga, Żanny Biczewskiej (z nieśmiertelnym „Chospody pomyłuj” do słów hieromonacha Romana) i jestem często wspomnieniami wszystkich naszych (szkolnych, rodzinnych, projektowych) wizyt-pielgrzymek na świętej Górze Grabarce? Oczywiście! wpatrywałem się i wsłuchiwałem w wizytę w tym miejscu Patriarchy Cyryla I – tego już tak prosto się nie da wytłumaczyć.

    Dlaczego nie spotkałem tego rodzaju wrażliwości i świadectw po tej wizycie, nie będę dociekał, mam swoje, inne lokalne problemy. Zwą mnie tutaj, w Strachówce, na samym dole polskiego narodu, w mojej gminie, za którą – oczywiście – chciałem w 1981 życie oddawać, „siewcą nienawiści”, co może i mi się należy, ale ile też mówi o mojej/naszej Polsce 2012.

Możliwość komentowania jest wyłączona.