Najważniejsze zależy od nas?

Jeszcze ostatnie dni w pracy przecinane koniecznymi zajęciami przedświątecznymi w domu, jakieś rwane rekolekcje dla spóźnionych, szybka spowiedź i paczka dla biednych, bo w głowie kołacze triada Środy Popielcowej: post, jałmużna, modlitwa. Może tylko tę modlitwę jakoś najtrudniej ukonkretnić.

I to wszystko nazywa się Wielkim Tygodniem. Może dlatego, żeby zdążyć z zakupami i nie oczekiwać, że otworzą sklepy w niedzielę. Jest też inny powód, ale on trafi do naszej świadomości dopiero, gdy się trochę wyciszymy. Wielki, bo nie zależy od nas. Wspomniane powyżej elementy manewrów – nie tylko duchowych – wskazywałyby na coś przeciwnego. Tymczasem, kiedy wsłuchamy się w rytm biblijnych czytań tego tygodnia, okazuje się, że chodzi o „Mękę Pańską”, o „Paschę Pana”. Jeśli się tego nie zauważy, łatwo w tym tygodniu stać się “praktykującym – niewierzącym”. Bo ciągle nie będzie to czas na kontakt z Najważniejszym, lecz próba – po ludzku – zorganizowania ostatnich przedświątecznych dni. Oczywiście z odpowiednim naciskiem na to, że „pomimo braku czasu, tysiąca spraw, jednak…”.

Jedyny sposób na skorzystanie z tego tygodnia, to nie tyle podsumowanie swoich wyrzeczeń, cierpień i innych pomysłów wielkopostnych, ile raczej pytanie, czy już wiem, że jest to Pascha Pana? On będzie przechodził w te dni bardzo blisko moich spraw, wystarczy Go zauważyć i spróbować pójść za Nim. Ważne, by nasze propozycje na końcówkę Wielkiego Postu nie przysłoniły tego, co naprawdę wielkie.

Najważniejsze, by nie uwierzyć, że w te dni wszystko zależy od nas.

Wielki Piątek: Prawda

Wobec krzyża każdy człowiek, niezależnie od swojej osobistej świętości i zasług, musi uznać, że nie jest bez winy. Krzyż uczy najpełniejszej prawdy o mnie samym. Uczy pokory i jednocześnie domaga się deklaracji, czy te święta są dla mnie. A nie byłyby wtedy, gdybym uparcie wierzył w swoją nieskazitelność i sprawiedliwość.

Wobec krzyża nikt z nas nie jest bez winy. Prawda bolesna a jednocześnie niosąca nadzieję, gdyż wina została odkupiona. Wielki Piątek jest trudny jak prawda o życiu i krzepiący, bo prowadzi do poranka zmartwychwstania. Również do tych małych z martwych powstań. Jest nadzieją na codzienność i na wieczność.

Wielki Czwartek: Miłość

Kochać kogoś, to sprawić, by żył. Kochać to dać coś z siebie. Dać swoje ciało i krew.

Wielki Czwartek przypomina tajemnicę Miłości Boga – dar z siebie do końca. Ten dar oczekuje jednak odpowiedzi. Kiedy Jezus daje swoją Krew, jak gdyby włącza nas w swoje życie. By jednak to życie mogło trwać potrzeba, byśmy nie tylko żyli z Jego Krwi, ale byśmy przemienieni pozwalali, by pomiędzy nami a Nim ta ożywcza Krew mogła płynąć.

Eucharystia – cudowna przemiana. Jak często zawężana do tego, co dzieje się na ołtarzu. Ale czy można wierzyć w przemianę chleba w Ciało i wina w Krew, gdyby nie wierzyć w przemianę własnego życia w Jego życie?

Na tym właśnie polega tajemnica miłości: tej przyjmowanej i tej dawanej. I nie ma tu miejsca na fałszywą pokorę i niegodność. Bo nie być godnym przemiany to ostatecznie nie chcieć żyć prawdziwie.