Język miłości

Bóg się rodzi! Tyle już razy słyszeliśmy te słowa w naszym życiu. Tyle razy przeżywaliśmy Boże Narodzenie. Ale kim jest Bóg, który się rodzi? Jest Bogiem mocnym, poskramiającym nieprzyjaciół. Jest Bogiem prowadzącym naród wyciągniętym ramieniem. Ale to są Jego przymioty. Kim zaś jest Bóg w swej istocie? Jest bezbronną miłością, jak dziecko, jak Dzieciątko w żłóbku. To jest najwierniejszy obraz Boga, który uczy języka miłości.

Język miłości uprzedza nasze mówienie i działanie. To dlatego człowiek musi najpierw stać się dzieckiem – darem dla innych, a jednocześnie bezbronnym.

Może warto znaleźć chwilę, by zatrzymać się przy żłóbku i zrozumieć, w czym tkwi siła Boga. Co oznacza bezbronna miłość wystawiona na wolność człowieka, który ją może przyjąć lub odrzucić.

Może ten prosty obraz podpowie nam, jakim językiem budować nasze rodziny, życie społeczne, relacje z drugim człowiekiem. Bez tego języka człowiek pozostanie zawsze jakiś okaleczony, niekompletny. Może warto zastanowić się w te święta nad siłą miłości i dać się Bogu przemienić, a przez siebie pomóc przemieniać się tym, którzy są obok.

Boże Narodzenie

Naród kroczący w ciemnościach to po części historia życia każdego z nas. W ciemnościach wypatrujący obietnicy wyzwolenia. To pragnienie jest tak silne, że niezaspokojone grozi rezygnacją z wszelkich pragnień, może tylko poza jednym – pragnieniem stabilizacji. Pozornie ma ona niską cenę: rezygnacja z części wolności, własnych myśli, decyzji. W rzeczywistości płaci się za nią najwyższą cenę – człowieczeństwo.

Stabilizacja jest często kluczem do rozprawienia się z Bogiem. Kiedyś, „w owym czasie” Bóg musiał urodzić się poza miastem. W „naszym czasie” rodzi się w kościołach, niby w centrum naszych miast, a jednak na uboczu, poza nurtem wielkich światowych spraw. Może właśnie dlatego pierwsi widzieli Go pasterze, bo został wezwany z pastwiska, jak król Dawid.

Swoi nie rozpoznali. Ale rozpoznają ci, dla których został „dziedziniec pogan”. Tak było kiedyś (Melchizedek, królowa Saby, Hiob, święci grzesznicy z życia Jezusa) i tak jest dzisiaj. Może dlatego, że na „dziedzińcu pogan” nie łączą wspólne poglądy, tradycje. Przeciwnie, na dziedzińcu pogan dzieli praktycznie wszystko, poza jednym – człowieczeństwem.

To połączyło kiedyś Boga z człowiekiem. To może połączyć również dzisiaj: człowieka z Bogiem i z drugim człowiekiem.

Nie warto rezygnować z człowieczeństwa. Bez niego nie odnajdzie się Boga, nawet wyznając wiarę. Bez człowieczeństwa nie byłoby Bożego Narodzenia.

Wszystkim moim Czytelnikom radości z odkrywania Boga-Człowieka. Dobrego świętowania!

Odpocznijcie nieco

Przychodzi pracownik do firmy: od wielu dni nie spałem, cały swój czas poświęcam dla firmy, praca jest całym moim życiem. W poradniku pracoholika ta opowieść musiałaby się zakończyć podwyżką. Kiedy zaś uczniowie przychodzą do Jezusa i opowiadają w podobnym tonie, On daje inną odpowiedź: Odpocznijcie nieco!

To słowo słyszymy w okresie wakacji. Przypadek? Nie ma przypadków!

Czasem budujemy nasze życie w oparciu o to jak chcieliby nas widzieć inni. Taki sposób budowania wystarcza do pierwszego poważniejszego kryzysu tożsamości. Ja pocieszę (zasmucę) moich czytelników – jestem już po etapie bycia syntezą koncertu życzeń, nawet tych pobożnych. Staram się już nie biegać cały dzień, kanapki nie jem na stojąco, nie sprawdzam też przed lustrem czy wyglądam na świętego. Raczej zadaję sobie pytanie, czy nie czas pójść do fryzjera? Próbuję też godzić doczesność z wiecznością – jedna i druga perspektywa jest piękna, a ich przeciwstawianie jest schizofrenią a nie uczeniem życia wiecznego.

Człowiek niewyspany widzi tylko zagrożenia. Może dlatego tak właśnie opisujemy świat: małżeństwu zagraża zdrada, młodzieży internet. Najbezpieczniejsze jest siedzenie przy ognisku domowym. Trzeba tylko pamiętać, by wygasić ogień przed pójściem na spoczynek, bo to też zagrożenie.

A może jesteśmy po prostu niewyspani?

Człowiek, który umie odpoczywać patrzy na świat z zaufaniem i nadzieją. Zabiegany i zalękniony buduje mur wokół siebie. Ale czy człowiek jest powołany do bycia konserwatorem murów dzielących ludzi? Odpocząć. Zacząć od-początku. Biblia pięknie ten początek definiuje. Uczynić naszą egzystencjalną brzdąkaninę prawdziwą harmonią. Zachwycić się życiem, którego bronimy.

Odpocząć to również przestać udawać. To męczy najbardziej. Kiedy skóra chce odpocząć, trzeba na jakiś czas ograniczyć makijaż. Kiedy duch chce odpocząć, trzeba zrezygnować z robienia makijażu sztucznej doskonałości.

Człowiek najbardziej odpoczywa, gdy jest sobą. Dla jasności dodam – gdy próbuje być człowiekiem.