Nie chodzą z nami…

To zdanie wyjęte z Pisma Świętego można w łatwy sposób przetransponować na wiele grup zawodowych. Często bowiem korzystamy z rozwiązań wieszcza, wyrażonych w stwierdzeniu, że „aby mnie zrozumieć, nie wystarczy być ze mną; trzeba być we mnie”. W taki właśnie sposób buduje się hermetyczność danej grupy, a hermetyczność sprawia z jednej strony niedostępność i złudne poczucie bezpieczeństwa, z drugiej zaś, jej skutkiem ubocznym jest uwiąd prawdy.

Ale pozostańmy na poziomie Ewangelii. Nie chodzą z nami, a dokonują cudów. Nie są z nas, a chcą nas reformować, nie dzielą naszej historii, a chcą nas pouczać, nie zgłębiali wiedzy jak my, a chcą się wypowiadać.

Jest sprawą oczywistą, że najwięcej do powiedzenia w danej dziedzinie ma specjalista, i to jemu powinno się dać pierwszeństwo wypowiedzi. Ale tylko wtedy, jeśli specjalista jest naprawdę specjalistą – przygotowany, kompetentny, uczciwy. A jeśli cała jego kariera zawodowa dałaby się streścić w zdaniu „chodzi z nami”, wtedy raczej cudów nie dokona.

W każdej społeczności jest warstwa misji i strategii. Problem tylko w tym, kiedy misji i strategii uczy się człowiek w różnych szkołach. Wtedy niewłaściwa strategia może zawłaszczyć misję. Nie dość, że „nie chodzi z nią”, to jeszcze chce wymusić, aby misja podążała za wypaczoną strategią. A tym, którzy „nie chodzą z nami”, zabrania się nie tylko dokonywania cudów, lecz najlepiej, żeby zamilkli.

Może więc zanim przejdzie się do strategii czynienia cudów, najpierw oswoić się z misją. Dopiero wtedy ma sens pytanie, kto chodzi z nami i po co?

Cel uświęca środki?

Znamy piękne frazy o roli celu w życiu: Cokolwiek czynisz, zważaj na cel! – Nie mylić celu ze środkami – W życiu trzeba mieć cel. Jest jeszcze jedno powiedzenie: Cel uświęca środki. Niewątpliwie cel może uświęcać, ale czy środki?

Weźmy na przykład wiarę. Może być ona celem. A właściwie nie tyle ona, co jej przedmiot. Ale czy środki do tego celu, z samego faktu, że mają na względzie cel, uświęcają? Czy jadąc na nabożeństwo i łamiąc przepisy, uświęcam tym samym łamanie przepisów?

Celem jest wiara, której przedmiotem dla chrześcijan jest Bóg. Środkiem może być nasze świadectwo. Ale czy ono jest uświęcone z samego faktu, że ma mówić o Bogu?

Ewangelia na dzisiejszą niedzielę przywołuje znane nam pytanie: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? – cel wiary. A skoro do celu prowadzą środki, to za kogo mogą Go uważać na podstawie naszego świadectwa? W tym właśnie widać zależność pomiędzy pytaniem o Boga a naszym życiem. Nie zawsze nasze świadectwo jest uświęcone przez cel. Czasami przeciwnie, sprawia, że najświętszy cel z powodu naszego świadectwa traci blask.

Mamy takie miejsce w życiu, gdzie opis naszego świadectwa jest najprawdziwszy – spowiedź. W tej chwili prawdy o sobie tylko my możemy porównać deklaracje słowne wypowiadane na zewnątrz z martwymi uczynkami. To prawda, że wiara bez uczynków jest martwa. Ale jaka jest wiara z martwych uczynków?

Może więc zgódźmy się ponownie na tezę, że cel nie uświęca środków. Cel może uświęcić nas, ale też nie w sposób automatyczny, ale w świadomy i wolny. I dopiero świadomie i w sposób wolny uświęcony podmiot jest w stanie wykonywać uczynki uświęcone celem.

Niestety w życiu częściej wolimy uświęcać nasze uczynki niż siebie. W imię tak zwanej dobrej zmiany.

Głupota i mądrość

Głupota zaczyna się wtedy, gdy mam ochotę stwierdzić, że już wszystko poznałem, przemyślałem. To nie jest mądrość, lecz wiedza, na którą z wiekiem człowiek jest już coraz mniej otwarty. Prawdziwa mądrość jest czymś więcej niż wiedzą. Jest świadomością listy rzeczy do przemyślenia. Można dodać – listą nigdy nie dokończoną. Świat ludzi głupich, to świat zamknięty w pewnikach. Mądrzy budują świat niekończącego się wysiłku pytania: co dalej?

Głupota lubi zamykać mądrość w stereotypie. W taki sposób człowiek w pewnym wieku zaczyna usprawiedliwiać wolniejszą pracę intelektu. Badania nad mózgiem pokazują jednak, że prawdziwie wydajny może być człowiek 60+. Może wolniej obsługuje swój mózg, ale już wie, czego naprawdę nie wie, czego jeszcze potrzebuje i czym w ogóle warto mózg zajmować. Dopiero wtedy kończy się etap zaśmiecania mózgu zbędnymi danymi. Ta nowa sprawność bierze się ze świadomości niewiedzy, do której trzeba dorosnąć, aby móc się do niej przyznać.

Mądrość to stawianie pytań dalej niż sięgają odpowiedzi. Czy więc jestem mądry? Na to nie odpowiem oceniając swoje decyzje w perspektywie krótkiego czasu. Mądrość potrzebuje do oceny mnie i moich decyzji czasu, który mnie przekracza. Muszę więc wierzyć w coś „po”. To nakazuje mi mądrość.

Inaczej nigdy nie odpowiem sobie na pytanie, czy mądry byłem.

NASTĘPNY TEKST UKAŻE SIĘ 2 WRZEŚNIA 2018