Po co prostować ścieżki?

Adwent kojarzy się często z zachętą do prostowania ścieżek. Rodzi się jednak pytanie, czy wszystko musi być tak proste? Oczywiście, kiedy jedziemy samochodem z miasta do miasta, wtedy chcemy najprostszej i najkrótszej drogi. Nawet potrafimy przebijać tunele w skałach. Cel jest jednak prosty – oszczędność czasu i paliwa. Nikomu jednak nie przyjdzie do głowy prostowanie ścieżek na Mazurach. Niech sobie będą krzywe, niech się na nich traci czas, nierzadko kręcąc się w kółko. Przecież to wakacje…

Prostować ścieżki Pana, prostować ścieżki do Kościoła… Ale po co?

Problem nie jest więc techniczny, lecz psychologiczny. Często księża chcą nauczyć ludzi jak radzić sobie z takim czy innym grzechem. Swoją drogą, życie pokazuje, że czasem i oni potrzebują przypomnienia zasady: „lekarzu ulecz samego siebie”. Ale nie o księży i nie o ich grzechy tu chodzi. Chodzi o to, że do prostowania ścieżek nie potrzebujemy koparki i innych maszyn, ani inżyniera czy księdza. Potrzebujemy motywacji. I Adwent jest właśnie po to, by odpowiedzieć sobie, po co w ogóle prostować ścieżki, zwłaszcza do Kościoła?

Czego chcę naprawdę?

Płaszczyzna życia codziennego:

Spotykam bezdomnego. Żyje w taki sposób już ponad 10 lat. Nie bardzo ma ochotę cokolwiek zmieniać. Nie lubi zbędnych pytań, nie oczekuje rozwiązań. Oczekuje tylko tego, o co prosi: „piątaka”.

Ja też nie bardzo mam ochotę angażować się w jego życie. Nie jest mi całkiem obojętny. Ale czy byłbym w stanie pomóc mu naprawdę? Wezmę go do pokoju, załatwię pracę? Daję więc „piątaka” i wszyscy są szczęśliwi.

Płaszczyzna religijna:

Mam wadę wzroku od wielu lat. Byłem u okulisty, opłaciłem wizytę. Kupuję dobre, lekkie szkła. Okulista wspomniał mi ostatnio, że wchodzą na rynek okulary (drogie!), które nie będą wymagały wymiany. Ostrość będzie można regulować automatycznie. Bateria wystarcza na cały dzień. Prawdziwy komfort.

Gdyby tak przyszedł Jezus, dzień później, jak w Ewangelii, czy chciałbym jeszcze odzyskać w pełni wzrok? A co z okularami za ponad 2 tysiące dolarów? Co z odbytą drogą wizytą u okulisty? I jaka gwarancja, że to się zdarzy? Gra nie warta świeczki. O ilu cudach już słyszałem, które po kilku miesiącach okazywały się klapą. Chyba będę zbierał pieniądze na te nowe okulary. Niezłe, prawda?

_________________________________________________________

Czy wiem, czego chcę naprawdę? Czy jestem gotowy na prawdziwą zmianę w życiu? Czy chcę naprawdę spotkać kogoś, kto radykalnie odmieni moje życie? Chyba jestem za stary na nowości, i chociaż niby coś tam o życiu wiem, to jednak czego chcę naprawdę… nie wiem.

_________________________________________________________

(powyższy tekst nie jest moją autobiografią, lecz fikcją literacką nie wykluczającą jednak sytuacji, które mogą zdarzyć się naprawdę).

ADHD dobrych intencji

Wielu z nas doświadczyło tego w swoim życiu. Problem naszych dobrych i słusznych intencji nie polega na tym, że je mamy, ale na tym, że próbujemy za szybko zrozumieć pewne sprawy. Jedną z przyczyn takiej postawy jest naturalny pęd człowieka do rozwoju. Rozumiemy go w wymiarze postępującym: dzisiaj lepsze niż wczoraj, z kolei jutro lepsze niż dziś. Na tej linii, z podobną konsekwencją sytuujemy stare i nowe. Skoro więc ma być rozwój, to w nowym. W konsekwencji prowadzi to nie tyle do zmiany sytuacji, zmiany w nas samych, co raczej sprowadza się najczęściej do zmiany miejsca, aktywności, formy spędzania czasu.

Tak właśnie rodzi się nasze ADHD rozwoju, gdzie myśl nie nadąża za zmianą. A gdyby tak nie zatrzymując rozwoju, zatrzymać siebie w tym samym miejscu, w tych samych uwarunkowaniach? Gdyby zapanować nad owym ADHD i zmusić siebie do pomyślenia stojąc w miejscu? Może wtedy efekt naszego rozwoju byłby bardziej określony i przede wszystkim przewidywalny i trwały?

Nieopanowane ADHD naszych dobrych intencji rodzi zgorzknienie. Bo ani dziś nie jest lepsze niż wczoraj, ani też kolejne jutro nie różni się aż tak bardzo od teraźniejszości. Może więc zamiast „zapuszczać się” bezmyślnie w nowe, pozwolić najpierw myśli spenetrować obszar naszych oczekiwań. Może myśl oswaja się z nieprzewidywalnym wcześniej niż my, a już na pewno pozwala na szybszą korektę oczekiwań.

Działajmy, ale najpierw po-myślmy. Może o to właśnie chodzi, by działanie nie było warunkowane pierwszą fazą rodzenia się myśli, ale było jej owocem, prawdziwym PO-MYŚLENIEM.